Spis treści
- Unia Europejska szykuje drastyczne cięcia darmowych uprawnień do emisji CO2
- Polska na czele koalicji broniącej przemysłu hutniczego i chemicznego
- Brak technologii na masową skalę blokuje zieloną transformację
- Widmo masowych zwolnień i ucieczki europejskich firm z UE
- Ratunkiem zamrożenie zasad systemu ETS i nowa metodologia
Unia Europejska szykuje drastyczne cięcia darmowych uprawnień do emisji CO2
Zgodnie z najnowszymi propozycjami Komisji Europejskiej, przydzielanie przemysłowi darmowych pozwoleń na emisję dwutlenku węgla ma przebiegać na zupełnie zmienionych warunkach. To właśnie wielkość tych przyznawanych puli bezpośrednio decyduje o tym, jak wysokie rachunki przedsiębiorstwa muszą płacić za uwalnianie gazów cieplarnianych do atmosfery.
Trudność polega na tym, że proponowane przez urzędników regulacje zakładają drastyczne zaostrzenie dotychczas obowiązujących norm. Analiza projektu wykazuje, że pule przyznawane za darmo mogą skurczyć się nawet o połowę, co dla wielu funkcjonujących na rynku przedsiębiorstw będzie równoznaczne z poniesieniem niewyobrażalnie wysokich nakładów finansowych.
Polecany artykuł:
Polska na czele koalicji broniącej przemysłu hutniczego i chemicznego
Na takie postawienie sprawy kategorycznie nie zgadzają się polskie władze. Nasz kraj połączył siły z Grecją, Bułgarią, Rumunią, Czechami oraz Słowacją, a porozumienie to zaowocowało wypracowaniem wspólnego dokumentu tuż przed planowanym spotkaniem Rady Unii Europejskiej do spraw konkurencyjności.
Sprzymierzone państwa biją na alarm, przekonując, że europejska polityka klimatyczna doprowadzi wprost do zniszczenia własnego potencjału przemysłowego. Sprawa dotyczy kluczowych dla gospodarki sektorów, wśród których wymienia się przede wszystkim zakłady chemiczne, produkcję ceramiki, cementownie oraz huty.
„Budujemy koalicję, żeby pokazać, że nie tak powinno wyglądać pomaganie przemysłowi w UE” – ujawnia osoba zaangażowana w rozmowy z Komisją Europejską.
Brak technologii na masową skalę blokuje zieloną transformację
Największe oburzenie wywołuje mechanizm, w którym europejscy urzędnicy chcą opierać nowe wyliczenia wyłącznie na parametrach najbardziej przyjaznych środowisku zakładów w całej wspólnocie. Specjaliści ostrzegają jednak, że dla zdecydowanej większości działających obecnie fabryk osiągnięcie tak wyśrubowanych kryteriów jest całkowicie nierealne.
Kluczowym argumentem przeciwników nowych rozwiązań jest fakt, że nie wymyślono do tej pory skutecznych i powszechnych metod na wytwarzanie na dużą skalę chemii, stali czy cementu bez użycia tradycyjnych węglowodorów.
Zjednoczona szóstka państw otwarcie zaznaczyła w przyjętym stanowisku, że przedsiębiorstwa produkcyjne eksploatują obecnie paliwa kopalne wyłącznie z powodu braku jakichkolwiek racjonalnych i dostępnych zamienników, a nie z własnej chęci.
Widmo masowych zwolnień i ucieczki europejskich firm z UE
Sygnatariusze alarmującego listu przewidują, że konsekwencje narzucenia obostrzeń będą wręcz katastrofalne. Przedsiębiorcy zaczną masowo przenosić swoje biznesy poza Stary Kontynent lub całkowicie zamykać linie produkcyjne, co wywoła drastyczny wzrost bezrobocia i wymusi na państwach Unii Europejskiej całkowite uzależnienie się od produktów sprowadzanych z Ameryki Północnej oraz Azji.
Państwa stawiające opór unijnym planom zauważają jednocześnie, że wprowadzony mechanizm podatku węglowego CBAM w ogóle nie zabezpiecza interesów europejskich eksporterów. W konsekwencji dobra wyprodukowane na terenie Unii Europejskiej staną się po prostu całkowicie niekonkurencyjne cenowo na globalnych rynkach zbytu.
Ratunkiem zamrożenie zasad systemu ETS i nowa metodologia
Polski rząd oraz jego europejscy partnerzy postulują wstrzymanie nowych przepisów i utrzymanie reguł systemu handlu uprawnieniami do emisji na zasadach, które obowiązywały w latach 2021–2025. Dodatkowym żądaniem jest opracowanie zupełnie nowego wzoru na przeliczanie przydziałów, aby brał on pod uwagę rzeczywiste zdolności sektora produkcyjnego oraz uwarunkowania energetyczne każdego państwa członkowskiego z osobna.
Rynkowi eksperci nie mają najmniejszych wątpliwości, że konflikt na linii Bruksela a państwa członkowskie dopiero nabiera tempa, ale toczy się o najwyższą stawkę. Oprócz kwestii klimatycznych na szali leżą losy całego europejskiego przemysłu oraz przyszłość tysięcy miejsc pracy w strategicznych branżach.