Rosja protestuje i żąda uwolnienia archeologa
We wtorek, 13 stycznia doszło do dyplomatycznego spięcia pomiędzy Polską a Rosją. Jak poinformowała agencja Reutera, ambasador RP w Rosji Krzysztof Krajewski został pilnie wezwany do siedziby rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Powodem jest sprawa Aleksandra B., rosyjskiego archeologa zatrzymanego w Polsce w grudniu ubiegłego roku.
Strona rosyjska wystosowała oficjalny protest przeciwko zatrzymaniu swojego obywatela. W oświadczeniu resortu dyplomacji podkreślono, że oskarżenia wysuwane przez władze w Kijowie są „absurdalne, otwarcie upolitycznione i mają charakter spekulatywny”. Moskwa odnosi się w ten sposób do zarzutów dotyczących działalności naukowej archeologa w ramach ekspedycji na Krym.
„Federacja Rosyjska domaga się natychmiastowego uwolnienia obywatela Rosji i odmowy wydania go machinie karnej reżimu w Kijowie, która nie ma nic wspólnego ze sprawiedliwością” – czytamy w komunikacie rosyjskiego MSZ. Rosjanie domagają się, by polskie władze odmówiły ekstradycji naukowca na Ukrainę.
Czym naraził się Aleksander B.? Chodzi o wykopaliska na Krymie
Według ukraińskiej prokuratury Aleksander B., w latach 2014–2019 pełniący funkcję kierownika Sekcji Archeologii Starożytnej Północnego Regionu Morza Czarnego w Federalnym Zakładzie Ermitażu, prowadził nielegalne prace wykopaliskowe. Miały one miejsce na terenie archeologicznego kompleksu „Starożytne miasto Myrmekjon” w Kerczu na okupowanym Krymie. Archeolog miał nie posiadać do tego stosownych pozwoleń, a jego działania doprowadziły do zniszczenia cennego obiektu dziedzictwa kulturowego. Strona ukraińska oszacowała straty na ponad 201 mln hrywien.
Po zatrzymaniu przez polskie służby Aleksander B. odmówił składania wyjaśnień. Sąd w Warszawie zdecydował o przedłużeniu jego aresztu do 4 marca 2026 roku. Wniosek o ekstradycję na Ukrainę ma zostać rozpatrzony przez polski sąd 15 stycznia.
Dwaj Rosjanie podejrzani o krwawe morderstwo w Belgii wpadli pod Łowiczem: