Kanapka z serem i sok owocowy to jedno z najgorszych śniadań, jakie możesz dać dziecku do szkoły. Dietetyczka obala mit "zdrowej" śniadaniówki [WYWIAD]

Wielu rodziców w Polsce pakuje dzieciom do szkoły śniadaniówkę w przekonaniu, iż skomponowali dla nich zdrowy i pełnowartościowy posiłek. Jak się okazuje, to właśnie źle dobrane produkty powodują, iż nasze pociechy są nie tylko głodne, ale również rozdrażnione i mają problemy z koncentracją. Roksana Środa - dietetyczka kliniczna oraz uczestniczka 14. edycji programu "MasterChef" obala popularne mity żywieniowe i radzi, jak skomponować zdrowy posiłek dla dziecka, który może wziąć ze sobą do szkoły.

Uśmiechnięta dietetyczka Roksana Środa przy stole z warzywami. O zdrowej śniadaniówce przeczytasz na Eska.
Autor: Albert Pabijanek/ Archiwum prywatne
  • Czy wiesz, że najpopularniejsze szkolne śniadania często szkodzą koncentracji i energii twojego dziecka?
  • Wiele pozornie zdrowych produktów, jak słodkie jogurty czy "zbożowe" batony, to ukryte bomby cukrowe, prowadzące do spadków energii.
  • Poznaj kluczowe zasady, aby skomponować idealną śniadaniówkę, która zapewni dziecku stabilną energię i wsparcie w nauce.
  • Odkryj, jaką jedną, prostą zmianę możesz wprowadzić już dziś, aby znacząco poprawić dietę i samopoczucie twojej pociechy.

Roksana Środa to specjalistka dietetyki klinicznej, koncentrująca się na wsparciu osób z zaburzeniami przewodu pokarmowego i hormonalnego. Jej metody pracy opierają się na połączeniu gruntownej wiedzy naukowej, doświadczenia zdobytego w praktyce klinicznej oraz osobistego zrozumienia wyzwań związanych z chorobami takimi jak IBS, SIBO, PCOS czy Hashimoto. W rozmowie z Eska.pl ekspertka obala popularne mity dotyczące zdrowego odżywiania i doradza, jakie produkty włożyć do popularnej szkolnej śniadaniówki, aby skomponować zdrowy posiłek dla naszych dzieci.

Zacznijmy od tego, co rodzice pakują dzieciom najczęściej. Gdyby miała Pani stworzyć ranking najbardziej nietrafionych, ale bardzo popularnych śniadań do szkoły, co znalazłoby się na podium?

Roksana Środa: Bardzo często, tym najgorszym wyborem są opcje przygotowane na szybko - gotowce lub całkowity brak śniadaniówki. Gdy dajemy dzieciom gotówkę, aby sami kupili sobie śniadanie, to zazwyczaj są to słodkości lub słone przekąski. Wśród śniadań, które widzę notorycznie, a które pozostawiają wiele do życzenia są:

  • Słodka drożdżówka lub pączek. To czysty zastrzyk cukru bez białka czy błonnika. Mózg dziecka dostaje na pierwszych lekcjach potężny cios glukozy, po czym szybko zalicza bolesny „zjazd energiczny”, objawiający się sennością i brakiem skupienia.
  • Gotowe serki homogenizowane z dodatkiem słodkich drażetek lub płatki czekoladowe. Dają pozorne poczucie, że dziecko zjadło wartościowy posiłek nabiałowy lub zbożowy, podczas gdy w rzeczywistości, to bomba cukru w ładnym opakowaniu.
  • Białe pieczywo ze słodką marmoladą lub kremem czekoladowo-orzechowym. To zestawienie pozbawione wartościowych tłuszczów i białka, które syci jedynie na chwilę.

Biała bułka z dżemem – dlaczego to tak popularny zestaw i co właściwie jest w nim problemem? Czy samo pieczywo jest "złe", czy chodzi bardziej o sposób skomponowania całego posiłku?

R. Ś.: Popularność tej kanapki, to zasługa dwóch rzeczy: prostoty przygotowania i faktu, że dzieci po prostu uwielbiają słodki smak. Same w sobie biała bułka czy dżem nie są "złe" ani "trujące" – w dietetyce nie dzielimy jedzenia na czarne i białe. Głównym problemem jest brak bilansu. Biała mąka oczyszczona oraz dżem (często mocno dosładzany), to niemal wyłącznie węglowodany proste. Zjedzenie takiego zestawu powoduje gwałtowny wzrost poziomu glukozy we krwi, a po chwili równie szybki jego spadek. Dziecko chwilę po przyjściu do szkoły staje się głodne, rozkojarzone i rozdrażnione. Gdybyśmy tę samą bułkę posmarowali twarożkiem, dodali źródło zdrowych tłuszczów (np. garść orzechów do śniadaniówki) i świeże warzywo, cały posiłek trawiony byłby wolniej, dając stabilną energię na kilka godzin.

Rodzice często mają poczucie, że skoro coś jest „owocowe” i zawiera witaminy, to jest dobrym wyborem. Czy sok może zastąpić dziecku owoc?

R.Ś.: Niestety nie, sok nie zastąpi całego owocu. Gdy dziecko zjada całe jabłko lub pomarańczę, dostarcza organizmowi nie tylko witaminy, ale przede wszystkim błonnik pokarmowy. Błonnik działa jak naturalny hamulec – spowalnia wchłanianie cukrów i daje poczucie sytości. A przy okazji, reguluje funkcje jelit. Pijąc sok – nawet ten 100% i bez dodatku cukru – pozbawiamy owoc błonnika i wypijamy skoncentrowaną porcję cukrów prostych w kilka sekund. Zjedzenie trzech jabłek naraz jest dla dziecka trudne, ale wypicie szklanki soku wyciśniętej z trzech jabłek zajmuje chwilę i w ogóle nie syci. Sok traktujmy raczej, jako okazjonalny dodatek, a nie zamiennik porcji świeżego owocu czy wody.

Płatki śniadaniowe – czy rzeczywiście to nie najlepszy wybór na śniadanie? Na co rodzic powinien zwrócić na etykiecie?

R.Ś.: Większość popularnych płatków śniadaniowych skierowanych do dzieci, to niestety po prostu przetworzone słodycze w przebraniu czegoś wartościowego. Zawierają ogromne ilości dodatkowego cukru, syropu glukozowo-fruktozowego i znikomą ilość błonnika.

Przy wyborze płatków w sklepie warto zwrócić uwagę na dwa kluczowe punkty na etykiecie:

  • Zawartość cukru: szukajmy produktów, które mają maksymalnie 5–10 g cukru na 100 g produktu. Jeśli cukier znajduje się w pierwszych trzech składnikach na liście – odłóżmy je na półkę.
  • Błonnik i pełne ziarno: wybierajmy płatki, gdzie pierwszym składnikiem są mąka lub ziarna pełnoziarniste (np. płatki owsiane, jaglane, orkiszowe). Dobry produkt powinien mieć co najmniej 6–8 g błonnika w 100 g.

Świetną i szybką alternatywą są klasyczne płatki owsiane lub orkiszowe, ugotowane na mleku / napoju roślinnym z dodatkiem świeżego owocu i odrobiny orzechów.

Masterchef Magda Gessler

Czy serki topione rzeczywiście są dobrym źródłem białka i wapnia, czy to kolejny produkt, który tylko pozornie wygląda jak zdrowy składnik kanapki?

R.Ś.: To niestety podręcznikowy przykład produktu, który udaje wartościowy nabiał. Choć serki topione powstają z sera, proces ich produkcji wymaga użycia tzw. topników, czyli topliwych soli fosforanowych. Niestety, mają one niewiele wspólnego z wartościowym produktem mlecznym. Dlaczego? 

  • Wysoka zawartość fosforanów: nadmiar fosforanów w diecie dziecka ogranicza wchłanianie wapnia z pożywienia. W efekcie, zamiast wzmacniać kości, serek topiony może wręcz utrudniać prawidłową gospodarkę wapniową.
  • Mnóstwo tłuszczów nasyconych i soli: mają bardzo niską wartość odżywczą przy wysokiej kaloryczności i dużej ilości sodu.

Zamiast serka topionego o wiele lepiej sprawdzi się tradycyjny ser żółty (w rozsądnych ilościach ma mnóstwo świetnie przyswajalnego wapnia), twaróg, domowa pasta z jajka lub po prostu dojrzałe awokado rozgniecione na kanapce.

Czy powinniśmy całkowicie zrezygnować z wędlin w śniadaniówce? Na co zwracać uwagę przy ich wyborze?

R.Ś.: Nie warto wpadać w skrajności i całkowicie eliminować wędlinę, ale zdecydowanie warto podejść do nich z dużą rozwagą i analizować etykietę produktu. Większość popularnych wędlin sklepowych, to produkty wysoko przetworzone, pełne soli, konserwantów (np. azotynu sodu) i wzmacniaczy smaku.

Jeśli decydujemy się na wędlinę, kierujmy się zasadą: im krótszy skład, tym lepiej.

Na co zwrócić uwagę?

  • Wybierajmy produkty, które mają minimum 90–95% mięsa w składzie 
  • zwracajmy uwagę, by w składzie nie było wypełniaczy, takich jak skrobia modyfikowana, białko sojowe czy mnóstwo wody
  • brak azotynu sodu (E250): na rynku jest coraz więcej wędlin pieczonych lub gotowanych z "czystą etykietą".

Zamiast kupnej wędliny doskonale sprawdzi się również upieczona w domu pierś z indyka lub schab pokrojony w cienkie plasterki, domowy pasztet, pieczone tofu lub po prostu pasta jajeczna czy twarożek.

Batony oraz "ciastka zbożowe"reklamowane jako zdrowa przekąska często lądują w śniadaniówce. Jak rozpoznać, że napis "zbożowy", "fit" czy "pełnoziarnisty" jest przede wszystkim elementem marketingu?

R.Ś.: Hasła takie jak "fit", "zbożowy" czy "z dodatkiem witamin" umieszczane z przodu opakowania nie podlegają ścisłym regulacjom prawnym – to po prostu zabiegi marketingowe. Prawda o produkcie zawsze kryje się w składzie i tabeli wartości odżywczych. Na co zwrócić uwagę, analizując skład takiego produktu? 

Po pierwsze, składniki są wymieniane w kolejności od tego, którego jest najwięcej. Jeśli na 1. lub 2. miejscu znajduje się cukier, syrop glukozowo-fruktozowy, tłuszcz palmowy lub utwardzane tłuszcze roślinne – taki batonik ma niewiele wspólnego ze zdrowym wyborem. 

Po drugie, producenci często dzielą cukier na kilka rodzajów (syrop ryżowy, zagęszczony sok owocowy, miód, cukier trzcinowy), aby żaden z nich nie znalazł się na pierwszym miejscu, choć łącznie stanowią połowę produktu i nadal są cukrem pod inną nazwą.

Po trzecie, zdrowa przekąska zbożowa nie powinna być oblana grubą warstwą polewy czekoladowej czy jogurtowej (która z jogurtem ma zazwyczaj niewiele wspólnego). Dobra, prawdziwie wartościowa przekąska ma prosty skład: np. Suszone owoce, orzechy, płatki owsiane i nic więcej.

Gdyby miała Pani dać rodzicom jeden prosty schemat budowania śniadaniówki, który działa niezależnie od wieku dziecka i zawartości lodówki – jak by on wyglądał?

R.Ś.: Dobra śniadaniówka to taka, która dostarczy każdego z niezbędnych makroskładników - białko, zdrowe tłuszcze, węglowodany. Wystarczy podzielić śniadaniówkę na 4 części i wykorzystać po 1 z poniższych produktów:

  1. Węglowodany złożone: dają długotrwałą energię (np. pieczywo razowe / graham, ugotowane płatki / kasza, domowe placuszki owsiane, makaron pełnoziarnisty).
  2. Białko: syci na dłużej i jest podstawowym budulcem mięśni (np. jajko, twaróg, serek wiejski, dobrej jakości pieczone mięso, tofu, hummus / strączki).
  3. Zdrowe tłuszcze: są podstawą prawidłowej pracy mózgu i wspierają koncentrację (np. orzechy, pestki dyni / słonecznika, awokado, oliwa z oliwek w paście).
  4. Warzywa i owoce: witaminy i błonnik, a dodatkowo - porcja owoców zmniejsza ochotę na jedzenie słodyczy. 

Jeśli śniadaniówka zawiera choć po jednym elemencie z każdego punktu – mamy pewność, że posiłek jest idealnie zbilansowany!

Jak skomponować śniadaniówkę, aby zawierała niezbędne elementy: białko + błonnik + tłuszcz? Jakie produkty bogate w te składniki najlepiej wybierać?

R.Ś.: Połączenie białka, błonnika i zdrowych tłuszczów, to sekret stabilnego poziomu cukru we krwi i braku napadów głodu w szkole!

Białko: wybierajmy naturalny nabiał (twaróg, serek wiejski, jogurt grecki / naturalny), jajka (ugotowane na twardo lub w formie omleta), pieczone mięso /ryby, a także strączki (domowy hummus, pasta z soczewicy lub ciecierzycy).

Błonnik: znajdziemy go przede wszystkim w świeżych warzywach i owocach (najlepiej jedzonych ze skórką, gdy to możliwe) oraz w produktach z pełnego ziarna (pieczywo razowe, płatki owsiane, kasze, otręby).

Zdrowe tłuszcze: świetnie sprawdzą się orzechy (włoskie, migdały, nerkowce), pestki słonecznika i dyni, awokado, nasiona chia, siemię lniane czy dobrej jakości oliwa / masło użyte do kanapki.

Czy może Pani podać kilka przykładów takich zestawów "z tego, co akurat mam w domu"? Na przykład: jajko, pieczywo, warzywo, jogurt, płatki owsiane, owoce i orzechy, kanapka z twarożkiem itd.?

R.Ś.: Poniższe zestawy znakomicie sprawdzą się jako zdrowe zestawy posiłków.

Zestaw 1: klasyczna kanapka

  • grahamka posmarowana twarożkiem ze szczypiorkiem lub ugotowanym jajkiem na twardo.
  • słupki papryki i zielonego ogórka
  • garść malin 
  • mała garść orzechów włoskich

Zestaw 2: szybki box jogurtowy

  • jogurt naturalny lub serek wiejski wymieszany z 2–3 łyżkami płatków owsianych
  • garść borówek lub pokrojone jabłko, posypana łyżką pestek dyni 

Zestaw 3: placuszki  

  • placuszki owsiano-bananowe usmażone na odrobinie tłuszczu (wymieszane jajko, dojrzały banan, płatki owsiane i odrobina jogurtu)
  • cząstki jabłka posypane cynamonem 
  • słupki marchewki.

Zestaw 4: wytrawny wrap 

  • placek tortilli (najlepiej pełnoziarnistej) posmarowany hummusem lub dobrej jakości twarożkiem, z plastrem dobrej wędliny / pieczonego indyka.
  • zwinięte w środku liście sałaty i paseczki papryki
  • garść pomidorków koktajlowych 
  • 3-4 orzechy włoskie 

Ile powinno być w śniadaniówce warzyw i owoców? Czy owoc może być przekąską samodzielnie, czy lepiej połączyć go np. z jogurtem, orzechami albo kanapką?

R.Ś.: Świetną zasadą jest zachowanie proporcji 2:1 na korzyść warzyw. Oznacza to, że jeśli pakujemy do śniadaniówki np. garść borówek, dołóżmy do niej dwie porcje warzyw – np. słupki marchewki i kilka pomidorków koktajlowych. Co do samego owocu jako przekąski: owoc zjedzony solo to z pewnością lepszy wybór, niż batonik, ale znacznie lepiej połączyć go ze źródłem białka i zdrowego tłuszczu (np. garścią orzechów, słonecznikiem, jogurtem naturalnym czy twarożkiem). Sam owoc, to głównie węglowodany proste (fruktoza). Zjedzony osobno da szybkiego „kopa” energii, ale równie szybko wywoła ponowne uczucie głodu. Dodatek orzechów czy jogurtu spowalnia wchłanianie cukrów, dzięki czemu dziecko czuje się najedzone i ma stabilną energię przez długi czas.  

Co spakować dziecku, które nie lubi warzyw? Czy trzeba je przemycać, czy lepiej szukać innych sposobów na oswojenie dziecka z ich smakiem?

R.Ś.: Jestem przeciwniczką ciągłego "przemycania" warzyw po kryjomu (np. blendowania ich na gładko w sosie tak, by dziecko nie wiedziało, co je). Przemycanie nie uczy dziecka akceptacji warzyw – uczy jedynie, że warzyw w diecie… nie ma.  

Lepsze podejście to metoda małych kroków i oswajania smaku:  

  • Zawsze dokładaj do śniadaniówki choćby niewielką porcję warzywa w bezpiecznej, znanej formie (np. 2 plasterki ogórka lub 1 plasterek papryki). 
  • Dbaj o formę podania: dzieci jedzą oczami. Często nie lubią całej gotowanej marchewki, ale chętnie zjedzą ją pokrojoną w cienkie słupki lub wyciętą foremką w kształt gwiazdek.  
  • Wiele dzieci przekonuje się do warzyw, gdy mogą je w czymś zanurzyć – np. w łagodnym hummusie, sosie jogurtowo-ziołowym czy domowym twarożku.  
  • Zaczynaj od słodkawych i chrupiących warzyw: marchewki, ogórka zielonego, papryki, kalarepy czy pomidorków malinowych, zanim zaoferujesz gorzkawe liście szpinaku czy rzodkiewkę.  

Czy woda rzeczywiście powinna być podstawowym napojem dziecka w szkole? Co z mlekiem, kakao, herbatą i sokiem?

R.Ś.: Tak, woda mineralna lub źródlana powinna stanowić minimum 80–90% płynów wypijanych przez dziecko w ciągu dnia. Napoje służą do nawadniania organizmu, a nie do dostarczania kalorii czy cukru. W diecie jest również miejsce na soki naturalne, ale nie powinny być one podstawą nawodnienia. Soki traktujmy, jak płynną przekąskę, a nie napój do gaszenia pragnienia (maksymalnie jedna mała szklanka dziennie, najlepiej 100% bez dodatku cukru).  

Oprócz tego, warto wprowadzić herbaty i zioła bez dodatku cukru. Lekki napar owocowy lub ziołowy (np. rumianek, rooibos) bez dodatku cukru jest świetną alternatywą w chłodniejsze dni.  

Jak bardzo różni się zapotrzebowanie energetyczne dziecka rozpoczynającego szkołę od potrzeb nastolatka? Jak skomponować śniadaniówkę dostosowaną do zapotrzebowań dzieci w konkretnym wieku.

R.Ś.: Różnica jest ogromna! Siedmiolatek potrzebuje około 1400–1600 kcal na całą dobę, podczas gdy dojrzewający nastolatek (szczególnie intensywnie uprawiający sport) może potrzebować od 2200 do nawet 3000 kcal dziennie.  

Śniadaniówka dla 7-latka powinna opierać się na niewielkich, łatwych do zjedzenia porcjach. Dzieci w tym wieku mają małe żołądki i często wolą zjeść 3–4 mniejsze przekąski (np. mała kanapka pokrojona na ćwiartki, słupki marchewki, małe jabłko, garstka pestek dyni, niż jedną dużą bułkę.   

Nastolatek potrzebuje konkretnej dawki energii. Tu sprawdzi się solidna, sycąca kanapka z pieczywa pełnoziarnistego z konkretną wkładką białkową (jajko, mięso, ser, strączki) lub duży wrap, pojemnik z sałatką na bazie kaszy/makaronu oraz bardziej energetyczne przekąski – np. garść orzechów, suszone owoce czy sycący koktajl.  

Od 1 września 2026 r. obowiązują nowe zasady żywienia dzieci i młodzieży w szkołach i przedszkolach. Co z punktu widzenia dietetyka sądzi Pani o tych regulacjach? 

R.Ś.: Z mojej perspektywy, to krok w bardzo dobrym kierunku. Statystyki dotyczące nadwagi, otyłości i próchnicy u dzieci w Polsce są niepokojące, a szkoła jest miejscem, w którym dzieci spędzają większą część dnia. Standardy żywieniowe potrzebowały odświeżenia i dostosowania do aktualnych norm. Najbardziej cieszy fakt, że przepisy nie tylko eliminują jawny "śmieciowy" asortyment, ale też biorą pod lupę ukryty cukier w produktach pozornie zdrowych (np. smakowych jogurtach czy produktach zbożowych) oraz kładą nacisk na większy udział roślin i jakościowych produktów w stołówkach. Największym wyzwaniem może być sposób wykorzystania nowych zaleceń, aby dziecko zachęcić do jedzenia roślin pysznymi, kolorowymi posiłkami, a nie zniechęcić monotonnymi potrawami bez smaku. 

Co dokładnie zmieniło się w szkolnych stołówkach, sklepikach i automatach? Czy rodzic może oczekiwać, że dziecko będzie miało w szkole łatwiejszy dostęp do zdrowszych produktów?

R.Ś.: Zmiany są widoczne w kilku kluczowych obszarach:  

  1. Sklepiki i automaty: obowiązuje zamknięty katalog grup produktów. Zniknęły z nich klasyczne słodycze, chipsy, napoje gazowane i energetyki. Jeśli na półce pojawia się jogurt, produkt zbożowy czy paluszki, muszą one spełniać rygorystyczne limity zawartości cukru, soli i tłuszczu.  
  2. Stołówki szkolne: wprowadzono zakaz używania wyrobów mięsnych wysokoprzetworzonych, jako głównego źródła białka (np. tanich parówek czy mortadeli) na rzecz świeżego mięsa. Ograniczono potrawy smażone (maksymalnie 2 razy w tygodniu), zwiększono porcje warzyw oraz wprowadzono obowiązkowe dania na bazie nasion roślin strączkowych. Zupy muszą być gotowane na wywarach warzywnych przynajmniej 2 razy w tygodniu. 

Dzięki temu środowisko szkolne może sprzyjać dokonywaniu lepszych wyborów, choć nieustannie – podstawą edukacji żywieniowej jest dom i nawyki żywieniowe całej rodziny. Nie zapominamy, że to rodzice i opiekunowie są pierwszym wzorcem dla dziecka. 

Nowe przepisy wprowadzają m.in. limity zawartości cukru w określonych grupach produktów oraz ograniczają cukier w napojach przygotowywanych na miejscu. Co to oznacza w praktyce dla ucznia kupującego coś w szkolnym sklepiku? 

R.Ś.: W praktyce oznacza to, że uczeń nie kupi już w sklepiku np. mocno posłodzonego kompotu czy ultra-słodkiego kakao z proszku – limit cukru dodanego do napojów przygotowywanych na miejscu został ścięty o połowę (do maksymalnie 5 g cukru na 250 ml).  

Jeśli dziecko sięgnie po jogurt smakowy, napój roślinny czy serek, produkt ten będzie zawierał maksymalnie 10 g cukrów na 100 g. Znikną też słodkie płatki śniadaniowe czy typowe batony. Słodka przekąska w sklepiku od teraz to np. baton na bazie suszonych owoców i orzechów (bez dodatku cukru i syropów) lub gorzka czekolada. Dziecko nadal może zjeść coś smacznego, ale jakość tych produktów jest nieporównywalnie wyższa. 

W przepisach pojawia się także większy nacisk na warzywa, owoce, produkty pełnoziarniste, ryby, strączki i produkty mniej przetworzone. Czy te zmiany mogą realnie przełożyć się na sposób żywienia dzieci, czy wszystko nadal zależy przede wszystkim od zasad panujących w domu rodzinnym? 

R.Ś.: Szkoła i dom rodzinny, to naczynia połączone. Szkoła tworzy tzw. "zdrowe środowisko" – jeśli dziecko przez 6–8 godzin nie ma pod ręką łatwego dostępu do przetworzonej żywności, naturalnie sięga po to, co jest dostępne (np. owoce, orzechy, wartościową kanapkę). To ogromna pomoc dla rodziców.  

Jednak fundament i nawyki kształtują się w domu. Jeśli w domu warzywa są rzadkością, a podstawą nawodnienia są słodkie napoje, dziecko będzie traktować nowe zasady w szkole jak nieprzyjemny przymus. Najlepsze efekty osiągamy wtedy, gdy przekaz z domu i ze szkoły jest spójny.

Gdyby jutro rano każdy rodzic miał wyrzucić ze swojej śniadaniówki jeden produkt i zastąpić go czymś lepszym – co powinien wymienić jako pierwsze i dlaczego?

R.Ś.: Wyrzuciłabym gotowe, słodzone przekąski typu "fit" (pseudo-zdrowe wafelki, batony zbożowe oblane polewą czy serki z drażetkami). Zastąpiłabym je garścią prawdziwych orzechów (np. nerkowców lub migdałów) połączoną ze świeżym owocem lub dobrej jakości suszonymi owocami bez dodatku cukru. Zmiana jest prosta, nie wymaga gotowania, a daje dziecku prawdziwe wartości odżywcze, zdrowe tłuszcze dla mózgu i stabilną energię bez cukrowego rolercoastera.

Quiz - szkoła w czasach PRL-u. Młodzież nie ma szans
Pytanie 1 z 12
Kiedy nauczyciel mówił: "Siadaj, cwaja". To znaczy, że:

rolki