Rosyjskie nawozy zalały Polskę. Grupa Azoty znalazła się w poważnych tarapatach

2026-09-22 10:52

Masowy import nawozów z Rosji nie tylko trwał mimo wojny z Ukrainą, ale też doprowadził do gigantycznych strat Grupy Azoty. W dodatku finansował rosyjskie zbrojenia. Rząd zareagował dopiero pod koniec 2025 roku.

Zakłady chemiczne Grupy Azoty z widocznymi kominami, rurociągami i dźwigiem. O kryzysie polskiej spółki przeczytasz na Eska.
Autor: Photochur/ Shutterstock
  • Miliardowe zyski rosyjskich koncernów zbrojeniowych na sprzedaży nawozów do UE.
  • Dramatyczna sytuacja finansowa Grupy Azoty i utrata rynku przez zalew taniego surowca.
  • Ostrzeżenia Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Krajowej Administracji Skarbowej o zagrożeniu sabotażem w polskich portach.
  • Wprowadzenie ceł przez rząd Donalda Tuska dopiero w drugiej połowie 2025 roku.
  • Nowe wyzwania: omijanie sankcji przez Białoruś i plany Donalda Trumpa dotyczące białoruskiego potażu.

Tani mocznik z Rosji, który zdominował polski rynek, kosztował o blisko 200 złotych za tonę mniej niż krajowy odpowiednik. Choć dla gospodarzy była to szansa na obniżenie kosztów, dla rodzimego wytwórcy – Grupy Azoty – oznaczało to potężne kłopoty. Wszystko sprowadza się do cen błękitnego paliwa, które odpowiada za około 80 procent wydatków związanych z produkcją nawozów. Po agresji Rosji na terytorium Ukrainy, stawki za gaz w Europie osiągnęły astronomiczne wartości. Równocześnie rosyjscy giganci, tacy jak Uralchem i Eurochem, dysponowali tanim surowcem z własnych źródeł i nie musieli przestrzegać restrykcyjnych, unijnych przepisów dotyczących ochrony środowiska.

QUIZ. Czwartkowy test z geografii. Francja, Niemcy czy Rosja? Są zbyt potężni, aby zdobyć 10/10!
Pytanie 1 z 10
Na początek coś prostego - który kraj ma największą powierzchnię?

Skutkiem tej sytuacji były potężne problemy Grupy Azoty, zmuszające przedsiębiorstwo do wielokrotnego zatrzymywania taśm produkcyjnych, w tym na okres od sierpnia do października 2022 roku, co stanowiło najdłuższą przerwę w dziejach spółki. Krajowy wytwórca nie miał możliwości produkowania nawozów po kosztach, które gwarantowałyby osiągnięcie zysku. Sprawy nie ułatwiały rosnące wydatki na kluczową inwestycję Polimery Police, której początkowy budżet w wysokości 3 miliardów złotych rozrósł się do ponad 7 miliardów.

O skali kryzysu najlepiej świadczą liczby, na które powołuje się były prezes Grupy Azoty, Andrzej Skolimowski:

W latach 2009–2016 do Polski z Rosji i Białorusi trafiło rocznie 300 tys. ton nawozów. W latach 2016–2022 było to już 800 tysięcy ton. Ale w pierwszym etapie inwazji na Ukrainę, czyli w latach 2022–2023, mowa już o milionie ton. Kolejny rok to 1,5 miliona, a tylko pierwsze półrocze 2025 (...) to milion ton. Potencjał rocznej produkcji w polskiej branży chemicznej to siedem milionów ton

Pozycja Grupy Azoty na polskim rynku drastycznie spadła z niemal 80 procent przed rokiem 2022 do poziomu poniżej 50 procent. Co gorsza, Polska stała się jednym z czołowych importerów rosyjskich nawozów w całej wspólnocie, odpowiadając za przyjęcie ponad 25 procent ich całkowitego eksportu do Unii Europejskiej!

Czy import nawozów z Rosji stwarzał niebezpieczeństwo aktu terroru?

Oprócz doprowadzenia polskiego przedsiębiorstwa na skraj bankructwa, sprawa opisana przez Wirtualną Polskę kryje w sobie kilka innych, bardzo niepokojących wątków. Rodzime służby ostrzegały, że cała procedura mogła być... zasłoną dymną dla aktu dywersji lub terroryzmu. Jak donosi WP, Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Krajowa Administracja Skarbowa alarmowały, że masowy i niekontrolowany napływ nawozów ze Wschodu generuje realne zagrożenie aktami sabotażu. Obawy dotyczyły w głównej mierze saletry amonowej – związku chemicznego wykorzystywanego do produkcji nie tylko nawozów, ale i ładunków wybuchowych.

Służby nie wykluczały scenariusza, w którym Rosjanie z premedytacją wysadzają w powietrze statek załadowany saletrą w bliskim sąsiedztwie kluczowej infrastruktury, na przykład terminala LNG w Świnoujściu. Taka sytuacja przypominałaby dramatyczne wydarzenia z portu w Bejrucie z sierpnia 2020 roku, gdzie detonacja 2750 ton saletry doprowadziła do zrównania miasta z ziemią.

Jednostki pływające przewożące te ładunki operowały pod tzw. "tanimi banderami" (między innymi Liberii czy Panamy), co skutecznie uniemożliwiało przeprowadzenie rzetelnej kontroli. Jak podkreśla informator Wirtualnej Polski ze służb, ochrona gazoportu przed atakiem z powietrza (dronami) jest wykonalna, jednak obrona przed statkiem-bombą to problem o zupełnie innej skali trudności.

Dlaczego rząd Donalda Tuska tak późno nałożył cła na rosyjskie nawozy?

Pomimo jasnych sygnałów ze strony służb specjalnych i faktu, że polski gigant chemiczny chylił się ku upadkowi, reakcja decydentów politycznych była bardzo opóźniona. Zarówno instytucje unijne, jak i władze w Warszawie przymykały oko na ten proceder z obawy, że wstrzymanie importu spowoduje drastyczny wzrost cen żywności. Rosyjskie firmy Uralchem i Eurochem, mimo iż należały do oligarchów obłożonych sankcjami, nie znalazły się na czarnej liście i mogły bez przeszkód kontynuować swoją działalność handlową.

Owe dwa konsorcja, wspólnie z trzema innymi podmiotami, odpowiadają za produkcję ponad 75 proc. chemikaliów niezbędnych do wytwarzania ładunków wybuchowych i prochu. Z ustaleń WP wynika, że bez prekursorów dostarczanych przez Eurochem i Uralchem niemożliwe jest uzbrajanie głowic pocisków Ch-101 w oktogen, stanowiący jeden z najpotężniejszych materiałów kruszących. Warto przypomnieć, że to właśnie takie rakiety regularnie spadają na terytorium Ukrainy, a w kilku przypadkach naruszyły również polską przestrzeń powietrzną.

Ostatecznie dopiero w drugiej połowie 2025 roku, w okresie polskiego przewodnictwa w Radzie UE, rząd kierowany przez Donalda Tuska domknął kwestię wprowadzenia ceł i limitów ilościowych na nawozy pochodzące ze Wschodu. Jednak zanim zaktualizowane przepisy zaczęły obowiązywać, wytworzyło się tak zwane "okno logistyczne": importerzy, mając świadomość nadchodzących zmian, w krótkim czasie zgromadzili w Polsce rekordowe ilości taniego towaru.

Gdy nareszcie udało się powstrzymać zalew nawozów z Rosji, na horyzoncie pojawiło się kolejne wyzwanie – Białoruś. Państwowe przedsiębiorstwo Grodno Azot, objęte sankcjami, znalazło sposób na omijanie nałożonych ograniczeń, posługując się do tego celu rozbudowaną siatką firm-pośredników.

Obecnie cała sytuacja może ulec dalszemu skomplikowaniu w związku z deklaracją prezydenta Stanów Zjednoczonych, Donalda Trumpa. Poinformował on za pośrednictwem platformy Truth Social o zamiarze nabycia potażu od Białorusi oraz odblokowania kont bankowych koncernu Biełaruśkalij, co może doprowadzić do radykalnych przetasowań na globalnym rynku nawozów.

Rząd nie mówi, ale STRASZY! Czy Polsce grozi WOJNA? Prof. Wielomski i Otoka-Frąckiewicz

rolki