20 września 1996 roku zapisała się jako jedna z najważniejszych dat w pamięci polskich fanów króla popu. Tego dnia swoje show na warszawskim lotnisku Bemowo zagrał Michael Jackson. Artysta przyleciał do stolicy Polski dwa dni przed występem, a harmonogram jego wizyty był niezwykle napięty. Wokalista udowodnił jednak, że nie zamierza kurczowo trzymać się zaakceptowanego wcześniej planu i tuż po zameldowaniu w hotelu Marriott ruszył na podbój miasta, odwiedzając sklepy z muzyką oraz zabawkami.
Koncert Michaela Jacksona w Polsce 1996
"Król popu przybywa" - takim hasłem promowano pierwszy i - jak pokazał czas - jedyny koncert Jacksona w Polsce. Organizator wydarzenia zadbał o doskonałą oprawę, zgodną z obowiązującymi na świecie standardami. Gorzej poszło natomiast z zachowaniem zasad bezpieczeństwa. Historię wizyty Michaela Jacksona w Polsce przypominamy w najnowszym reportażu autorstwa dziennikarza muzycznego Maksymiliana Kluziewicza: "Michael Jackson w Polsce. Warszawski sen króla muzyki pop".
Chaos na koncercie Michaela Jacksona
Organizacja największego w historii polskiej branży koncertowej widowiska miała przerosnąć możliwości organizatora. Tuż po pojawieniu się na scenie Jacksona puściły bariery i kilkaset osób z dalszych sektorów naparło na tych znajdujących się z przodu. Tylko sektor VIP zachował się w całości.
W ciągu pierwszego kwadransa wyniesiono piętnaście osób, które resztę koncertu spędziły w punkcie medycznym. W sumie przedstawiciele ochrony zdrowia musieli interweniować pięćset razy. Policja zatrzymała dwóch nietrzeźwych ochroniarzy, którzy pobili policjanta, a blisko tysiąc osób przerwało słabo pilnowane ogrodzenie i wtargnęło na płytę lotniska, nie mając biletów.
Wtedy zdarzył się cud. Zobaczyliśmy jakieś zamieszanie. Okazało się, że komuś udało się przebić przez bramki, a za nim ruszyła cała masa ludzi w kierunku kolejnych stref biletowych. Mama pociągnęła mnie wtedy za kurtkę i po chwili gnaliśmy już z tłumem ku cudownemu przeznaczeniu, czując się tak, jakbyśmy odzyskiwali wolność. Przebiegliśmy przez kilka sektorów, aż w końcu, przed sektorem dziewiątym , zatrzymał nas ochroniarz i zapytał o bilety. To była prawdziwa chwila grozy – gonitwa myśli, czy zaraz nas nie wyrzucą. Mama w końcu powiedziała, że nie mamy biletów, ale zapytała, czy skoro zaszliśmy już tak daleko, może nas po prostu przepuścić dalej. Pan tylko skinął głową i otworzył przed nami bramkę. Tam się już zatrzymaliśmy. To był najcudowniejszy dzień mojego dzieciństwa. Wrył mi się w pamięć, miałem wtedy 11 lat - wspominał w komentarzu na YouTubie jeden ze szczęśliwców, którym udało się wedrzeć na teren koncertu.
Mimo wszystko warszawski koncert króla popu pokazał, że Polska jest w stanie zorganizować widowisko według zagranicznych standardów. Na przyjazd kolejnej supergwiazdy muzyki pop, która także zaprezentowała się na Bemowie, Polacy musieli jednak czekać ponad dekadę. 15 sierpnia 2009 roku w Warszawie show w tym miejscu dała królowa Madonna.