- Kontrole miodu w Polsce ujawniły liczne nieprawidłowości, szczególnie w oznakowaniu produktów.
- Co trzecia partia miodu miała błędy na etykiecie, brakowało m.in. kraju pochodzenia lub daty trwałości.
- Niektóre miody miały wprowadzające w błąd nazwy lub niepotwierdzone pochodzenie roślinne.
- Sprawdź, co jeszcze wykryła inspekcja i jak upewnić się, że kupujesz prawdziwy miód!
Miód pod kontrolą IJHARS
Miód to produkt o ściśle określonej definicji. Nazwa „miód” może być używana wyłącznie wobec naturalnie słodkiej substancji wytwarzanej przez pszczoły Apis mellifera z nektaru roślin, wydzielin żywych części roślin lub wydalin owadów wysysających soki roślinne. Substancje te są przez pszczoły przetwarzane, odwodnione i dojrzewają w plastrach.
Prawo jasno określa, co musi znaleźć się na etykiecie. Obowiązkowe są m.in.: pełna nazwa rodzaju i odmiany (np. „Miód nektarowy gryczany”, „Miód wielokwiatowy”), ilość netto, data minimalnej trwałości, warunki przechowywania, dane producenta lub podmiotu wprowadzającego do obrotu oraz kraj pochodzenia – czyli państwo, w którym miód został zebrany. Jeśli pochodzi z kilku krajów, należy wskazać wszystkie. W przypadku miodu nie ma obowiązku podawania wykazu składników ani wartości odżywczej.
Co wykazały kontrole?
Ostatnia kontrola IJHARS objęła dwa etapy: sprzedaż detaliczną i produkcję. Skontrolowano 98 podmiotów – 47 sklepów i 51 producentów. Nieprawidłowości stwierdzono w 40,8 proc. z nich.
Najwięcej zastrzeżeń dotyczyło znakowania. Błędy wykryto w niemal co trzeciej kontrolowanej partii miodu. Brakowało m.in. nazwy państwa pochodzenia, daty minimalnej trwałości czy kodu identyfikacyjnego partii. Stosowano też nazwy nieprzewidziane przepisami, jak „miód wielokwiatowy mniszkowo-rzepakowy” czy „miód wielokwiatowo-rzepakowy”, które niedopuszczalnie sugerowały konkretną odmianę w przypadku miodów wielokwiatowych.
Inspekcja wykazała również oznakowanie wprowadzające konsumentów w błąd. Na etykietach pojawiały się określenia typu „naturalny” lub hasła sugerujące właściwości lecznicze. W pojedynczych przypadkach miody konwencjonalne były oznaczane jako „eko” – w nazwie, logo firmy lub adresie strony internetowej – co mogło sugerować metodę produkcji ekologiczną.
Problemy nie tylko z etykietą
Analiza pyłkowa wykazała nieprawidłowości w co piątej skontrolowanej partii. Dotyczyły one m.in. miodów deklarowanych jako lipowe i akacjowe, w których nie potwierdzono przewagi pyłku rośliny wskazanej w nazwie. W jednym przypadku, mimo deklarowanego pochodzenia z Polski, obecność pyłków roślin obcych dla naszej strefy klimatycznej podważyła tę informację.
Nieprawidłowości w zakresie parametrów fizykochemicznych i cech organoleptycznych stwierdzono w około 4 proc. próbek. Wykazano m.in. odchylenia poziomu HMF i liczby diastazowej, co może wskazywać na podgrzewanie miodu lub niewłaściwe przechowywanie. W jednym przypadku wykryto dekstryny skrobiowe, świadczące o zafałszowaniu produktu. Zdarzały się także partie z oznakami fermentacji i nietypowym, „landrynkowym” smakiem.
Wobec podmiotów, u których stwierdzono nieprawidłowości, zastosowano sankcje przewidziane przepisami. Dla konsumentów wniosek jest prosty: przed zakupem warto dokładnie przeczytać etykietę miodu i sprawdzić, czy zawiera wszystkie wymagane informacje – zwłaszcza nazwę, kraj pochodzenia i datę minimalnej trwałości.