Spis treści
- Polska rozważa wejście na ukraiński rynek bankowy, licząc na jego gwałtowny wzrost po zakończeniu konfliktu
- Międzynarodowy Fundusz Walutowy wymusza na Ukrainie prywatyzację kluczowych instytucji finansowych
- Oprócz obecnego już na tamtejszym rynku PKO BP, do gry mogą wejść inne podmioty Skarbu Państwa
- Analitycy wskazują na ogromne ryzyko inwestycyjne, które jednak może się opłacić w dłuższej perspektywie
Kijowskie rozmowy o finansach
Temat potencjalnych inwestycji nabrał rumieńców przy okazji wizyty w Kijowie premiera Donalda Tuska oraz ministra finansów Andrzeja Domańskiego. To właśnie wtedy miały pojawić się nieoficjalne sygnały o chęci nabycia udziałów w ukraińskim sektorze bankowym. Jak wskazuje Business Insider Polska, sytuacja przypomina tę z lat 90. nad Wisłą, kiedy to zachodni kapitał masowo wchodził do Polski. Obecnie role mogą się odwrócić, a polskie instytucje mają szansę stać się inwestorami strategicznymi u wschodniego sąsiada.
Wielka wyprzedaż państwowych gigantów
Władze w Kijowie, pod presją Międzynarodowego Funduszu Walutowego, przygotowują się do prywatyzacji pięciu kluczowych banków państwowych: PrivatBanku, Oszczadbanku, Ukreximbanku, Sens Banku oraz Ukrgasbanku. Instytucje te odpowiadają łącznie za ponad połowę aktywów całego sektora bankowego. Harmonogram działań jest napięty — proces sprzedaży Sens Banku i Ukrgasbanku ruszył pod koniec 2025 roku, a doradcy finansowi mają zostać wyłonieni do października 2026 roku.
Oszczadbank czy Ukreximbank?
Z ustaleń Wirtualnej Polski wynika, że polska strona jest najbardziej zainteresowana dwoma podmiotami. Pierwszy to Oszczadbank, wicelider rynku z aktywami wycenianymi na około 13 miliardów dolarów. Drugą opcją jest Ukreximbank, czyli Państwowy Bank Eksportowo-Importowy, który dysponuje aktywami rzędu 7,6 mld dolarów i specjalizuje się w obsłudze dużych korporacji. Na razie poza zasięgiem pozostaje „perła w koronie”, czyli PrivatBank (25 mld dolarów aktywów), którego sprzedaż zaplanowano na późniejszy etap.
PKO BP i inne scenariusze
Naturalnym kandydatem do takiej operacji wydaje się PKO Bank Polski, który poprzez spółkę córkę — KredoBank — jest obecny na Ukrainie od 2004 roku. KredoBank, będący w 100 proc. własnością polskiego giganta, radzi sobie dobrze, dysponując aktywami na poziomie 5,9 mld złotych (stan na wrzesień 2025). Przedstawiciele PKO BP, pytani przez Business Insider Polska o plany przejęć, odmawiają komentarza, zasłaniając się statusem spółki publicznej. Eksperci sugerują jednak, że do transakcji mogą zostać wykorzystane inne instytucje finansowe, takie jak Bank Gospodarstwa Krajowego lub Polski Fundusz Rozwoju.
Wysokie ryzyko, wysoka nagroda
Inwestycja wiąże się z potężnym ryzykiem. Cały ukraiński sektor bankowy posiada aktywa o wartości 85–90 mld dolarów, co jest kwotą mniejszą niż bilans samego PKO BP. Głównym problemem jest fatalna jakość portfela kredytowego — średni wskaźnik niespłacanych terminowo kredytów (NPL) wynosi około 33 proc., a w bankach państwowych przekracza nawet 50 proc. Mimo to, analitycy widzą w tym ruchu sens. Kluczowa pozostaje kwestia suwerenności Ukrainy i zakończenia wojny. Jeśli scenariusz geopolityczny będzie korzystny, zakup aktywów po obecnych, zaniżonych wycenach może okazać się jedną z najlepszych decyzji biznesowych polskiego państwa w ostatnich dekadach.