Spis treści
- Przebadano 50 lokali gastronomicznych nad Bałtykiem.
- Aż 76 procent z nich działało niezgodnie z prawem.
- Drogiego dorsza atlantyckiego notorycznie zastępowano czarniakiem.
- W kartach dań brakowało gramatury porcji, spisu składników oraz alergenów.
- Inspektorzy IJHARS zapowiedzieli surowe kary dla nieuczciwych restauratorów.
Wyniki kontroli nad Bałtykiem. Smażalnie ryb pod lupą
Wakacyjny obiad nad morzem dla wielu turystów nie może obyć się bez tradycyjnej ryby. Jednak ostatnia weryfikacja przeprowadzona przez Inspekcję Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych dowodzi, że menu należy czytać z ogromną ostrożnością. Urzędnicy wzięli pod lupę dokładnie 50 nadmorskich restauracji i smażalni. Zgromadzone dane są mocno niepokojące. Błędy i uchybienia stwierdzono w 38 sprawdzonych punktach, co stanowi aż 76 proc. wszystkich skontrolowanych placówek. Zapach, smak czy konsystencja serwowanych dań były poprawne, mimo to turyści bardzo często byli wprowadzani w błąd w kwestii tego, co dokładnie jedzą.
Zamiast dorsza atlantyckiego podawali czarniaka. Oszustwa w menu
Badania przeprowadzone w laboratoriach wywołały najwięcej kontrowersji. Zweryfikowano 67 partii żywności, z czego osiem odrzucono ze względu na serwowanie innego gatunku ryby, niż deklarowano. Głównym przewinieniem restauratorów było sprzedawanie tańszego czarniaka pod szyldem drogiego dorsza atlantyckiego lub morszczuka argentyńskiego. Występowały także sytuacje, gdy klientom podawano solę, chociaż zamawiali limandę żółtopłetwą. Różnice między tymi gatunkami są bardzo wyraźne, zwłaszcza w przypadku dorsza i czarniaka. Mięso tego pierwszego jest bardzo jasne i ma subtelny smak, podczas gdy dorsz czarny wyróżnia się zdecydowanie ciemniejszą barwą oraz intensywniejszym aromatem.
Zjawisko to nie jest nowością, na co zwracał uwagę Tomasz Strzelczyk. Kucharz znany z telewizyjnego formatu „MasterChef” oraz internetowego cyklu „Oddasz fartucha” już wcześniej alarmował, że tego typu nadużycia są stałą praktyką w części nadmorskich lokali.
Brak składników i gramatury. Błędy w menu smażalni ryb
Problemy z nazewnictwem gatunków to nie wszystko, ponieważ kontrolerzy znacznie częściej trafiali na błędy w samych kartach dań. Na 118 zweryfikowanych partii jedzenia aż 79 miało nieprawidłowe oznaczenia. Klienci nie mogli dowiedzieć się z menu, jaki konkretnie gatunek ryby zamawiają, z jakich składników składa się danie oraz jakie alergeny zawiera.
Zastrzeżenia inspektorów dotyczyły też braku informacji o sposobie obróbki kulinarnej i formie podania – nie wyszczególniano, czy na talerz trafi dzwonko, tusza czy filet. Zestawy obiadowe opisywano w sposób nieczytelny. Urzędnicy odkryli także, że waga porcji na talerzu nierzadko różniła się od tej deklarowanej w karcie. Goście często nie wiedzieli, czy podana kwota dotyczy samej ryby, czy wliczone są w nią dodatki. Zazwyczaj brakowało dokładnego spisu produktów użytych do panierki oraz listy alergenów, przez co osoby z uczuleniami musiały osobiście wypytywać kelnerów o szczegóły każdego dania.
Wysokie kary finansowe od IJHARS za oszustwa na rybach
Ujawnione łamanie przepisów spotkało się z reakcją IJHARS, która nałożyła na właścicieli odpowiednie kary. Przedstawiciele instytucji zaznaczają, że podstawowy mandat wynosi w takich sytuacjach 500 zł, jednak w zależności od skali oszustwa kwoty te mogą drastycznie wzrosnąć.
Podsumowanie działań kontrolnych to jasny sygnał dla wczasowiczów – podczas wizyty w nadmorskiej smażalni należy uważnie analizować kartę dań i weryfikować zarówno nazwę gatunkową, jak i pełny opis potrawy. Taka ostrożność może uchronić turystów przed zjedzeniem taniego czarniaka w cenie luksusowego dorsza.
