"Król dopalaczy" to film rozrywkowy, nie oparty na życiorysie jednej konkretnej osoby, a raczej zbioru kilku jednostek, które przed kilkunastoma laty dorobiły się na sprzedaży dopalaczy - legalnych narkotyków, które potruły cały zastęp młodzieży.
Mam wrażenie, że właśnie takie tematy, które są palące i kontrowersyjne, zawsze spotykają się z dużą widownią, ponieważ publiczność chce zobaczyć w jaki sposób temat został przedstawiony [...]. Mi się wydaje, że ten film ma naprawdę potencjał na ogromną publiczność i wszyscy bardzo na to liczymy. Jest to historia inspirowana faktami, więc nie mamy tutaj biografii prawdziwego króla dopalaczy - powiedziała Vanessa Aleksander, filmowa Ewa, w rozmowie z ESKĄ.
"Król dopalaczy" - o filmie
Na początek krótki rys fabularny dla tych, którzy filmu jeszcze nie widzieli: głównym bohaterem jest tutaj niejaki Dawid (w tej roli Tomasz Włosok), na którego, wraz ze śmiercią ojca, spadły olbrzymie problemy finansowe, które pogrążyły jego rodzinę. Chłopak wpadł na pomysł: dopalacze. Absolutnie legalne zamienniki narkotyków. Całkowicie bezpieczna zabawa dla tysięcy młodych ludzi. Pomysł chwycił, Dawid nie nadążał z realizacją zamówień, mieszał coraz bardziej wymyślne formuły, a kasa rosła. Wydawało się, że świat leży u jego stóp: piękne kobiety, szybkie samochody i układy na najwyższych szczeblach władzy. Niestety okazało się, że dopalacze nie są jednak całkiem legalne i bezpieczne. Co gorsza, znalazł się policjant, którego nie dało się przekupić, a układy z gangsterskim światem to stąpanie po kruchym lodzie.
PRZECZYTAJ TEŻ: Polacy czekali na ten film od 5 lat. "Potrzebował czasu, żeby wybrzmieć"
"Król dopalaczy" to nie żadna laurka dla "rekinów biznesu"
Po publikacji zwiastuna, który przywodził na myśl polskiego "Wilka z Wall Street" i zapowiadał dzieło raczej czysto rozrywkowe, pojawiły się obawy, że "Król dopalaczy" zbyt łagodnie potraktuje swego protagonistę i przedstawi go jako "cool" kolesia, godnego naśladowania. Tomasz Włosok zapewnia, że absolutnie nic takiego nie ma tu miejsca. "Ja mogę mieć tylko nadzieję, że zrobi [wrażenie na widzach - przyp. red.], że wyjdą z kina z pewną refleksją, z być może niechęcią i obrzydzeniem do tematu" - powiedział w naszej rozmowie. A co do samego Dawida, zdaniem Tomka jest to bezsprzecznie negatywna postać (i w całej rozciągłości się z nim zgadzam).
Ja mam nadzieję, że nikt nie wyjdzie z kina myśląc "fajny chłopak i chciałbym zrobić tak samo". To [...], jaki jest przebieg tego bohatera i gdzie on ma trochę zachęcić do siebie, do tego, że może jest fajny i fajnie za nim pójść i tylko ten jeden drobny element, w którym trzeba go znielubić i powiedzieć, że kurde gościu chyba źle zainwestowałeś to swoje życie i raczej jesteś kawałem mendy, a nie gościem, którego warto naśladować - to jest dla mnie celem tej historii - skwitował.
PRZECZYTAJ TEŻ: Film Polaków robi furorę za granicą. "Nikt na niego nie czekał"
Podobnego zdania jest Vanessa Aleksander, która zarzuty o rzekomej gloryfikacji skomentowała słowami: "Jeżeli oglądamy uważnie, to widzimy, że decyzje, które podjął główny bohater, doprowadziły go do największego możliwego kryzysu i upadku totalnego, więc trudno w tym upatrywać gloryfikacji". "Króla dopalaczy" obejrzycie obecnie w kinach.
PRZECZYTAJ TEŻ: "Piekło kobiet" rozwścieczy niejednego widza, ale Mateusz Damięcki wierzy w jego przekaz. "Potrafią wywołać trzęsienie ziemi"