Justin Bieber udowodnił, że nieprzypadkowo posiada status legendy współczesnej popkultury. Po czterech latach nieobecności artysta powrócił na scenę jako headliner największego festiwalu muzycznego na świecie, Coachella 2026, a jego set, pełen nostalgicznych momentów, został uznany za jedno z najważniejszych wydarzeń muzycznych tego roku. Wokalista, określany niegdyś mianem "złotego dziecka YouTube’a", zabrał fanów w sentymentalną podróż przez kolejne etapy swojej kariery, prezentując m.in. archiwalne teledyski i występy bezpośrednio z YouTube’a.
Piosenki Biebera rosną na Spotify
Efekt? Wzrost zainteresowania katalogiem artysty, który w ubiegłym roku wydał dwa albumy: "SWAG" oraz "SWAG II". Obecnie utwór nagrany z Nicki Minaj, "Beauty And A Beat", znajduje się na szczycie globalnej listy Spotify, a w TOP 5 pojawiły się również "Daisies" oraz "Baby". Mimo tego sukcesu Bieber nie zarabia na odtworzeniach swoich starszych piosenek.
Justin Bieber nie zarabia na swoich hitach
Powodem jest decyzja podjęta w grudniu 2022 roku, kiedy artysta sprzedał prawa do całego swojego katalogu nagrań powstałych od debiutu do końca 2021 roku. Obecnie ich właścicielem jest zewnętrzna firma Hipgnosis Songs Capita, co oznacza, że wszelkie wpływy z odtworzeń, radia, sprzedaży czy publicznych wykonań trafiają do nowego posiadacza praw, a nie do samego Biebera. Wokalista wciąż może jednak wykonywać swoje stare utwory na żywo i jest to jak najbardziej wskazane. Fani, kupując bilety na koncerty idola, domagają się przecież ulubionych kawałków, a nie jest tajemnicą, że muzyczni idole zarabiają przede wszystkim na koncertach.