Prezes PKOl odniósł się do kłopotów z nagrodami, które pierwotnie wypłacono w wirtualnej walucie Zondacrypto. Kiedy cyfrowe aktywa drastycznie straciły na wartości, zapadła decyzja o przekazaniu zawodnikom wyrównania w tradycyjnej gotówce. Całą operację sfinansowano z funduszy pozyskanych od prywatnych przedsiębiorstw.
– Dziś dzięki prywatnym sponsorom wypłaciliśmy wszystkie zaległe nagrody dla medalistów olimpijskich – poinformował Piesiewicz.
Jak zapewnił szef Polskiego Komitetu Olimpijskiego, należne środki zostały zaksięgowane u sportowców oraz ich szkoleniowców w poniedziałkowy poranek. Działacz wykorzystał również swoje wystąpienie, aby wyrazić głęboką wdzięczność za wyrozumiałość okazaną przez poszkodowanych w tym trudnym i stresującym czasie.
– Dzisiaj rano te pieniądze przelane zostały na konta naszych sportowców i trenerów. Polski Komitet Olimpijski wypłacił wszystko od A do Z. Tu chciałem bardzo serdecznie podziękować Władkowi, Pawłowi Wąskowi i dwóm trenerom. Ta rozmowa z nimi i ich zrozumienie było niesamowite – mówił.
W trakcie wymieniania zasłużonych postaci sternik polskiego sportu nie wspomniał jednak w ogóle o Kacprze Tomasiaku. Brak tego nazwiska dziwi o tyle, że utalentowany skoczek narciarski przywiózł z włoskiej imprezy aż trzy krążki: dwa ze srebra i jeden z brązu, stając się absolutnym bohaterem reprezentacji.
Zaległe nagrody PKOl dla Kacpra Tomasiaka i Pawła Wąska
Warto przypomnieć, że Paweł Wąsek stanął na drugim stopniu podium właśnie w duecie z Kacprem Tomasiakiem podczas rywalizacji drużynowej na skoczni. Z kolei Władimir Siemirunnij wywalczył srebrny medal na dystansie 10 000 metrów, imponując formą w zmaganiach panczenistów.
Jeszcze przed startem zimowych igrzysk działacze ogłosili oficjalny taryfikator premii dla medalistów. Zdobycie wicemistrzostwa wyceniono na 400 tysięcy złotych w gotówce oraz 200 tysięcy złotych w postaci tokenów, a dodatkowo oferowano voucher wakacyjny, pamiątkowy obraz oraz biżuterię o wartości nieprzekraczającej 2000 złotych. Zawodnicy z trzecim wynikiem na podium mogli liczyć na 300 tysięcy złotych bezpośredniego przelewu, 150 tysięcy w kryptowalucie oraz podobne nagrody rzeczowe, przy czym limit cenowy biżuterii wynosił 1500 złotych.
Zgodnie z tymi wyliczeniami to właśnie Kacper Tomasiak miał zgarnąć najpotężniejszą sumę, przekraczającą barierę miliona złotych za dwa wicemistrzostwa (w tym jedno wywalczone w parach z Wąskiem) oraz indywidualny brąz. Radosław Piesiewicz ostatecznie uspokoił kibiców za pośrednictwem mediów społecznościowych, gdzie oficjalnie potwierdził uregulowanie milionowych należności wobec utytułowanego skoczka oraz wszystkich uprawnionych kadrowiczów.