Spis treści
- Jezuita Łukasz Sośniak wyraził dezaprobatę dla weta prezydenta Karola Nawrockiego dotyczącego ustawy o statusie osoby najbliższej.
- Duchowny akcentuje, że regulacje nie stanowiły niebezpieczeństwa dla instytucji małżeństwa, a ich celem było zagwarantowanie bezpieczeństwa prawnego partnerom w związkach nieformalnych.
- Zapoznaj się z racjami jezuity. Jego zdaniem odrzucenie ustawy przez głowę państwa to cios w setki tysięcy obywateli, którym odebrano możliwość uporządkowania spraw życiowych.
Odmowa podpisu pod ustawą o statusie osoby najbliższej wywołała lawinę komentarzy. Decyzja Karola Nawrockiego spotkała się z ostrą krytyką ze strony polityków koalicji. Do dyskusji włączył się także jezuita Łukasz Sośniak. Zdecydowanie odrzucił on tezę, jakoby projekt odbierał małżeństwu jego wyjątkowy charakter.
Jezuita o wecie prezydenta: Szkoda, że Nawrocki zawetował ustawę
Duchowny opublikował w serwisie X wyczerpujący wpis, w którym polemizował z argumentacją Karola Nawrockiego.
– Szkoda, że prezydent zawetował te ustawę. Nie było w niej nic, co by zagrażało rodzinie – napisał jezuita.
Duchowny wskazał również, jakie praktyczne problemy miały rozwiązać nowe przepisy.
– Czy prawo do dziedziczenia, wgląd w dokumentację medyczną w szpitalu czy wspólny kredyt w jakikolwiek sposób ubliżają sakramentowi małżeństwa? To zwykła ochrona prawna osób, które de facto tworzą wspólnoty domowe i mają prawo do godnego pochówku partnera czy wspólnego lokalu. To minimum prawne, które ludziom się po prostu należy – przekazał Łukasz Sośniak.
Zawetowana ustawa gwarantowała m.in. ułatwienia w dostępie do dokumentacji medycznej, prawo do decydowania o pochówku, a także kwestie związane z dziedziczeniem, podatkami czy zasiłkiem opiekuńczym. Niezbędnym krokiem do skorzystania z tych praw miało być zawarcie umowy u notariusza, a następnie jej rejestracja w urzędzie stanu cywilnego.
Duchowny Łukasz Sośniak: Nie wolno nam utrudniać życia
Jezuita zaznaczył, że choć rolą katolików jest promowanie małżeństwa, to nie można pozbawiać fundamentalnej ochrony prawnej tych, którzy obrali inną ścieżkę.
– Jako katolicy mamy obowiązek promować małżeństwo, dawać świadectwo o jego pięknie i wyjątkowości. Nie oznacza to jednak, że wolno nam utrudniać życie tym, którzy naszej wizji życia nie podzielają – napisał.
W podsumowaniu swojego komentarza Sośniak zwrócił uwagę, że prezydenckie weto nie wzmacnia małżeństw, a jedynie komplikuje codzienność osobom funkcjonującym poza tą instytucją.
„Weto prezydenta nie uratowało małżeństwa, bo ono nie było zagrożone. Odebrało jedynie szansę na ucywilizowanie statusu setek tysięcy Polaków, nie dając nic w zamian poza poczuciem wykluczenia” – ocenił Łukasz Sośniak.
Karol Nawrocki tłumaczy weto
Prezydent argumentował, że zawetowane przepisy wykraczały poza proste ułatwienia medyczne. W ocenie Karola Nawrockiego nowa ustawa kreowała w prawie rodzinnym byt z uprawnieniami łudząco podobnymi do tych przysługujących małżonkom.
– Jako strażnik konstytucji nie mogę zaakceptować rozwiązania, które prowadziłoby do utraty szczególnego statusu małżeństwa – oświadczył prezydent.
Głowa państwa powołała się przy tym na Konstytucję, konkretnie na artykuł 18., który definiuje małżeństwo jako chroniony przez państwo związek kobiety i mężczyzny. Według Nawrockiego nowelizacja wprowadzała tylnymi drzwiami instytucję tożsamą z małżeństwem.
Pałac Prezydencki sygnalizował takie stanowisko już na etapie prac w Sejmie. Wiosną prezydenckie otoczenie jasno deklarowało, że Karol Nawrocki nie złoży podpisu pod projektem, który zinterpretuje jako formalizację związków partnerskich.
Ustawa o osobie najbliższej dzieli polityków
Decyzja prezydenta wywołała falę krytyki po stronie rządowej. Donald Tusk określił weto mianem lekceważenia prawa obywateli do normalności. Z kolei Władysław Kosiniak-Kamysz zarzucił Nawrockiemu, że nad ułatwienia dla ludzi przedłożył kalkulacje polityczne.
Zupełnie inaczej sytuację widzą przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości. Przemysław Czarnek bronił ruchu głowy państwa, podkreślając, że była to słuszna i uzasadniona decyzja.
Oś sporu wykracza poza same zapisy. Dla zwolenników to pragmatyczne rozwiązanie problemów par bez ślubu. Przeciwnicy z kolei widzą w ustawie próbę stworzenia wariantu zastępczego dla klasycznego małżeństwa.