Sylwia Grzeszczak pokazała klasę, mówiąc o rozwodzie z Liberem. "Nigdy nie chciałam toczyć boju"

2026-01-21 14:12

Sylwia Grzeszczak zakończyła trasę koncertową "było sobie marzenie". Podczas każdego z show na scenie towarzyszył jej były mąż, Liber, co spotkało się z entuzjastycznym odbiorem publiczności. Tylko u nas wokalistka przyznała, że widzi komentarze, w których ona i Marcin są stawiani za przykład dla innych, rozwiedzionych par. Artystka podkreśliła również, że od początku kariery przerażało ją, z jaką łatwością ludzie w przestrzeni publicznej wypowiadają się negatywnie o innych, nawet o tych, których jeszcze niedawno darzyli miłością.

Sylwia Grzeszczak o Liberze

i

Autor: AKPA, materiały ESKA.pl/ AKPA

Za nami wielki finał trasy koncertowej "było sobie marzenie", w ramach której Sylwia Grzeszczak wystąpiła w halach i arenach największych miast w Polsce. Podczas każdego z koncertów wokalistce towarzyszyli wyjątkowi goście: Mateusz Ziółko, z którym nagrała hit "Bezdroża", oraz były mąż i ojciec jej córki Bogny, Liber.

Zaskakujące wyznanie Sylwii Grzeszczak: "Na końcu zawsze zostawałam sama"

Mimo rozstania Sylwia Grzeszczak i Liber wciąż współpracują muzycznie i razem tworzą nowe utwory. W trakcie trasy "było sobie marzenie" duet wykonywał na żywo dwa dobrze znane wszystkim hity: "Co z nami będzie?" oraz "Dobre myśli", a każde pojawienie się rapera na scenie wywoływało entuzjastyczne reakcje publiczności. Internauci zgodnie orzekli, że byli partnerzy są dowodem na to, iż nawet po trudnych chwilach można zachować wzajemny szacunek i dobre relacje. 

Sylwia Grzeszczak: Zawsze zostawałam sama

Grzeszczak zdobyła się na szczere wyznanie

W rozmowie z Eską Sylwia Grzeszczak przyznała, że widziała reakcje fanów i podkreśliła, że nie wyobrażała sobie tej trasy koncertowej bez byłego partnera.

Od początku wiedziałam, że Marcin powinien być częścią [tej trasy]. Tworząc dwugodzinne show, nie wyobrażam sobie, żeby utwory, które wykonałam, miały zniknąć, bo są jakieś prywatne pobudki. Zresztą to jest wszystko takie... - powiedziała, mrugając okiem.

Artystka przyznała też, że docenia fakt, iż mimo rozwodu, jest w stanie dzielić scenę z byłym mężem, ojcem jej dziecka.

W ogóle to, jak ludzie reagują, gdy na scenę wychodzą Marcin czy Mateusz... To jest piękne, że mimo rozwodu naprawdę można wejść na scenę, szanować się i po prostu wykonywać fajnie swoją robotę.

Piosenkarka przyznała też, że zawsze przerażało ją to, gdy inni prali publicznie brudy i wypowiadali się negatywnie o innych osobach, w tym o swoich byłych partnerach. Grzeszczak wspomniała, że nie wyobraża sobie takiej sytuacji, m.in. ze względu na ukochaną córkę, Bognę.

Czy jesteśmy przykładem? Ja nigdy nie chciałam toczyć jakiegoś boju, jeśli chodzi o wszystkich ludzi. Gdy weszłam do show-biznesu, zawsze przerażało mnie to, że ktoś tam psioczył na kogoś i wolałam zajmować się pracą, skupić się na tym. Nie miałam potrzeby gadać o pierdołach, o różnych rzeczach wokół, zwyczajnie nie miałam na to czasu. Miałam, co robić, zajmowałam się swoimi hiciorami. (...) Albo robisz to, albo robisz to. Jeśli ktoś potrzebuje gadać, niech sobie gada, ja się zajmuję swoimi priorytetami. (...) Doszła do mnie informacja, widzę, jak ludzie reagują, kiedy wychodzimy razem, że jako była para jesteśmy w stanie naprawdę szanować się na scenie i prywatnie. Mamy dziecko, więc nie wyobrażam sobie, żeby tutaj coś było nie tak - podsumowała.