Spis treści
Startujemy z sezonem grzewczym, a statystyki nie napawają optymizmem. Za megawatogodzinę (MWh) błękitnego paliwa na giełdach w Europie trzeba zapłacić około 77 euro. W analogicznym okresie 2025 roku koszt ten wynosił jedynie 33 euro. Tak gigantyczny skok kosztów oznacza drastyczne wyższe rachunki w najbliższych miesiącach. Problem potęguje stan europejskich magazynów gazowych, które zapełniono zaledwie w 72 procentach, co stanowi wynik znacznie gorszy od średniej z ubiegłych lat. Takie warunki powodują ogromną wrażliwość rynku na ewentualne ataki zimy czy komplikacje logistyczne, o czym informuje "Puls Biznesu".
Cena gazu zimą 2026/2027 podskoczy jeszcze bardziej
Eksperci nie przewidują powrotu do rekordowych 300 euro za MWh z czasów największego kryzysu w 2022 roku, jednak epoka taniego gazu bezpowrotnie minęła. Jak podkreśla Jan Bylov, odpowiedzialny za strategię energetyczną w Jyske Banku, decydującym czynnikiem kształtującym koszty pozostaje pogoda.
Kiedy magazyny nie są optymalnie wypełnione, jesteśmy bardziej narażeni na skutki ewentualnych anomalnie silnych mrozów
– zauważa Jan Bylov. Szacunki ekspertów z Jyske Banku wskazują, że w ostatnim kwartale 2026 roku koszty gazu mogą osiągnąć pułap 90 EUR za MWh. Taka taryfa uderzy nie tylko w domowe budżety, ale wpłynie także negatywnie na cały sektor gospodarczy.
Wysokie ceny gazu to efekt globalnej rywalizacji z Azją
Kluczową przyczyną obecnych podwyżek pozostaje sytuacja związana ze skroplonym gazem ziemnym (LNG). Przedstawiciel Jyske Banku wyjaśnia, że kłopoty eksportowe z Kataru wywołały rynkowy efekt domina. Ze względu na konflikt na Bliskim Wschodzie transport przez Cieśninę Ormuz drastycznie zmalał i wynosi tylko jedną piątą standardowych dostaw katarskiego LNG.
Brak surowca z tego rejonu pchnął azjatyckie kraje do szukania alternatyw, co zintensyfikowało ich walkę z Europą o amerykańskie LNG. Mechanizm jest prosty. Żeby skierować gazowce do europejskich terminali, zamiast do Azji, Stary Kontynent musi zaoferować dużo wyższe stawki. To twarda międzynarodowa licytacja, za którą ostatecznie płacą końcowi konsumenci.
Kryzys energetyczny nam nie grozi. Rynki są spokojniejsze
Pomimo galopujących cen i niespokojnej sytuacji na świecie, analitycy apelują o zachowanie zimnej krwi. Główny ekonomista AL Sydbanku, Søren Kristensen, podkreśla, że obecne realia znacząco różnią się od tych sprzed czterech lat. Wtedy kraje europejskie z dnia na dzień straciły dostęp do rosyjskiego gazu, przy jednoczesnych brakach infrastruktury do odbioru LNG.
Nie ma już tej samej paniki i obaw, że gazu po prostu zabraknie. Europie udało się uruchomić stabilne łańcuchy dostaw z wielu zakątków globu
– uspokaja Søren Kristensen.
Gospodarka odczuje drogi gaz. Ważne będą dwa czynniki
Choć prawdopodobnie unikniemy całkowitego paraliżu, gigantyczne koszty energii i tak uderzą w europejskie rynki. Kristensen zwraca uwagę, że utrzymanie się obecnych cen gazu przez cały okres zimowy znajdzie swoje odzwierciedlenie we wskaźnikach makroekonomicznych.
Znajdujemy się w punkcie, w którym spodziewałbym się lekkiego osłabienia wzrostu w Europie, zwłaszcza w sektorze wytwórczym i branżach energochłonnych.
– przewiduje ekspert. Przygotowujemy się zatem do kosztownej i pełnej rynkowych napięć zimy. Losy najbliższych miesięcy zależą głównie od dwóch elementów: warunków atmosferycznych oraz sytuacji politycznej na Bliskim Wschodzie. Przychylna, stosunkowo ciepła aura ułatwi przetrwanie tego trudnego czasu. Drastyczny spadek temperatur wywinduje jednak ceny do poziomu, który potężnie wstrząśnie firmami na całym kontynencie.