Zespół Lor nagrał nową płytę w dawnym sklepie zoologicznym. Skąd wzięła się nazwa „Pêle-mêle”?
Dziewczyny z krakowskiego zespołu Lor wydały właśnie swój czwarty album, który nosi intrygujący tytuł „Pêle-mêle”. Jak same przyznają, nazwa nie jest przypadkowa i idealnie oddaje atmosferę, w jakiej powstawały nowe piosenki. Słowo to oznacza pośpiech i nieład, co doskonale pasuje do szalonego tempa pracy nad materiałem. Co ciekawe, studio nagraniowe artystek mieści się w miejscu, które przez lata pełniło funkcję sklepu zoologicznego. Wokalistki nazywają to miejsce prywatnie „gadziarnią”, ponieważ wcześniej przetrzymywano tam gady.
Zaczęło się od tego, że w sumie nasza płyta powstała w takim troszkę rozgardiaszu ogólnym. [...] Zobaczyłyśmy, że nazwa Pêle-mêle oznacza stricte to właśnie w pośpiechu i w nieładzie tak zwanym. Więc bardzo nam się to skojarzyło ze stylem pisania tej płyty i z tym jak to wszystko powstawało w naszej gadziarni, w naszym studiu – wyjaśniła Julia Skiba w rozmowie z Kamilem Kowalskim na antenie Radia Eska.
Choć w studiu nie ma już węży ani jaszczurek, artystki żartują, że w powietrzu wciąż unosi się „lekka esencja gadów”. To właśnie tam, w niewielkich pomieszczeniach, powstawały melodie inspirowane wspomnieniami z dzieciństwa i szkolnymi dyskotekami. Praca w takim otoczeniu nadała płycie unikalnego, nieco surowego charakteru, który fani mogą już usłyszeć na nowym krążku.
Szkolne „złote myśli” wracają na koncerty. Julia Skiba ma nietypowy plan na kontakt z fanami
Inspiracja latami dwutysięcznymi na nowej płycie Lor nie kończy się tylko na warstwie muzycznej. Artystki postanowiły przywrócić zapomnianą już nieco tradycję „złotych myśli”, które w Krakowie nazywano właśnie „pêle-mêle”. W czasach podstawówki polegało to na wpisywaniu odpowiedzi na różne pytania do specjalnego zeszytu, który krążył między uczniami. Julia Skiba, Paulina oraz Jagoda chcą wykorzystać ten pomysł podczas nadchodzących koncertów, aby zbudować bliższą relację z ludźmi pod sceną.
Przywracamy Pêle-mêle na koncertach. Będziemy miały zeszyt i mamy nadzieję poznać te osoby, które przychodzą na nasze koncerty za pomocą tego – zapowiedziała Julia Skiba.
Fani będą mogli wpisywać do zeszytu swoje ulubione kolory, seriale czy ciekawostki o sobie. To działanie ma pomóc zespołowi lepiej zrozumieć, kim są ich słuchacze i co ich interesuje. Same piosenki na płycie, choć często fikcyjne, również zawierają elementy z życia artystek. Przykładem jest utwór „Mario”, który jest zlepkiem różnych postaci, a tekst o mieszkaniu małym jak pudełko zapałek odnosi się bezpośrednio do prywatnych doświadczeń Julii.
Lor wspominają udział w „Must Be the Music”. Dlaczego ich występ nie trafił do telewizji?
Zanim zespół Lor stał się rozpoznawalny i zaczął grać na największych festiwalach, takich jak Open'er czy OFF Festival, próbował swoich sił w telewizyjnych talent show. Artystki zdradziły, że jako 15-latki pojawiły się na castingu do programu „Must Be the Music”. Mimo że ich występ spodobał się jurorom i otrzymały cztery razy „tak”, widzowie nigdy nie zobaczyli ich na ekranie. Powód był dość prozaiczny – produkcja uznała, że młode wokalistki nie pasują do dynamicznego formatu programu.
Dostałyśmy cztery razy tak, ale na szczęście nas nie wyemitowali. Nie wyemitowali nas, dlatego że... Byłyśmy nudne. Byłyśmy nudne i pewnie mówiłyśmy coś dziwnego. Byłyśmy bardzo małe. Miałyśmy jakieś 16 lat, 15 – wspominała jedna z artystek.
Dziewczyny z humorem wspominają tamte czasy i początki swojej drogi muzycznej. Ich pierwszy koncert odbył się w chińskiej restauracji, co stanowiło ogromny kontrast dla późniejszego występu w krakowskiej Rotundzie, gdzie supportowały legendarną grupę Świetliki. Dziś Lor to dojrzały zespół z ugruntowaną pozycją na polskiej scenie alternatywnej, który nie potrzebuje już telewizyjnych konkursów, by docierać do szerokiej widowni.