Spis treści
Plan ratunkowy dla Poczty Polskiej
Państwowy operator staje przed historycznym wyzwaniem, próbując dostosować się do obecnych, wysoce cyfrowych realiów i odzyskać utracony prestiż. Zanotowano drastyczny spadek znaczenia firmy na rynku przesyłek, gdzie z dawnych dwudziestu procent udziału zostało raptem pięć. Oprócz tego nieustannie maleje zapotrzebowanie na tradycyjne doręczenia listowe. Lekarstwem na te bolączki ma być głęboka cyfryzacja i przekształcenie podmiotu w nowoczesny hub logistyczno-handlowy. Główną osią zapowiadanej metamorfozy uczyniono system e-Doręczeń, który funkcjonuje jako pełnoprawny, wirtualny odpowiednik klasycznej korespondencji. Podczas wywiadu na łamach „Super Biznesu” redaktor Hubert Biskupski zwrócił uwagę na katowickie początki swojego rozmówcy.
Tak, zaczynałem tutaj w 1999 roku, w węźle sortowniczym przy dworcu. Dziś wracam w zupełnie innej roli, ale w tej samej organizacji. To pokazuje, jak bardzo zmieniła się zarówno Poczta Polska, jak i cały rynek.
Dziennikarz dopytywał, czy szumnie zapowiadane od wielu sezonów zmiany doczekają się wreszcie faktycznej realizacji na szczeblu krajowym. Odpowiadając na te wątpliwości, Sławomir Żurawski bez wahania przyznał, że firma przez ostatnie dekady doprowadziła się do organizacyjnej i finansowej ruiny.
Dopiero teraz możemy mówić o prawdziwej transformacji. Przez lata Poczta Polska doprowadziła się do poważnych problemów – zarówno finansowych, jak i organizacyjnych. Dziś nie myślimy tylko o tym, jak przetrwać, ale jak zbudować nowy model biznesowy.
Kontynuując swoją wypowiedź, aktualny szef spółki zadeklarował natychmiastowe porzucenie dawnego modelu operacyjnego na rzecz nowszych standardów.
Chcemy odejść od wizerunku tradycyjnej, niescyfryzowanej instytucji i stać się nowoczesnym hubem logistyczno-retailowym. Cyfrowym, elastycznym i przede wszystkim nastawionym na potrzeby klientów indywidualnych.
Sławomir Żurawski ocenia straty względem europejskich rywali
Przedstawiciel mediów dociekał, w jaki sposób firma zamierza skutecznie nadgonić zaległości w niezwykle zagęszczonym sektorze rynkowym. Rozmówca natychmiast odwołał się do zagranicznych odpowiedników, które przy silnym wsparciu państwa dawno temu ukończyły analogiczny proces modernizacji.
W Europie wiele poczt przeszło tę transformację wcześniej – często przy wsparciu państwa. Dziś widzimy efekty. Poczta włoska ma silny segment finansowy, francuska La Poste to grupa ponad 200 spółek, a niemiecka poczta to globalny DHL.
Jednocześnie gość programu nie ukrywał, że na rodzimym podwórku sytuacja wygląda wręcz katastrofalnie ze względu na wieloletnie zaniedbania.
W Polsce sytuacja jest trudniejsza, bo rynek nam uciekł. W segmencie paczkowym nasz udział spadł z około 20 proc. w 2016 roku do około 5 proc. obecnie. To oznacza, że jesteśmy marginalnym graczem.
Kiedy Hubert Biskupski poruszył kwestię pespektyw dla papierowej korespondencji, prezes otwarcie przyznał, że jest to branża zmierzająca ku końcowi.
Nadal jest ważny dla naszych przychodów, ale to rynek schyłkowy. Dziś obsługujemy około 800 milionów listów rocznie, ale w ciągu 5–7 lat ten wolumen może spaść do 250–300 milionów.
Według jego oceny, ucieczką do przodu w tej trudnej rzeczywistości ma być wdrożenie całkowicie innowacyjnych mechanizmów informatycznych.
Dlatego rozwijamy rozwiązania cyfrowe, które mają zastąpić tradycyjną korespondencję.
Nowa era dla Poczty Polskiej, czyli e-Doręczenia w praktyce
Prowadzący zasugerował następnie, że kluczem do przetrwania są obecnie elektroniczne odpowiedniki listów poleconych. Przedstawiciel zarządu potwierdził ten kierunek, powołując się na konkretne liczby. Ze statystyk wynika, że założono już ponad trzy miliony wirtualnych kont, które obsłużyły blisko siedemdziesiąt milionów oficjalnych dokumentów.
Tak. Mamy już ponad 3 miliony skrzynek e-Doręczeń. Każdego dnia nadawanych jest około 320–330 tysięcy przesyłek, a łącznie było ich już ponad 70 milionów.
Chociaż usługa jest obecnie zdominowana przez instytucje publiczne, plany operatora zakładają błyskawiczną ekspansję na kolejne grupy docelowe.
Na razie korzysta z tego głównie administracja, ale w kolejnych etapach dołączą przedsiębiorcy, a później także obywatele.
Dziennikarz dopytał z ciekawości o techniczne aspekty działania tego nowoczesnego mechanizmu wymiany wiadomości.
Nadawca wysyła dokument elektronicznie, odbiorca odbiera go w swojej skrzynce – podobnie jak maila, ale z potwierdzeniem nadania i doręczenia oraz archiwizacją.
Rozwiązano również kwestię obywateli, którzy nie zdołali jeszcze założyć własnego konta na rządowej platformie cyfrowej.
Możliwa jest też forma hybrydowa – jeśli odbiorca nie ma skrzynki, dokument trafia do naszego centrum, gdzie jest drukowany i dostarczany tradycyjnie.
Na sam koniec spotkania prowadzący zapytał o ocenę trzymilionowej bazy użytkowników. Szef państwowej instytucji wyraził ogromne przekonanie o dalszym i dynamicznym rozwoju tego rewolucyjnego projektu.
To dopiero początek. W kraju tej wielkości potencjał jest na kilkanaście milionów użytkowników.