Open'er Festival 2026 oficjalnie dobiegł końca. Zanim jednak wszyscy posiadacze karnetów opuścili teren festiwalu, przechodząc przez bramę z uroczym napisem "Buźka, pa", otrzymali potężny zastrzyk popowych emocji. Jako pierwsza zadbała o to Addison Rae, która jeszcze kilka lat temu tworzyła filmy na Tik Toku, a dziś jest jedną z headlinerek największych imprez muzycznych na świecie. Przełomem dla jej kariery okazało się wydanie singla "Diet Pepsi". Numer odniósł sukces m.in. na listach w Wielkiej Brytanii i to właśnie od niego 25-letnia gwiazda rozpoczęła swoje show - ostatnie w ramach trasy "The Fame and Glory Tour", a zarazem pierwsze w Polsce.
Fenomen Addison Rae. Czy to za wcześnie na "maina"?
Największą siłą kariery muzycznej Addison jest jej nienasycony głód, jeśli chodzi o odkrywanie nowych brzmień i studiowanie katalogów popowych gigantów, takich jak Madonna, Britney Spears czy Kylie Minogue. Oglądając zaserwowany przez nią i jej tancerzy spektakl, nie sposób było nie zauważyć w nim odniesień do "The Onyx Hotel Tour" księżniczki popu czy legendarnego występu Kylie na BRIT Awards z 2002 roku.
Addison Rae, chociaż nie dysponuje niesamowitymi umiejętnościami wokalnymi, co było słychać przede wszystkim w realizacji telewizyjnej, wie, po co wychodzi na scenę i czerpie z tego ogromną frajdę. Nie mniejszą niż jej fani, którzy śpiewali z nią każde słowo i próbowali zwrócić na siebie jej uwagę za sprawą kreatywnych bannerów. A czy nie o to właśnie chodzi w muzyce? Można by się zastanawiać, czy Orange Main Stage to nie za dużo, biorąc pod uwagę wciąż niewielkie doświadczenie sceniczne Rae i fakt, iż zaczynała jako influencerka, a nie profesjonalna, przygotowywana do zawodu latami wokalistka. Z drugiej strony - jak dziś ocenić, co się komu należy? Addison ma na swoim koncie nominację do Grammy, debiutancki album z oceną 79 na Metacritic, współpracę z Charli xcx oraz prawie 15 milionów miesięcznych słuchaczy.
Jade. Gotowy materiał na headlinerkę
Znacznie większe doświadczenie muzyczne niż Addison posiada Jade. Wokalistka, poza solowymi projektami, ma za sobą lata spędzone w girlsbandzie Little Mix. W jej przypadku pojawia się inne pytanie - dlaczego to jej nie zaproponowano maina? Artystka wystąpiła w Polsce po raz pierwszy, a po tym, co wydarzyło się w Tent Stage, jestem przekonany, że nie po raz ostatni.
Thirlwall została nagrodzona prawdopodobnie największymi brawami spośród wszystkich występujących tego dnia artystów. Jej show, stanowiące doskonały, zbalansowany miks wokalu na żywo i tańca, zachwycało od pierwszej do ostatniej sekundy. Nawet bardziej rozczulająca, niż same muzyczne doświadczenia, była wymiana energii między nią a jej fanami. Jade mówiła po polsku, reagowała niedowierzaniem na krzyki i oklaski, a po zejściu ze sceny napisała na Instagramie, że właśnie zagrała jeden z najlepszych koncertów w swoim życiu! Nie zabrakło też symbolicznego wsparcia dla społeczności LGBT+, której od lat jest sojuszniczką. Artystka, nawiązując do swojego singla "Church", podkreśliła, iż w jej kościele jest miejsce dla wszystkich.
Jade jest jedną z tych gwiazd popu, w których widzę ogromny potencjał od dawna. Jej debiutancki album, "That’s Showbiz, Baby", to zbiór świetnie wyprodukowanych, popowych utworów. Cieszę się, że polska publiczność w końcu miała okazję usłyszeć je na żywo. Teraz tylko czekać na solowy występ.
Naturalność zawsze w cenie. Teddy Swims na Open'erze
W czasie, gdy Jade roznosiła Tent Stage, na Orange Main Stage śpiewał Teddy Swims. Wokalistka nie musiał robić show, by uwieść publiczność. Wystarczył jego naturalny luz i ogromny talent wokalny. Gdy zaśpiewał „Lose Control”, nie było osoby, która powstrzymała się od śpiewania razem z nim.
Jennie. Perfekcyjna aż za bardzo?
Gwiazdą wieczoru była jednak k-popowa sensacja Jennie. Wchodząc na teren festiwalu, od razu było wiadomo, że to ona przyciągnęła tego dnia największy tłum. Fani z perukami, w koszulach, niczym z okładki jej płyty, poświęcili kilka godzin na kolejkowanie, by zająć jak najlepsze miejsca. Znając rynek k-popowy, nie byłem zaskoczony rozmachem tego koncertu. Pod względem produkcji to było naprawdę bardzo dobrze zrealizowane show, przypominające bardziej teledysk czy filmową superprodukcję na żywo, niż koncert. Zabrakło mi jedynie... emocji. Czytałem relacje fanów, którzy śledzą każdy ruch Jennie i zgodnie stwierdzili, iż w Gdyni była wyjątkowo swobodna. Być może każdy taki występ to kolejny krok w dobrą stronę i lada moment zobaczymy na scenie więcej człowieka.
Jeśli chodzi o świetne produkcje, to trzeba też docenić PinkPantheress. Posiadająca dwa wielkie virale na swoim koncie - "Illegal" i "Stateside" - doskonale wykorzystała możliwości technologiczne, tworząc bardzo ciekawy, wciągający koncert, opierając się na światłach i świetnej pracy kamer. Było świeżo, innowacyjnie i energicznie. Dla mnie to była wisienka na torcie.