Spis treści
- Zobowiązania branży wynajmu i zarządzania lokalami przekroczyły już poziom 2 mld zł.
- W przeciągu zaledwie dwunastu miesięcy grono dłużników powiększyło się o ponad 7 proc.
- Studenci zmieniają swoje przyzwyczajenia – coraz mniej z nich wybiera komercyjny najem, decydując się na powrót pod rodzinny dach.
- Mimo rosnących wydatków na utrzymanie mieszkań, firmy mają ograniczone pole do podnoszenia opłat za wynajem.
Zadłużenie firm zarządzających nieruchomościami przekroczyło dwa miliardy
Działający w branży nieruchomości nie mają powodów do zadowolenia. Aktualne statystyki udostępnione przez BIG InfoMonitor oraz Biuro Informacji Kredytowej jasno pokazują, że kondycja przedsiębiorstw trudniących się wynajmem i zarządzaniem mieszkaniami systematycznie się pogarsza. Konkretne kwoty nie pozostawiają złudzeń.
Jak wynika z raportów za sierpień 2026 roku, skumulowany dług firm oferujących nieruchomości na wynajem dobił do kwoty 2,018 mld zł. Jest to znaczący skok w zestawieniu z minionymi latami. W analogicznym okresie w 2025 roku zaległości wynosiły około 1,9 mld zł, podczas gdy dwa lata wcześniej zamykały się w kwocie 1,62 mld zł. Trudno nie zauważyć, że kłopoty finansowe w tej branży narastają lawinowo.
Problem nie ogranicza się wyłącznie do sumy zadłużenia. Zwiększa się również odsetek przedsiębiorstw zmagających się z niewypłacalnością. Na przestrzeni ostatniego roku ich liczba wzrosła o 147, co daje łączny wynik 2234 podmiotów borykających się z długami. Warto zauważyć, że przeciętna kwota zaległości przypadająca na jedną firmę jest stosunkowo stabilna i oscyluje wokół 903 tys. zł. Sytuacja ta udowadnia, że kryzys finansowy dosięga coraz większej liczby graczy na rynku.
Dlaczego długi wynajmujących mieszkania studentom rosną?
Gdzie leży źródło tych kłopotów? Częściowej odpowiedzi należy szukać w portfelach i wyborach żaków. Zgodnie z danymi zaprezentowanymi w publikacji Centrum AMRON i Warszawskiego Instytutu Bankowości pod tytułem „Studenci na rynku nieruchomości 2026”, osoby studiujące weryfikują swoje podejście do kwestii mieszkaniowych, a to bezpośrednio rzutuje na cały sektor.
Statystyki pokazują, że w roku akademickim 2025/26 blisko połowa, bo aż 49 proc. studentów, zamieszkiwało wspólnie z rodziną lub znajomymi, omijając tym samym koszty wynajmu. W poprzednim roku odsetek ten był niższy i wynosił 41 proc. W tym samym czasie zauważono spadek zainteresowania najmem rynkowym – z poziomu 37 proc. w 2025 roku do około 33 proc. obecnie. Krótko mówiąc: coraz większa grupa studiujących stawia na cięcie wydatków i odpuszcza sobie samodzielne wynajmowanie lokum.
Jak wskazują analizy Narodowego Banku Polskiego, to właśnie studenci odpowiadają za blisko 27 proc. zapotrzebowania na rynku najmu, co dobitnie świadczy o sile ich wpływu na całą branżę. Z kolei ci, którzy decydują się płacić za lokum, podchodzą do tematu inaczej niż w przeszłości. Obecnie największy odsetek (34 proc.) stanowią żacy, których miesięczne wydatki na ten cel przekraczają 1,5 tys. zł. Co istotne, zaledwie 15 proc. z tej grupy dysponuje budżetem pozwalającym na wynajem mieszkania wyłącznie dla siebie. Zdecydowana większość jest zmuszona dzielić lokum ze współlokatorami.
Co oznacza dług rynku najmu dla najemców i wynajmujących?
Nowe przyzwyczajenia mieszkaniowe studentów są powodem sporych kłopotów dla właścicieli nieruchomości i agencji zarządzających najmem. Z jednej perspektywy mierzą się oni z systematycznie idącymi w górę rachunkami za media, kosztami renowacji oraz ogólnego utrzymania budynków. Z innej strony – spadające zainteresowanie studentów najmem oraz ich ukierunkowanie na poszukiwanie najtańszych rozwiązań powodują, że podwyższanie czynszów staje się zadaniem karkołomnym.
Mamy tu do czynienia z sytuacją bez wyjścia. Koszty prowadzenia działalności pną się w górę, jednak nie da się ich całkowicie przerzucić na barki lokatorów, gdyż ci w takiej sytuacji zrezygnują z umowy albo znajdą jeszcze tańszą alternatywę. Rezultat? Ostra walka o zdobycie najemcy i spadająca opłacalność biznesu w tej gałęzi gospodarki.
Dla właścicieli i podmiotów zarządzających mieszkaniami na wynajem taka sytuacja oznacza drastyczne zmniejszenie pola manewru przy ustalaniu stawek czynszu, które miałyby zrekompensować rosnące wydatki na media czy bieżące naprawy. W realnym świecie może to skutkować obcięciem nakładów na prace remontowe i unowocześnianie mieszkań. W najgorszych scenariuszach firmy przygniecione rosnącym zadłużeniem będą zmuszone do redukcji swojej aktywności na rynku, a nawet do ogłoszenia upadłości. Z perspektywy osób wynajmujących oznacza to z kolei, że chociaż nacisk na podnoszenie opłat może ulec zmniejszeniu, to ogólny standard udostępnianych na rynku lokali ulegnie prawdopodobnie pogorszeniu. Polski rynek najmu znalazł się w bardzo trudnym położeniu, a nadchodzące miesiące zweryfikują, z jak potężnym załamaniem mamy do czynienia.