Spis treści
Pogrzeb Andrzeja Olechowskiego w Warszawie
Uroczystości żałobne byłego ministra finansów i spraw zagranicznych, Andrzeja Olechowskiego, rozpoczęły się w środę, 6 maja 2026 roku, o godzinie 14:00 w kościele św. Anny na warszawskim Wilanowie. Dwukrotny kandydat w wyborach prezydenckich i współzałożyciel Platformy Obywatelskiej zmarł pod koniec kwietnia. Miał 78 lat. Pożegnały go rzesze polityków z jego dawnego ugrupowania.
Tragiczną wiadomość o śmierci polityka przekazał jako pierwszy jego wieloletni przyjaciel, Wojciech Mann. W sieci opublikował poruszający wpis upamiętniający zmarłego.
"Najdłuższa przyjaźń mojego życia. Niech Bóg się nim zaopiekuje" - napisał wówczas.
W oficjalnym nekrologu zamieszczonym w "Gazecie Wyborczej" bliscy Andrzeja Olechowskiego wyrazili głęboki smutek z powodu odejścia doktora ekonomii i polityka. Poinformowano w nim również o miejscu uroczystości oraz wystosowano prośbę, by zamiast składania wieńców przekazywać datki na rzecz Fundacji Kapucyńskiej.
Wojciech Mann na pogrzebie Andrzeja Olechowskiego
Na wilanowskiej ceremonii nie mogło zabraknąć znanego dziennikarza muzycznego. Choć Wojciech Mann od pewnego czasu zmaga się z kłopotami zdrowotnymi, a osłabione nogi zmuszają go do używania balkonika, zdecydował się uczestniczyć w pożegnaniu przyjaciela. Ich wyjątkowa więź trwała nieprzerwanie od ponad 60 lat. Poznali się jeszcze jako siódmoklasiści.
"Wychowawca ostrzegał Andrzeja, żeby się ze mną nie zadawał, bo moje zachowanie nie do końca mieściło się w szkolnych normach. Tak powstało przekonanie, że jestem podejrzaną osobą, a Andrzeja należało przede mną chronić" – wspominał niegdyś Mann w „Dzień dobry TVN”.
Najmocniejszym spoiwem ich długoletniej relacji okazała się fascynacja muzyką. Wspólne zainteresowania zbliżały ich do siebie każdego dnia. Razem dzielili młodzieńczą pasję do nowych brzmień.
"Interesowała nas muzyka - rock and roll. Najpierw musieliśmy słuchać u niego albo u mnie, ale koledzy też chcieli dołączyć. Zorganizowaliśmy więc miejsce w piwnicy Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego. Były wieczorki z płytami, adapterem, a później nawet koncerty na żywo" - wspominał z kolei zmarły.