Spis treści
- Głośna interwencja Rzecznika Praw Dziecka na Białołęce doprowadziła do natychmiastowego odebrania dwójki małych dzieci rodzicom.
- Sąd rodzinny wydał szokującą decyzję, nakazując natychmiastowy powrót dzieci i nazywając działania instytucji "przemocą instytucjonalną".
- Poznaj kulisy tej kontrowersyjnej sprawy, w której sąd podważał osobiste zaangażowanie RPD, i dowiedz się, co naprawdę wydarzyło się w Warszawie.
Portal Zero.pl opublikował w środę wyczerpujący materiał o interwencji rzeczniczki praw dziecka Moniki Horny-Cieślak i późniejszych krokach podjętych przez służby wobec pewnej warszawskiej rodziny. Serwis podkreśla, że uzyskał dostęp m.in. do uzasadnienia decyzji sądu i akt sprawy. Na tych dokumentach opiera się relacja przedstawiona przez Zero.pl. Warto zauważyć, że niektóre z przytoczonych okoliczności są podważane lub oceniane odmiennie przez Biuro Rzecznika Praw Dziecka.
Zero.pl opisuje incydent z Moniką Horną-Cieślak
Jak donosi portal, początek sprawy miał miejsce 14 sierpnia na Białołęce. Monika Horna-Cieślak miała tam zauważyć kobietę, która szarpała jedno ze swoich dzieci i na nie krzyczała. Po zwróceniu uwagi matce, rzeczniczka rzekomo usłyszała wulgarną odpowiedź. Zgodnie z relacją Zero.pl RPD zawiadomiła policję. Funkcjonariusze przeprowadzili kontrolę, ale nie znaleźli wtedy podstaw do natychmiastowego zabrania dzieci.
Następnie sprawę przekazano do sądu rodzinnego. Zgodnie z informacjami Zero.pl również i on nie podjął decyzji o umieszczeniu dzieci w rodzinie zastępczej. W zamian zlecił pilne przeprowadzenie wywiadu środowiskowego. Kolejnego dnia kurator odwiedził rodzinę i – jak ustalił portal – on również nie stwierdził powodów do trybu pilnego odebrania dzieci.
Dzieci zabrane do placówki opiekuńczej
Zero.pl relacjonuje dalsze kroki podejmowane w tej sprawie. Według artykułu doszło do spotkania z udziałem policji oraz rzeczniczki praw dziecka. Po tym spotkaniu policjantka miała wydać rodzicom nakaz opuszczenia mieszkania i zakaz kontaktowania się z dziećmi. W efekcie 3- i 4-latek trafili do placówki opiekuńczo-wychowawczej.
Serwis informuje również, że policjantka podejmująca tę decyzję zeznała przed sądem, iż w momencie jej wydawania nie widziała na oczy ani dzieci, ani rodziców. Są to informacje zaczerpnięte z akt przywołanych przez Zero.pl. Dotychczas nie znalazły się one w oficjalnych komunikatach policji.
Zdecydowana reakcja sądu rodzinnego
Jak podaje Zero.pl, sąd po zapoznaniu się ze sprawą nakazał bezzwłoczne oddanie dzieci rodzicom. Najbardziej dosadne fragmenty tekstu odnoszą się właśnie do uzasadnienia tej decyzji. Redakcja donosi, że sąd określił działania służb jako mogące nosić „wyraźne znamiona przemocy instytucjonalnej”. W cytowanym dokumencie miało się też znaleźć zdanie, że kroki podjęte przez państwowe organy były „rażąco nieproporcjonalne do zaistniałego zdarzenia”.
Zero.pl donosi ponadto, że sąd zgłosił zastrzeżenia co do osobistego udziału rzeczniczki praw dziecka. Z przytoczonego uzasadnienia ma wynikać, że sędzia zastanawiał się, czy nie próbowano wykorzystać autorytetu urzędu do przeforsowania decyzji o zabraniu dzieci. Należy pamiętać, że jest to ocena sądu zacytowana przez Zero.pl, a nie nasze własne ustalenia.
Matka dzieci odpiera zarzuty RPD
Z informacji Zero.pl wynika, że przed sądem matka tłumaczyła swoje zachowanie – miała szarpnąć dziecko, bo to nagle wybiegło na ulicę. Portal informuje, że sędzia uznał to za potencjalną reakcję wywołaną stresem i troską o bezpieczeństwo pociechy, a nie za przejaw intencjonalnej agresji. W tekście wspomniano też o dwóch zamkniętych butelkach piwa odkrytych w mieszkaniu. Zero.pl twierdzi, że sąd uznał argumentowanie tym przeciwko rodzicom za „całkowicie chybione i wręcz absurdalne”.
Biuro RPD zabiera głos po artykule Zero.pl
Istotna jest jednak perspektywa drugiej strony. W oświadczeniu przesłanym Zero.pl Biuro Rzecznika Praw Dziecka przekazało, że Monika Horna-Cieślak widziała „stosowanie silnej i gwałtownej przemocy psychicznej i fizycznej wobec małych dzieci w miejscu publicznym”. Urząd zaznacza, że rzeczniczka, będąc świadkiem takiej sytuacji, miała obowiązek podjąć interwencję, mając na uwadze dobro dzieci.
Z oświadczenia RPD wynika, że podjęte kroki mieściły się w granicach prawa, a decyzje nie zapadły tylko na podstawie incydentu na ulicy, ale opierały się na „szerokim materiale dowodowym dotyczącym dzieci”. Biuro nie odniosło się do wyroku sądu. Jak poinformowało Zero.pl, urząd w przypadku braku zgody z orzeczeniem sięga po dostępne narzędzia prawne. Obecnie funkcjonują dwie skrajnie różne oceny sytuacji: ostra krytyka instytucji opisana przez Zero.pl na bazie akt sądowych oraz stanowisko RPD, które tłumaczy interwencję potrzebą ochrony najmłodszych.