Spis treści
- Obywatele Stanów Zjednoczonych tłumnie zgromadzili się na ulicach przed zbliżającymi się wyborami do Kongresu, aby wyrazić sprzeciw wobec działań Donalda Trumpa uderzających w prawa wyborcze.
- Seria ogólnokrajowych wystąpień pod hasłem „Ręce precz od mojego głosu” odbywa się w cieniu narastającego konfliktu o prawomocność kart przesyłanych pocztą.
- Administracja byłego prezydenta wytoczyła ciężkie działa przeciwko członkom komisji wyborczych, co spotkało się z natychmiastową reakcją Partii Demokratycznej domagającej się stosownych zabezpieczeń.
Uczestnicy waszyngtońskich zgromadzeń przynieśli ze sobą transparenty z napisami „Głosuj wcześniej” oraz „Ręce precz od mojego głosu”. Wydarzenia zainicjowane 17 października przez organizację No Kings miały swój zasięg nie tylko w stolicy, ale również w kilkudziesięciu innych metropoliach i mniejszych ośrodkach na terenie całych Stanów Zjednoczonych. Głównym celem pomysłodawców tych akcji było zmobilizowanie amerykańskiego społeczeństwa do aktywnego uczestnictwa w nadchodzących listopadowych wyborach połówkowych, które wyłonią nowy skład Kongresu.
Cała inicjatywa była oficjalnie prezentowana jako ruch niezależny od podziałów politycznych. W rzeczywistości jednak zrzesza ona przede wszystkim osoby krytycznie nastawione do czasów prezydentury Donalda Trumpa, a podczas samych manifestacji wielokrotnie wyrażano głęboki niepokój o transparentność procesu wyborczego oraz konieczność zabezpieczenia fundamentalnego prawa obywateli do oddania głosu.
Przeciwnicy Donalda Trumpa wyszli na ulice. Trwają protesty w USA
W stołecznym Waszyngtonie kilkaset osób zgromadziło się w bliskim sąsiedztwie słynnego Lincoln Memorial. Zgromadzonym tłumom czas umilały występy zespołu muzycznego, podczas gdy nad głowami protestujących powiewały transparenty wzywające do powszechnego udziału w głosowaniu oraz kategorycznie sprzeciwiające się jakimkolwiek próbom manipulowania przy prawach wyborców. Według zapowiedzi organizatorów, podobne inicjatywy zaplanowano w setkach lokalizacji na terenie całego państwa.
Wśród manifestujących obywateli nie zabrakło również przedstawicieli lokalnej polityki. Przemawiający podczas wiecu w Atlancie radny miejski Michael Julian Bond gorąco namawiał wszystkich zgromadzonych do przekonywania swoich bliskich oraz znajomych, aby nie zwlekali z wizytą przy urnach i oddali swój głos w trybie przedterminowym.
– Konstytucja daje wam jedną władzę, prawda? To władza głosowania. Czy zamierzacie z niej skorzystać? – pytał.
Polityk zestawił obywatelski przywilej wyboru przedstawicieli z nadprzyrodzonymi zdolnościami, którymi dysponują znani z popkultury superbohaterowie. W swoim wystąpieniu przywołał postacie takie jak Superman, Czarna Pantera oraz Wonder Woman, argumentując, że każdy amerykański wyborca powinien równie śmiało robić użytek ze swoich demokratycznych możliwości.
– Bądźcie superbohaterami, wykorzystajcie swoją moc. Idźcie do lokali wyborczych i zagłosujcie – apelował.
Wybory korespondencyjne w USA. Donald Trump złożył pozew
Masowym wystąpieniom społecznym towarzyszy zacięty konflikt dotyczący procedury głosowania za pośrednictwem poczty. Donald Trump od dłuższego czasu stara się podważyć wiarygodność i bezpieczeństwo tego mechanizmu wyborczego. Były przywódca Stanów Zjednoczonych, nie opierając się na żadnych twardych dowodach, wielokrotnie przekonywał opinię publiczną, że to właśnie masowe fałszerstwa pozbawiły go wygranej w wyścigu o fotel prezydencki cztery lata temu.
Jego zaplecze polityczne podjęło 15 października kroki prawne, kierując pozew przeciwko osobom odpowiedzialnym za organizację wyborów na terenie stanu Kalifornia. Przedstawiciele władz federalnych zażądali wstrzymania procedury przeliczania kart korespondencyjnych w głosowaniu uzupełniającym w przypadku tych obywateli, których status uznano za wątpliwy pod kątem posiadania amerykańskiego paszportu. Prawnicy domagali się całkowitego zamrożenia tego procesu aż do momentu ostatecznego potwierdzenia uprawnień poszczególnych osób.
Dzień później do akcji wkroczył Departament Sprawiedliwości, który wystosował oficjalne pismo ostrzegawcze do lokalnych urzędników odpowiedzialnych za proces wyborczy. Ministerstwo jasno zakomunikowało, że dopuszczenie do urn i ewidencjonowanie głosów oddanych przez osoby bez potwierdzonego obywatelstwa Stanów Zjednoczonych może pociągnąć za sobą poważne konsekwencje, włącznie z wszczęciem śledztw kryminalnych oraz procesami sądowymi.
Demokraci reagują na ruch Donalda Trumpa. Żądają pisemnych gwarancji
Tego rodzaju ofensywa ze strony administracji spotkała się z błyskawiczną odpowiedzią przedstawicieli Partii Demokratycznej w Senacie. Trzej wpływowi politycy, czyli Alex Padilla, Sheldon Whitehouse oraz Dick Durbin, postanowili zainterweniować bezpośrednio u prokuratora generalnego Todda Blanche’a w celu wyjaśnienia tej napiętej sytuacji.
W oficjalnym dokumencie datowanym na 16 października parlamentarzyści stanowczo zażądali zapewnienia, że podległy mu Departament Sprawiedliwości nie podejmie żadnych prób konfiskaty oddanych kart czy jakichkolwiek innych dokumentów wyborczych przed oficjalnym zatwierdzeniem wyników głosowania. Wybory połówkowe, które wyłonią nowych członków Kongresu, zaplanowano na 3 listopada.
Poniżej galeria zdjęć: Spotkanie Donalda Trumpa z Karolem Nawrockim