Spis treści
W czerwcu 2025 roku izraelskie naloty zapoczątkowały konflikt, w który błyskawicznie włączyły się Stany Zjednoczone. W ramach operacji "Midnight Hammer" Pentagon wykorzystał najcięższe konwencjonalne bomby penetrujące do zniszczenia kluczowych instalacji w Fordow, Natanz i Isfahanie. Choć administracja Donalda Trumpa ogłosiła wówczas "trwałą neutralizację" irańskiego programu atomowego, a zawieszenie broni podpisano błyskawicznie, spokój w regionie okazał się iluzoryczny.
Mimo utraty laboratoriów, części wirówek i infrastruktury dowodzenia, Teheran nie zrezygnował ze swoich ambicji. Już jesienią ubiegłego roku wywiad satelitarny odnotował wzmożone prace budowlane, które w pierwszych miesiącach 2026 roku jeszcze przybrały na sile. Zdjęcia wskazują jednoznacznie: Irańczycy nie tylko naprawiają szkody, ale rozbudowują i utwardzają podziemne kompleksy, przygotowując się na nieuchronną powtórkę starcia.
Waszyngton mobilizuje siły, Trump stawia warunki
Koncentracja sił amerykańskich na Bliskim Wschodzie przybrała rozmiary niespotykane od lat. W regionie operują grupy uderzeniowe lotniskowców USS Abraham Lincoln i USS Gerald R. Ford, wspierane przez setki samolotów, okręty podwodne i niszczyciele. Potencjał ten, w połączeniu z lotnictwem Izraela, pozwala na prowadzenie wielotygodniowej kampanii. Równolegle trwa ewakuacja personelu cywilnego do Europy i USA, co choć jest procedurą standardową, w obecnym kontekście politycznym sugeruje nieuchronność działań zbrojnych.
W cieniu militarnych przygotowań toczą się rozmowy w Genewie, które jednak nie przynoszą przełomu. Według doniesień "Wall Street Journal" z 19 lutego, Donald Trump rozważa różne scenariusze: od ograniczonego uderzenia wymuszającego nowe porozumienie nuklearne, po szeroką kampanię celującą w zmianę reżimu. Źródła dziennika twierdzą, że prezydent nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji, a doradcy ostrzegają przed ryzykiem wciągnięcia USA w dłuższą wojnę regionalną. Jeśli rozkaz padnie, pierwsze rakiety mogą wystartować w ciągu kilku dni.
Warunek Waszyngtonu jest jasny: koniec wzbogacania uranu albo szeroko zakrojona operacja militarna. Prezydent USA zapowiedział podjęcie decyzji w ciągu maksymalnie dwóch tygodni.
"Zawrzemy porozumienie lub je osiągniemy w ten albo inny sposób" – oznajmił Donald Trump.
Media są jednak sceptyczne co do pokojowego rozwiązania. Portal Axios donosi o rosnącym prawdopodobieństwie ataku na dużą skalę, a Izrael już przygotowuje się na wybuch otwartej wojny. Jeden z doradców prezydenta USA ocenił szanse na konflikt na 90 procent.
Potencjał militarny Teheranu i jego słabe punkty
Ubiegłoroczna wojna nadwyrężyła irański system obronny znacznie bardziej, niż przyznaje oficjalna propaganda. Zniszczeniu uległo wiele wyrzutni, a sankcje na podzespoły elektroniczne skutecznie hamują odbudowę arsenału rakietowego dalekiego zasięgu. Zachodni analitycy szacują, że zapasy pocisków przeciwokrętowych i przeciwlotniczych wynoszą zaledwie połowę stanu sprzed czerwca 2025 roku.
Słabość dotknęła także sojuszników Teheranu. Hezbollah, po ciężkich walkach z Izraelem, koncentruje się na odbudowie struktur i nie jest gotowy na otwarcie drugiego frontu. Jemeńscy Huti borykają się z brakami paliwa i części, a szyickie milicje w Iraku i Syrii są zbyt podzielone, by stanowić realne zagrożenie dla amerykańskich baz. Tzw. "oś oporu" jest cieniem samej siebie sprzed dwóch lat.
Mimo to Iran wciąż dysponuje tysiącami rakiet i dronów. Największym koszmarem US Navy pozostaje taktyka "roju", czyli jednoczesny atak dziesiątek małych jednostek i dronów kamikadze na lotniskowiec. Choć taki scenariusz jest trudny do zrealizowania, ewentualne uszkodzenie lub zatopienie amerykańskiego okrętu wymusiłoby na Waszyngtonie drastyczną eskalację.
Realnym zagrożeniem pozostaje próba zablokowania Cieśniny Ormuz, przez którą przepływa znaczna część światowego eksportu ropy i LNG. Nawet krótkotrwałe zaminowanie tego szlaku wywołałoby panikę na giełdach. Jest to jednak broń obosieczna – taki ruch byłby aktem desperacji, który mógłby przynieść reżimowi więcej szkód niż korzyści.
Największym wrogiem ajatollahów jest jednak sytuacja wewnętrzna. Przy inflacji sięgającej 50 procent i upadku waluty, społeczeństwo jest zmęczone i wściekłe. Wielu Irańczyków obwinia władze za klęskę w starciu z Izraelem. Ta niestabilność społeczna jest postrzegana przez Amerykanów jako idealny moment na uderzenie. Choć reżim brutalnie tłumi protesty, robi to coraz większym kosztem politycznym.
Rosja i Chiny: sojusznicy tylko na papierze?
W obliczu zagrożenia Teheran zacieśnia więzy z Moskwą i Pekinem, czego dowodem są manewry morskie "Pas Bezpieczeństwa Morskiego 2026". Jednak na realną pomoc militarną nie ma co liczyć. Ubiegły rok pokazał, że mocarstwa te są bezradne nawet na polu dyplomatycznym. Rosja uwikłana w wojnę na Ukrainie nie ma zasobów, a Chiny nie zaryzykują otwartego konfliktu z USA dla ratowania irańskich sojuszników.
Scenariusze ataku i przyszłość reżimu
Eksperci przewidują, że najbardziej prawdopodobna jest kilkutygodniowa kampania powietrzno-morska. Chirurgiczne uderzenia miałyby zniszczyć infrastrukturę nuklearną i centra dowodzenia. Nikt nie zakłada inwazji lądowej – koszty i ryzyko powtórki z Afganistanu są zbyt duże. Celem nie jest instalacja demokracji, co raczej doprowadzenie do chaosu osłabiającego potencjał militarny przeciwnika.
BBC sugeruje "model wenezuelski": uderzenie ma zmusić rząd do zmiany polityki, a nie go obalić. Paradoksalnie, ograniczony atak może skonsolidować społeczeństwo wokół władzy. Szanse na przetrwanie reżimu ocenia się wysoko, nawet na 95 proc. Możliwa jest jednak ewolucja systemu – upadek teokracji na rzecz brutalnej dyktatury wojskowej Korpusu Strażników Rewolucji, która mogłaby próbować ratować gospodarkę kosztem swobód politycznych.
Decydujące będą najbliższe dni. Albo Teheran złoży ofertę negocjacyjną pozwalającą Trumpowi ogłosić sukces, albo maszyna wojenna ruszy. Choć nikt w regionie nie chce wojny, polityczna dynamika i upływający czas sprawiają, że margines błędu skurczył się niemal do zera.