Spis treści
Wojciech Balczun, który w rządzie odpowiada za nadzór nad państwowymi spółkami, postanowił odpocząć od polityki na łonie natury. Minister pochwalił się na swoim facebookowym profilu relacją z weekendowej wyprawy na grzyby. Początek eskapady zwiastował entuzjastyczny wpis informujący o udaniu się do lasu, do którego dołączył fotografię w odpowiednim stroju – z koszykiem w dłoni i w kaloszach, zupełnie nieprzypominającym jego oficjalnego, ministerialnego wizerunku.
Szybko wyszło na jaw, że ten leśny spacer był niezwykle owocny. Wojciech Balczun zebrał tak dużo grzybów, że przygotowany przez niego jeden koszyk okazał się zdecydowanie niewystarczający na takie obfitości.
Grzybobranie Wojciecha Balczuna. Spacer na 15 tysięcy kroków
Polityk szczegółowo opisał swoje leśne zmagania. Przez pięć godzin wędrowania wśród drzew udało mu się zrobić około 15 tysięcy kroków, a efektem tego wysiłku były dwa pełne kosze i dwie dodatkowe torby grzybów. Na zamieszczonych przez niego zdjęciach można podziwiać te imponujące zbiory.
Minister traktuje takie wyprawy jako idealną formę relaksu z dala od codziennych, stresujących obowiązków. W swoim internetowym wpisie przyznał, że grzybobranie pomaga mu w „resetowaniu głowy”. Po zakończeniu leśnego spaceru stwierdził, że w końcu przyszedł czas na zasłużony odpoczynek.
Jak się jednak okazało, na ten relaks musiał jeszcze chwilę poczekać. Zebranie imponującej liczby grzybów było dopiero początkiem całej, znacznie dłuższej operacji.
Minister pokazał, ile grzybów musiał obrać po powrocie
Po powrocie do domu Wojciech Balczun musiał zmierzyć się z kolejnym zadaniem. Zgromadzone przez niego okazy zajęły cały stół, czekając na dokładne oczyszczenie i przygotowanie do dalszej obróbki. Minister z rozbawieniem odniósł się do pytań internautów o to, kto zdoła uporać się z tak potężną ilością grzybów.
Otóż wczorajszego wieczoru mieliśmy familijny team building i wszystko zostało zrobione – napisał.
Te rodzinne prace nad zebranymi okazami trwały do późnych godzin nocnych. Balczun wyznał, że jeszcze koło północy zajmował się obróbką cieplną części swoich zbiorów.
W ten sposób zakończyła się jego leśna przygoda, którą on sam określił mianem „grzybowej trylogii”. Patrząc na opublikowane przez niego zdjęcia, nietrudno zrozumieć, dlaczego relacja z tej wyprawy została podzielona na trzy części. Efekty pięciogodzinnego spaceru ledwo zmieściły się w koszach i torbach.
