- Świdniccy śledczy z urzędu rozpoczęli czynności sprawdzające dotyczące niespodziewanego załamania stanu zdrowia i omdlenia obecnego prezydenta. Do zdarzenia doszło w trakcie zeszłorocznej kampanii wyborczej, dokładnie 15 maja 2025 roku.
- Postępowanie uruchomiono z uwagi na ryzyko celowego podania niebezpiecznych związków chemicznych, co może wskazywać na bezpośrednią ingerencję innych osób w zdrowie polityka.
- W nadchodzącej publikacji książkowej Karol Nawrocki ze szczegółami zrelacjonował tamte dramatyczne chwile. Wspomniał o utracie świadomości, drgawkach oraz wcześniejszych instrukcjach od służb ochronnych, które ostrzegały go przed potencjalnym zamachem.
Śledczy ze Świdnicy oficjalnie potwierdzili rozpoczęcie postępowania sprawdzającego. Decyzja prokuratury została podjęta z urzędu, a jej bezpośrednim powodem były medialne informacje o incydencie z 15 maja 2025 roku. Właśnie wtedy, podczas serii spotkań z mieszkańcami Ząbkowic Śląskich oraz Dzierżoniowa, ówczesny pretendent do fotela prezydenckiego niespodziewanie zasłabł i na moment całkowicie stracił kontakt z rzeczywistością.
Przedstawiciel świdnickiej jednostki wprost odniósł się do doniesień prasowych. W rozmowie z Radiem Eska prokurator Mariusz Pindera zaznaczył: „W sprawie narażenia prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej Karola Nawrockiego na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, w związku ze zdarzeniem w czasie kampanii wyborczej. Jako kandydat na prezydenta przebywał na terenie Ząbkowic i Dierżaniowa. Będzie wyjaśniane, czy tam faktycznie doszło do czegoś takiego i czy było to spowodowane działaniem osób trzecich”.
Prezydent Karol Nawrocki opisał próbę otrucia
Mrożące krew w żyłach informacje wypłynęły przy okazji przedpremierowych fragmentów rozmowy głowy państwa z prof. Andrzejem Nowakiem. Wywiad ten jest fundamentem powstającej publikacji zatytułowanej „Skąd się wziął Karol Nawrocki”, która trafi na półki księgarni na początku lipca. Polityk wprost opowiedział o dramacie, jaki rozegrał się w Ząbkowicach Śląskich. Jak relacjonował, podczas rutynowych interakcji z tłumem sympatyków jego ciało nagle odmówiło posłuszeństwa.
Zełenski mocno odpowiada na decyzję Nawrockiego. Zapowiada utworzenie ukraińskiego Panteonu Narodowego
Omawiając tamte dramatyczne sekundy, polityk stwierdził otwarcie: „Kończę mówić i nagle czuję, że dzieje się ze mną coś bardzo złego. Nagłe osłabienie, jakbym dostał konkretny cios w szczękę. Jakby nagle ktoś wyłączył mi organizm”. Zgodnie z relacją, kandydat zdołał jeszcze poprosić swoją ekipę o napój, po czym został pilnie ewakuowany do sztabowego autobusu.
Dalsza część opowieści ukazuje niewyobrażalną skalę dramatu sztabowców: „Zaciągnęli czarne zasłony, staliśmy na ulicy. Wyszli wszyscy. Ja tylko położyłem się na tylnym siedzeniu - i straciłem przytomność. I od tego momentu nie pamiętam. Obudziłem się po jakimś czasie. Wszystkie okna zasłonięte. Nade mną stoją bladzi Mikołaj, Jakub i Jarek. W życiu nie miałem czegoś takiego. Autokar, cały garnitur, wszystko - kompletnie zbryzgane moimi gwałtownymi wymiotami. Wszystko”.
Jak zaznaczył obecny prezydent, reakcje jego najbliższego otoczenia były równie przerażające, co sam przebieg nagłego kryzysu organizmu. Członkowie sztabu mieli mu później opisywać drastyczne szczegóły: „Mówili, że wyglądało to jak fontanna, porównywali to do filmu »Egzorcysta« - kopałem nogami, rzucało mną, kompulsywnie wymiotowałem. A gdy się obudziłem, to nie wiedziałem, co się wydarzyło przez te kilka minut”.
Polityk zdradził również, że jeszcze podczas intensywnych wyjazdów otrzymywał konkretne wytyczne od odpowiedzialnych za bezpieczeństwo funkcjonariuszy. Służby miały go wyraźnie instruować, by unikał tradycyjnego całowania obcych kobiet w dłonie, ponieważ taki kontakt bezpośredni mógł stanowić idealną okazję dla potencjalnego zamachowca do podania toksycznej substancji.