Spis treści
Tragiczny wypadek na Islandii. Martyna Wojciechowska cudem uszła z życiem
Związana ze stacją TVN od 1998 roku Martyna Wojciechowska to obecnie jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiego show-biznesu. Ukończyła studia ekonomiczne, jednak to praca dziennikarki i podróżniczki przyniosła jej największą sławę oraz rzeszę fanów – jej profil na Instagramie śledzi ponad 2,2 miliona osób. Pięćdziesięcioletnia prezenterka, która w przeszłości próbowała swoich sił w modelingu, zamiłowanie do sportów ekstremalnych przejęła po ojcu, byłym kierowcy rajdowym.
Dwie dekady temu dziennikarka pracowała nad swoim autorskim formatem "Misja Martyna", przemierzając z kamerami dziewiętnaście państw na pięciu kontynentach. Do dramatycznego w skutkach zdarzenia doszło w trakcie nagrań realizowanych na terenie Islandii. Samochód terenowy, w którym znajdowała się podróżniczka, kierowca oraz dwaj operatorzy, stracił przyczepność na trudnej drodze i dachował. Wojciechowska wspominała później, że tuż przed utratą kontroli nad pojazdem zdrzemnęła się, a po przebudzeniu zastała zupełnie inną, tragiczną rzeczywistość.
Zobacz również: Martyna Wojciechowska żegna Łukasza Litewkę. Porusząjący wpis dziennikarki
Martyna Wojciechowska o śmierci Rafała Łukaszewicza i obietnicy po latach
Najtragiczniejszy los spotkał Rafała Łukaszewicza – wieloletniego przyjaciela gwiazdy i operatora kamery, który w wyniku poniesionych obrażeń zmarł. Pozostali uczestnicy feralnej podróży, czyli kierujący autem Tomasz Holband, drugi operator Witold Szczepan oraz sama gospodyni programu, zostali natychmiast przetransportowani do placówki medycznej. Lekarze początkowo nie dawali prezenterce większych szans na odzyskanie pełnej sprawności, ponieważ zdiagnozowano u niej niezwykle poważne urazy, w tym skomplikowane złamanie kręgosłupa.
Mimo upływu ponad dwudziestu lat od tamtego mrożącego krew w żyłach popołudnia, dziennikarka wciąż pielęgnuje pamięć o zmarłym koledze. Tuż po tragedii złożyła sobie obietnicę, że zawsze będzie wspierać jego bliskich – wdowę Alicję oraz trójkę osieroconych dzieci: Julię, Jakuba i Urszulę, którzy z biegiem czasu stali się dla niej prawdziwą rodziną. Podróżniczka dba o to, by w każdą rocznicę śmierci Rafała Łukaszewicza publicznie oddać mu hołd i przypomnieć o jego wyjątkowej osobie.
Zobacz również: Martyna Wojciechowska pokazała zdjęcie sprzed 33 lat. Prawda o jej maturze zaskakuje
Obecnie gwiazda zagościła na łamach najnowszego wydania magazynu "Twój Styl", gdzie w bardzo osobistej rozmowie opowiedziała o swoich przeżyciach z okresu rekonwalescencji. Podróżniczka przyznała na łamach miesięcznika, że przez bardzo długi czas nie potrafiła pogodzić się z losem. Prezenterka walczyła z paraliżującym wręcz poczuciem winy ocalałego, zadając sobie nieustannie pytanie, dlaczego to właśnie jej bliski przyjaciel musiał zapłacić najwyższą cenę podczas tamtej wyprawy.
"Upadłam na kolana i nie wiedziałam, jak wstać. Zmagałam się z poczuciem winy, choć byłam pasażerką auta, nie ja spowodowałam wypadek, odniosłam wiele obrażeń. Ale przeżyłam i uważałam, że to z mojej strony nielojalne, nieuczciwe wobec Rafała - mówi Wojciechowska."
Gwiazda TVN szczerze o depresji. Martyna Wojciechowska celowo zadawała sobie ból
W tamtym okresie kompletnie nie umiała zidentyfikować i opanować targających nią uczuć. Tygodnie mijały, a ona odmawiała opuszczania łóżka, całkowicie tracąc chęć do normalnego funkcjonowania. Z perspektywy czasu gwiazda ocenia, że najprawdopodobniej wpadła w głęboką depresję. Dziennikarka wyjawiła, że podświadomie dążyła do sytuacji wywołujących cierpienie, traktując to jako formę kary za to, że udało jej się ocaleć, przez co skutecznie blokowała sobie drogę do jakiegokolwiek szczęścia.
"Wiem już, że wiele osób ocalałych z katastrof doświadcza podobnych uczuć, że pewnie cierpiałam na depresję. Ale wtedy nie miałam o tym pojęcia, więc postanowiłam symbolicznie przesunąć horyzont - poddać ciało, psychikę ekstremalnemu doświadczeniu. W tamtym czasie robiłam wiele rzeczy, żeby sprawić sobie ból. Nagle zakończyłam wieloletni związek, jakbym nie dawała sobie prawa do szczęścia - przyznała."
Konsekwencje wypadku wiązały się z wielomiesięcznym procesem leczenia i bolesną rehabilitacją. Ku zaskoczeniu medyków, prezenterka ostatecznie odzyskała dawną sprawność ruchową i postanowiła, że od tej pory będzie żyć podwójnie – za siebie oraz za zmarłego operatora. Zaledwie dwa lata po tragedii, w 2006 roku, zdobyła najwyższy szczyt Ziemi, Mount Everest. W wywiadzie udzielonym magazynowi "Twój Styl" stanowczo zaznaczyła, że wyczerpująca wspinaczka nie była podyktowana wyłącznie jej własnymi ambicjami sportowymi.
"Cała droga na Everest od pomysłu do zdobycia szczytu to próba zadośćuczynienia tym, których straciłam. Wyprawą w Himalaje próbowałam pokonać siebie. Jakbym nie mogła uwierzyć, że żyję, dopóki nie zrobię czegoś ekstremalnego, nie poczuję fizycznego i psychicznego bólu na granicy wytrzymałości - podsumowała."