Spis treści
- Dziura w budżecie państwa w 2027 roku może wynieść od 10 do 15 mld zł.
- Głównym problemem jest ryzyko zawetowania przez prezydenta Karola Nawrockiego planowanych podwyżek podatków.
- Rząd chce m.in. podnieść CIT dla dużych firm, zwiększyć akcyzę oraz zmienić zasady ryczałtu.
- Ekonomiści alarmują, że zwlekanie z reformami może doprowadzić Polskę do kryzysu finansowego przypominającego sytuację "drugiej Rumunii".
Przyszłoroczny plan finansowy państwa prezentuje się optymistycznie jedynie w teorii. Rząd Donalda Tuska zakłada, że dochody budżetu w 2027 roku wyniosą 695 mld zł, z czego same wpływy podatkowe wygenerują 622 mld zł. To skok o blisko 70 mld zł w porównaniu do obecnego roku. Niestety, znaczna część tych prognozowanych kwot niesie ze sobą ogromne ryzyko polityczne.
Eksperci z Erste Banku Polska w swojej ocenie projektu budżetu wskazują, że największe niebezpieczeństwo płynie ze strony ewentualnych wet prezydenckich wobec zmian podatkowych. Szacują oni, że ewentualny opór Karola Nawrockiego może obniżyć dochody budżetowe o 8 mld zł. To jednak nie wszystko. Analitycy podkreślają również, że rząd zbyt entuzjastycznie oszacował wpływy spoza systemu podatkowego.
W rezultacie wyrwa w budżecie może okazać się znacznie głębsza. Ekonomiści przewidują, że łączne dochody państwa w 2027 roku będą o 10-15 mld zł mniejsze, niż zaplanowało Ministerstwo Finansów. Taka kwota może znacząco skomplikować realizację obietnic rządu i wymusić cięcia.
Podwyżki podatków planowane przez rząd Donalda Tuska
W planach rządu znalazło się kilka istotnych zmian, które mają zasilić budżet. Zwiększone obciążenia dotkną zarówno przedsiębiorstwa, jak i obywateli. Zablokowanie tych propozycji przez prezydenta jest jednak całkiem realne.
Wśród głównych źródeł dodatkowych dochodów znajdują się:
- PIT, CIT i ryczałt: Rząd z jednej strony planuje podwyższenie progu podatkowego dla klasy średniej, z drugiej zamierza podnieść daninę solidarnościową z 4 do 5 proc. Najważniejszą zmianą jest jednak wzrost stawki CIT dla korporacji z 19 do 22 proc. oraz drastyczne obniżenie limitu przychodów uprawniających do ryczałtu z 2 mln euro do 250 tys. euro. To zmusi wiele małych firm do wyboru droższego opodatkowania liniowego.
- Akcyza: W 2027 roku alkohol ma podrożeć o 5 proc., a papierosy i nowatorskie wyroby tytoniowe o 15 proc. Zyski z wyższej akcyzy na alkohol mają w całości zasilić Narodowy Fundusz Zdrowia.
- Nowe podatki i wyższy VAT: Rząd planuje również wprowadzenie podatku cyfrowego (szacowane wpływy to 1,7 mld zł) oraz podwyższenie stawki VAT na napoje energetyczne z 5 lub 8 proc. do 23 proc. Dodatkowo, firmy energetyczne ma objąć specjalna, 30-procentowa stawka CIT.
Czy prezydent Karol Nawrocki zawetuje podwyżki?
Wiele wskazuje na to, że tak się stanie. Prezydent konsekwentnie trzyma się swojej zapowiedzi z początku kadencji o niepodpisywaniu ustaw podnoszących podatki. Sytuacja ta rzuca cień na rządowe plany.
Główny ekonomista VeloBanku, Piotr Arak, ocenia sytuację jednoznacznie.
– Ryzyko zablokowania kolejnych podwyżek podatków rzeczywiście istnieje. Myślę, że jest nawet jakieś 90 proc. szans, że najnowsza rządowa reforma również nie wejdzie w życie
Jego zdaniem najbardziej realny scenariusz to zablokowanie podwyżki akcyzy, tak jak działo się to do tej pory.
To nie są tylko czcze domysły. Zagrożenie weta ze strony prezydenta Karola Nawrockiego jest bardzo realne – jego dotychczasowe decyzje kosztowały budżet około 8 mld zł w tym roku. Według wyliczeń Ministerstwa Finansów, najboleśniejsze okazało się zablokowanie podatku od nadzwyczajnych zysków firm paliwowych (3,8 mld zł strat). Kolejne 1,8 mld zł to utracone wpływy z niedoszłej podwyżki akcyzy na alkohol. Działania prezydenta udowadniają, że nie obawia się on korzystać ze swojego prawa, gdy w grę wchodzą dodatkowe obciążenia dla obywateli i biznesu.
Czy Polsce grozi scenariusz "drugiej Rumunii"? Ekspert bije na alarm
Polityczny klincz w sprawie podatków to znacznie poważniejszy problem niż tylko brakująca gotówka w budżecie. Eksperci alarmują, że opóźnianie koniecznych reform w sferze finansów może mieć tragiczne skutki. Coraz częściej słychać obawy o powtórkę scenariusza z Rumunii sprzed kilku lat.
Oznacza to sytuację, w której państwo przez długi czas bagatelizuje rosnący deficyt w okresie prosperity. Kiedy w końcu sytuacja wymyka się spod kontroli, rynki finansowe reagują gwałtownie. Drastycznie rosną koszty pożyczania pieniędzy, co zmusza władze do radykalnych cięć, które z kolei dławią gospodarkę.
Główny ekonomista Business Centre Club, Paweł Wojciechowski, wskazuje na to zagrożenie. Były minister finansów uważa, że zawetowanie podwyżek podatków przez prezydenta może skutkować utratą kontroli rządu nad budżetem. Brak nowych źródeł finansowania przy jednoczesnym wzroście wydatków doprowadzi do lawinowego przyrostu zadłużenia.
Wojciechowski zaznacza, że jego słowa to nie proroctwo, lecz przestroga.
„Druga Rumunia” nie jest prognozą. To ostrzeżenie przed sekwencją błędów: uporczywym deficytem przy dobrej koniunkturze, szybkim narastaniem długu i odkładaniem korekty. Im dłużej zwlekamy, tym mniej mamy swobody.
W skrócie: dalsze odkładanie naprawy państwowych finansów przez rząd i prezydenta doprowadzi do tego, że nieuniknione reformy będą o wiele bardziej dotkliwe dla wszystkich.