Spis treści
- Jak przebiega nowe oszustwo na turystów w sieci?
- Fałszywe konta linii lotniczych polują na wściekłych pasażerów
- Rzekomy pracownik biura obsługi prosi o wrażliwe dane
- Złośliwa aplikacja i afrykańska waluta. Tak znikają pieniądze
- Dlaczego podróżni tak łatwo wierzą internetowym naciągaczom?
- Jak nie dać się okraść podczas rozwiązywania problemów z lotem?
Jak przebiega nowe oszustwo na turystów w sieci?
Pasażerowie mierzący się z uciążliwym opóźnieniem samolotu lub brakiem walizki na taśmie bagażowej bardzo często dają upust swoim nerwom w internecie. Cyberprzestępcy tylko czekają na takie spontaniczne i nacechowane złością reakcje. Współczesny proceder okradania podróżnych opiera się na prostym, lecz wyjątkowo bezwzględnym mechanizmie, który każdego miesiąca pozbawia oszczędności kolejne nieświadome osoby.
- Pojedyncza skarga na platformie X może zakończyć się utratą około 4 tysięcy złotych
- Przestępcy bezbłędnie kopiują tożsamość znanych przewoźników, takich jak m.in. easyJet
- Kluczowym elementem pułapki jest złośliwa aplikacja do złudzenia przypominająca oficjalne oprogramowanie
- Połączenie przychodzące z afrykańskiego numeru to znak, że mamy do czynienia z próbą wyłudzenia
Fałszywe konta linii lotniczych polują na wściekłych pasażerów
Cały proceder rozpoczyna się w momencie, gdy zniecierpliwiony podróżny zamieszcza w mediach społecznościowych post z pretensjami. Najczęściej do takich sytuacji dochodzi na platformie X (wcześniej znanej jako Twitter), gdzie użytkownicy oznaczają oficjalne profile konkretnych przewoźników.
Zaledwie po kilku minutach pod tego typu wpisami pojawiają się komunikaty zwrotne. Na pierwszy rzut oka przypominają one standardowe reakcje pracowników działu wsparcia. W rzeczywistości za klawiaturą siedzą jednak zorganizowane grupy przestępcze.
Dziennikarze brytyjskiego serwisu „Independent” ustalili, że konta zakładane przez oszustów różnią się od prawdziwych profili zaledwie jedną literą. Zmęczony wielogodzinnym oczekiwaniem na lotnisku i zestresowany turysta zazwyczaj w ogóle nie zwraca uwagi na ten drobny szczegół.
Rzekomy pracownik biura obsługi prosi o wrażliwe dane
Gdy nieświadomy niczego klient nawiąże kontakt z fałszywym profilem, natychmiast otrzymuje wiadomość bezpośrednią. W pierwszej kolejności rozmówca żąda podania podstawowych informacji, takich jak nazwisko, e-mail, numer telefonu oraz kod rezerwacji. Na tym etapie wszystko wydaje się w pełni profesjonalne, ponieważ weryfikacja tożsamości to standardowa procedura w branży lotniczej.
Sytuacja przybiera niepokojący obrót w momencie, gdy do poszkodowanego dzwoni rzekomy konsultant. Na ekranie smartfona wyświetla się numer kierunkowy z Kenii, a nie z terytorium Wielkiej Brytanii. Oszuści są jednak przygotowani na ewentualne wątpliwości i tłumaczą, że linia lotnicza przeniosła swoje globalne centrum rozwiązywania problemów właśnie na kontynent afrykański.
Taka legenda często okazuje się skuteczna. Klienci doskonale zdają sobie sprawę, że giganci branży lotniczej lokują swoje działy obsługi w różnych częściach świata, czego świetnym przykładem jest warszawskie centrum operacyjne linii Ryanair.
Złośliwa aplikacja i afrykańska waluta. Tak znikają pieniądze
Następnym etapem manipulacji jest przekonanie ofiary do zainstalowania specjalnej aplikacji z oficjalnego sklepu Google Play lub App Store. Rzekomy konsultant gwarantuje, że to jedyna droga do szybkiego otrzymania należnej rekompensaty finansowej za niedogodności w podróży.
Pobrany program prezentuje się niezwykle autentycznie. Złodzieje perfekcyjnie naśladują wygląd bankowości mobilnej, instruując zestresowanego turystę krok po kroku. Kiedy użytkownik wprowadza dane swojej karty płatniczej, na ekranie pojawia się prośba o zatwierdzenie operacji specjalnym kodem zabezpieczającym.
W historii opisanej przez „Independent” oszuści kazali wpisać ciąg znaków KES149456. W rzeczywistości KES to symbol szylinga kenijskiego, a towarzyszące mu cyfry stanowiły dokładną kwotę transferu. Po przeliczeniu na polską walutę daje to sumę rzędu 4 tysięcy złotych. Zatwierdzenie tej operacji przyciskiem sprawia, że środki bezpowrotnie trafiają na rachunek złodziei.
Wykonanej w ten sposób transakcji nie można już w żaden sposób anulować.
Dlaczego podróżni tak łatwo wierzą internetowym naciągaczom?
Skuteczność tego procederu opiera się na jednym kluczowym czynniku: silne wzburzenie całkowicie usypia czujność ofiar. Działając w nerwach i pod presją czasu, pasażerowie ignorują sygnały ostrzegawcze, które w normalnych okolicznościach natychmiast wzbudziłyby ich podejrzenia.
Eksperci od cyberbezpieczeństwa podkreślają, że wywoływanie skrajnych emocji to sprawdzona i niezwykle groźna technika manipulacji. Wizja błyskawicznego uzyskania odszkodowania sprawia, że turyści bezrefleksyjnie wykonują polecenia oszustów.
Analogiczne scenariusze można zaobserwować również na polskim podwórku. Przestępcy masowo tworzą chociażby fikcyjne ogłoszenia o „wyprzedażach zgubionych walizek z Lotniska Chopina”, co pozwala im na bezkarne przechwytywanie danych do kart płatniczych i uruchamianie drogich subskrypcji.
Jak nie dać się okraść podczas rozwiązywania problemów z lotem?
Specjaliści do spraw bezpieczeństwa oraz dziennikarze radzą, by przestrzegać trzech żelaznych reguł:
- Przede wszystkim należy zachować ostrożność przy publikowaniu skarg w mediach społecznościowych. Emocjonalny wpis o problemach z lotem to dla oszustów wyraźny sygnał do ataku.
- Warto zawsze weryfikować autentyczność profili, z którymi prowadzimy korespondencję. Należy zwrócić uwagę na dokładną nazwę konta, moment jego utworzenia oraz realną liczbę obserwatorów.
- Trzeba pamiętać o zachowaniu spokoju i chłodnej głowy. Żaden prawdziwy przewoźnik lotniczy nie zmusza klientów do instalowania zewnętrznego oprogramowania w celu wypłaty odszkodowania. Prawdziwe procedury reklamacyjne odbywają się wyłącznie poprzez zweryfikowane formularze na oficjalnej stronie internetowej.
W przypadku jakichkolwiek podejrzeń najlepiej natychmiast przerwać rozmowę i samodzielnie skontaktować się z infolinią podaną na właściwej stronie przewoźnika. Z kolei szczegóły tego konkretnego procederu zostały nagłośnione przez dziennikarzy brytyjskiego serwisu The Independent.