Spis treści
Rafał Brzozowski nie ukrywa gorzkiej prawdy o Eurowizji
Europejski konkurs piosenki to nie tylko wielkie muzyczne emocje, ale również skomplikowana gra polityczna pełna kontrowersji. Rafał Brzozowski, który w przeszłości stał na eurowizyjnej scenie jako reprezentant Polski, zauważa, że pomimo pierwszorzędnego znaczenia talentu i muzyki, zasady przyznawania punktów potrafią bezlitośnie weryfikować marzenia artystów. W wywiadzie udzielonym dziennikowi "Super Express" piosenkarz zdradził, że z uwagą śledzi, w jaki sposób decyzje jurorów i telewidzów kształtują końcową tabelę wyników.
Zobacz też: Brzozowski mówi DOŚĆ! Nęka go kobieta, która podszywa się pod żonę
Nie chciałbym się wypowiadać politycznie, bo już dostawałem takie pytania... po pierwsze gratuluję Alicji Szemplińskiej, ponieważ tam było dużo kontrowersji w momencie, kiedy ja jechałem na Eurowizję, spotkałem się później z Alicją i pamiętam, jak jej powiedziałem, że ty jeszcze pójdziesz na Eurowizję. Mówiłem - będziesz jeszcze na Eurowizji, masz dużo przed sobą, świetny głos, wspaniałą karierę przed sobą i cieszę się, że jedzie. Gratuluję, będę trzymał kciuki - mówi nam Rafał Brzozowski.
Brzozowski o głosowaniu na Eurowizji. Wszystko jest z góry ustalone?
Prezenter telewizyjny zwraca uwagę na fakt, że trudności Polski na Eurowizji wynikają częściej ze specyfiki systemu oceniania niż z samego poziomu prezentowanego przez wokalistów. Jak zauważa w rozmowie z "Super Expressem", nawet fenomenalny pokaz – podając za przykład zeszłoroczny występ Justyny Steczkowskiej – nie jest w stanie zapewnić triumfu. Twierdzi, że nasz kraj nie dysponuje tak silnymi sojuszami punktowymi, jak inne państwa, a w sytuacji, gdy ostateczny werdykt w połowie zależy od ekspertów, to często ich głosy przesądzają o ostatecznym układzie sił.
Zobacz też: Rafał Brzozowski śpiewa na weselach. Tyle kosztuje jego występ!
Myślę bardziej nie politycznie, ja bardziej myślę, że w momencie, kiedy Justyna Steczkowska dała taki show w ubiegłym roku i my ledwo, ledwo, żeśmy się przez jurorów tam przepchnęli, to nad tym bym się zastanawiał, bo znam trochę ten system, który tam jest i my nie mamy takiej możliwości zawierania jakichś koalicji między państwami, jaka jest, między nie wiem, Szwecją, Norwegią, tymi krajami, które na siebie głosują od lat. Ja nie wiem, dlaczego tak jest, bo to, że my mamy wspaniałych artystów, którzy dadzą radę, to my to wiemy, natomiast publiczność ich na pewno pokocha, tylko co z jurorami, skoro jest 50 na 50. No i chyba też wprowadziłbym taki system, gdybym mógł w naszych preselekcjach, że skoro były jakieś problemy, że ktoś został wybrany, nie było preselekcji, to powinno być to robione w ten sposób właśnie, że skoro są głosy 50% głosów od jury, 50% od widowni, no to w momencie, kiedy byłyby zbliżone te wyniki, to ten, który miał najwięcej głosów od widzów, powinien przechodzić. Wtedy to byłoby jasne, także publiczność danego artystę gdzieś tam wybiera - mówi nam Rafał Brzozowski.
Wokalista otwarcie przyznaje, że mechanizm przyznawania not na Eurowizji może rodzić ogromną frustrację. Jak podkreśla na łamach "Super Expressu", bywają sytuacje, w których pomimo doskonałej prezentacji, wykonawca kończy rywalizację z żenująco małym dorobkiem punktowym. Brzozowski powołał się na moment, w którym Polska nie otrzymała ani jednego punktu, mimo iż w jego opinii wokalny popis Justyny Steczkowskiej zasługiwał na uznanie.
Zobacz też: Nękani, śledzeni, zastraszani. Te gwiazdy przeżyły koszmar stalkingu
A tam też tak jest, że te głosy niby się liczą, ale to nie do końca, więc ja myślę, że mi się na tym zastanawiał bardziej, czy jechać tam, żeby łomot znowu zebrać, bo ktoś zrobi genialny występ, a dostanie najmniej punktów. I to widać, że to jest, no w ubiegłym roku, jak nie wiem, no Ukraina dała Polsce zero, a Niemcom chyba najwyższą notę, to ja po prostu tak patrzyłem na to i mówię, no nie wierzę, że mówię - ale za co? Przecież to był świetny występ, tak? No dwa punkty, cztery, sześć, cokolwiek, ale zero dla Justyny no, no, przykre... przykra sprawa. A już pomijam te wszystkie rzeczy, te protesty polityczne, bo to jest, to jest długi temat do dyskusji, naprawdę - mówi nam Rafał.
Rafał Brzozowski wytypował swoją faworytkę na Eurowizję
Piosenkarz jest przekonany, że to Roksana Węgiel posiada gigantyczny potencjał, by zawojować europejski konkurs. Według Brzozowskiego, młoda artystka doskonale poradziłaby sobie w takich warunkach i mogłaby osiągnąć tam imponujący wynik. Mimo tych wizji, muzyk w rozmowie z "Super Expressem" podkreśla, że obecnie całą swoją uwagę skupia na trzymaniu kciuków za Alicję Szemplińską, mając nadzieję, że to wydarzenie będzie dla niej trampoliną do pokazania swoich umiejętności przed zagraniczną widownią. Jednocześnie zauważa, że eurowizyjna rzeczywistość funkcjonuje na własnych, unikalnych zasadach, a miłośnicy tego festiwalu tworzą niezwykle zżytą grupę, która potrafi wychwycić każdy najdrobniejszy szczegół i bacznie analizuje poczynania wykonawców.
Takim moim czarnym koniem na Eurowizję to jest jednak Roxie Węgiel, że to jest dziewczyna, która za jakiś czas, gdyby się tam odważyła, to ona mogłaby też bardzo wysoko na tej Eurowizji zajść, bo ona już trochę w tym świecie gdzieś tam funkcjonuje i myślę, że to też jest klucz do tego. Ja życzę Alicji właśnie, żeby ona teraz jak najwięcej się tam pokazała, żeby ci ludzie mieli możliwość zobaczenia jej, jej talentu. Bo to chyba właśnie to tu chodzi, tak, żeby, żeby zbudować tą taką całą swoją pozycję w tym świecie Eurowizyjnym, który tam jest niesamowity. Ci ludzie są niesamowici tam po prostu fani Eurowizji, to jest specyficzna grupa ludzi i wszystko znają. Wszystko wiedzą, każdy tekst znają, tak, że to jest niesamowite - mówi "Super Expressowi" Brzozowski.
Rozmowę przeprowadziła Julita Buczek.