Istnieje tradycyjna metoda, która pozwala przewidzieć warunki atmosferyczne na cały nadchodzący rok. Współcześnie korzysta z niej niewiele osób, jednak w przeszłości wiele gospodarstw domowych w ten właśnie sposób przewidywało pogodę. Taka praktyka dawała ludziom poczucie wpływu na otoczenie i pozwalała wstępnie zorientować się w nadchodzącej aurze. Zgodnie z dawnymi wierzeniami, notując zjawiska pogodowe od 13 grudnia, czyli wspomnienia św. Łucji, aż do samej Wigilii, można określić, co przyniosą kolejne miesiące następnego roku.
Reguła jest niezwykle przejrzysta: aura panująca w dniu św. Łucji zwiastuje pogodę na styczeń, warunki z 14 grudnia odpowiadają za luty i tak dalej. Deszczowy dzień oznacza deszczowy miesiąc, a słoneczna pogoda wróży czas pełen słońca. Oznacza to, że jeśli na przykład 15 grudnia poranek był pogodny, a po południu pojawił się deszcz, można spodziewać się, że w nadchodzącym roku marzec rozpocznie się słonecznie, ale jego druga połowa przyniesie opady.
Skąd wzięła się ta tradycja i dlaczego wybrano właśnie te daty? W dawnej Europie to właśnie 13 grudnia celebrowano nadejście nowego słonecznego roku. Co więcej, samo imię Łucja wywodzi się od łacińskiego słowa „lux”, które oznacza światło. Z tym dawnym przekonaniem wiąże się również znane ludowe powiedzenie:
Od Łucyi dni dwanaście policz sobie do Wilii, patrz na słonko i na gwiazdy, a przepowiesz miesiąc każdy.
Jaka pogoda czeka nas pod koniec 2026 roku?
Jak w świetle tych przewidywań prezentują się ostatnie miesiące analizowanego roku?
Z przeprowadzonych notatek jasno wynika, że październik nie przyniesie zachwycającej pogody. Będzie to czas zdominowany przez pochmurne dni i przelotne opady. Podobnie w listopadzie słońce raczej nie wyjrzy zza chmur, a towarzyszyć mu będą niewielkie opady deszczu. Z kolei grudzień zapowiada się jako kolejny szary miesiąc, w którym również należy spodziewać się słabych opadów.