Spis treści
- Obecnie za litr tłuszczu roślinnego zapłacimy nawet o 2,35 zł mniej w porównaniu do standardowego oleju napędowego.
- Zmotoryzowani masowo opróżniają sklepowe półki z butelek przeznaczonych do smażenia.
- Starsze jednostki napędowe bez turbodoładowania mogą pracować na takiej miksturze, jednak nowsze konstrukcje tego nie zniosą.
- Kierowcy mogą zatrzymać w portfelu około 700 złotych w skali roku, o ile pojazd przetrwa ten eksperyment.
Wpływ oleju rzepakowego na silnik diesla
Kluczową kwestią pozostaje bezpieczeństwo samej jednostki napędowej, a wszystko zależy od zaawansowania technologicznego motoru oraz zastosowanych proporcji.
Starsze konstrukcje wolnossące, takie jak popularne niegdyś 1.9 SDI, 1.9 D lub inne silniki oparte na tradycyjnych pompach wtryskowych, znoszą roślinne domieszki całkiem nieźle. Wynika to z faktu, że charakteryzują się one znacznie niższym ciśnieniem roboczym oraz nieskomplikowaną budową układu zasilania.
Sytuacja wygląda zupełnie inaczej w przypadku współczesnych motorów typu common rail, które są niezwykle delikatne. Potężne ciśnienie wtrysku sięgające 2000 barów w połączeniu z zaawansowanymi wtryskiwaczami piezoelektrycznymi i systemami oczyszczania spalin sprawia, że nawet minimalna ilość rzepakowego dodatku może doprowadzić do kosztownej katastrofy.
Dodatkowe niebezpieczeństwo pojawia się w sezonie zimowym, ponieważ spożywczy tłuszcz błyskawicznie gęstnieje przy ujemnych temperaturach. W mroźne poranki gęsta maź skutecznie blokuje przepływ przez filtry paliwa i uniemożliwia prawidłowy rozruch silnika.
Porównanie oleju napędowego i roślinnego z marketu
Tradycyjny olej napędowy:
- Koszt jednego litra wynosi w przybliżeniu 7,35 zł.
- Gwarantuje całkowitą kompatybilność i bezproblemową współpracę z każdym silnikiem wysokoprężnym.
- Zachowuje odpowiednie właściwości płynne nawet podczas silnych mrozów.
- Jego wykorzystywanie do napędzania pojazdów jest w pełni legalne i nie budzi zastrzeżeń.
Roślinny olej rzepakowy:
- Za jeden litr w dyskoncie trzeba zapłacić około 5 zł.
- Sprawdza się wyłącznie jako paliwowa domieszka w leciwych i prostych jednostkach wolnossących.
- Podczas zimy błyskawicznie gęstnieje, potęgując ryzyko unieruchomienia układu paliwowego.
- Wlewanie go bezpośrednio do samochodowego baku oznacza poruszanie się w podatkowej szarej strefie.
Kary ze strony urzędu skarbowego za jazdę na oleju spożywczym
Aspekt techniczny to tylko połowa problemu, ponieważ wykorzystywanie artykułów spożywczych do napędzania aut budzi poważne wątpliwości natury prawnej. Produkty z dyskontów są objęte stawką VAT właściwą dla żywności. Wlewając je do zbiornika paliwa, kierowca celowo unika opłacenia akcyzy oraz wyższego podatku drogowego, co z punktu widzenia państwa stanowi naruszenie przepisów.
Nawet jeśli klient kupuje zgrzewki bez pobierania faktury i pozornie nie zostawia śladu dokumentacyjnego, to rzeczywistość wygląda inaczej. W świetle aktualnego prawa poruszanie się pojazdem napędzanym nieopodatkowanym paliwem kwalifikowane jest jako wykroczenie skarbowe.
Czy oszczędności na paliwie rekompensują ryzyko awarii?
Perspektywa zachowania 700 złotych w domowym budżecie w skali dwunastu miesięcy może wydawać się atrakcyjna, ale dotyczy wyłącznie posiadaczy starych aut, którzy akceptują ogromne ryzyko. W przypadku nowoczesnych pojazdów z systemem common rail ewentualna naprawa zniszczonych wtryskiwaczy pochłonie budżet wielokrotnie przekraczający te drobne roczne oszczędności.
Właściciele samochodów muszą zatem przeprowadzić chłodną kalkulację i samodzielnie ocenić opłacalność tego procederu. Kluczowe pozostaje pytanie, czy oszczędność rzędu dwóch złotych dziennie jest warta zniszczenia silnika oraz wejścia w poważny konflikt z organami podatkowymi.
Polecany artykuł: