Spis treści
- Najnowsze analizy ABW bezlitośnie obnażają fakt, że oprogramowanie Pegasus swobodnie przejmowało kontrolę nad smartfonami, a służby antykorupcyjne nie miały nad nim żadnego panowania. Co gorsza, wykradzione pakiety plików masowo trafiały poza polskie terytorium.
- Trwające dochodzenie nadzorowane przez śledczych zaowocowało już aktami oskarżenia dla siedmiu zamieszanych w proceder urzędników.
- Prezes Rady Ministrów nazwał aferę podsłuchową skandalem stulecia, obnażając olbrzymie koszty zakupu wynoszące 60 milionów złotych (w tym z Funduszu Sprawiedliwości) i kuriozalne ograniczenia blokujące dostęp do numerów z krajów wrogich Polsce.
Trwające postepowanie nadzorowane przez Zespół Śledczy numer 3 Prokuratury Krajowej przyniosło nowe dowody zebrane przez specjalistów Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Eksperci jednoznacznie potwierdzili, że szpiegowskie oprogramowanie Pegasus potajemnie infekowało smartfony obywateli. Odbywało się to całkowicie bezwiednie, a ofiary nie miały najmniejszego pojęcia o gigantycznym wycieku ich prywatnych zasobów.
„Biegli ustalili również, że CBA nie miało pełnej kontroli nad funkcjonowaniem systemu, producent oprogramowania mógł uzyskać dostęp do infrastruktury, na której przetwarzano i przechowywano materiały z kontroli operacyjnych, a dane przesyłane przez system opuszczały terytorium Polski” – przekazała w oficjalnym komunikacie Prokuratura Krajowa.
Specjalistyczne raporty opracowano po wnikliwym przestudiowaniu dowodów rzeczowych. Kluczowe dla prokuratorów okazały się bezpośrednie oględziny sprzętu oraz elementów infrastruktury zainstalowanych w warszawskiej siedzibie Centralnego Biura Antykorupcyjnego.
Jak działał Pegasus? CBA śledziło telefony
Oprogramowanie zaprojektowane dla systemów Android oraz iOS pozwalało na bezśladową instalację wirusa na docelowym smartfonie. Kiedy infekcja kończyła się sukcesem, narzędzie otwierało szeroką furtkę do najbardziej osobistych danych użytkownika: wiadomości SMS, bilingów, kontaktów, galerii zdjęć, plików audio czy lokalizacji GPS. Aplikacja dawała także możliwość zdalnego uruchamiania kamer i mikrofonów, by na żywo podglądać oraz podsłuchiwać inwigilowaną osobę w jej własnym domu. Prokuratura Krajowa podkreśla, że pozyskane tą drogą pakiety informacji szyfrowano i po cichu transferowano na zewnętrzne serwery. Ostatecznie udowodniono, że najbardziej wrażliwe materiały wyciekały prosto poza granice Rzeczypospolitej Polskiej.
Afera Pegasusa i prokuratura. Są pierwsze zarzuty
Zorganizowane działania śledczych, sprawdzające ewentualne przekroczenie uprawnień przez urzędników państwowych przy wykorzystaniu Pegasusa, ruszyły 18 marca 2024 roku. Organy ścigające badają trzy główne wątki tej głośnej sprawy: zgodność podsłuchów z prawem, sposób gromadzenia wrażliwych materiałów oraz techniczną niezawodność izraelskiego systemu informatycznego. Z dotychczasowych ustaleń wynika, że w toku czynności procesowych status podejrzanych otrzymało już siedmiu funkcjonariuszy publicznych.
Jarosław Kaczyński ostro o sytuacji w szkołach. Uderza w rząd Donalda Tuska
Donald Tusk o Pegasusie. Prezes Rady Ministrów ujawnia koszty
Pierwszego dnia tygodnia do postępów w prokuratorskim śledztwie odniósł się bezpośrednio Donald Tusk. Premier Rządu zabrał głos na forum publicznym i dosadnie ocenił najnowsze fakty wypływające z akt śledztwa.
„Właśnie zmierza do finału sprawa Pegasusa, jednego z największych skandali w historii Polski po upadku komunizmu. Totalne narzędzie cybernetycznej inwigilacji wyprodukowane przez izraelską firmę, co do której współpracy – oczywiście ze służbami izraelskimi – nikt nie ma wątpliwości” – powiedział stanowczo szef rządu.
Donald Tusk przypomniał przy okazji, że z założenia izraelskie oprogramowanie miało pomóc polskim służbom w zwalczaniu zagranicznej agentury oraz szpiegów z państw autorytarnych. Budżet państwa uszczuplił się z tego tytułu o kwotę przekraczającą 60 milionów złotych, z czego aż 25 milionów zrefundowano wprost ze środków należących do Funduszu Sprawiedliwości.
„Oni podpisali umowę, w której zapłacili firmie z Izraela ponad 30 mln zł za to narzędzie inwigilacji, nad którym nie mieli kontroli” – dodał premier Donald Tusk. „Z umowy wynikało, że Polska nie może tego narzędzia inwigilacji stosować wobec numerów telefonicznych z Rosji, Białorusi, Korei Północnej – państw, gdzie istnieje poważne zagrożenie terrorystyczne” – kontynuował oburzony prezes Rady Ministrów podczas publicznego wystąpienia.
W anszej galerii zobaczysz, jak mieszka Donald Tusk: