Spis treści
- Osiem dni wspólnych działań militarnych Waszyngtonu i Tel Awiwu pod kryptonimami „Roaring Lion” i „Epic Fury” wystarczyło do zneutralizowania niemal 75 procent strategicznych wyrzutni rakietowych Teheranu.
- Siły izraelskie skupiły swoje uderzenia na zachodnich terenach państwa, likwidując obronę przeciwlotniczą i sprzęt dalekiego zasięgu, natomiast armia amerykańska operowała na południu, niszcząc cele zagrażające instalacjom USA oraz krajom Zatoki Perskiej.
- Statystyki pokazują drastyczny spadek siły ognia, ponieważ liczba odpalanych pocisków balistycznych zmalała o 86 procent, a naloty z użyciem bezzałogowców spadły o 73 procent w zestawieniu z początkiem konfliktu.
- Gigantyczne straty sprzętowe wymuszają na irańskich władzach zmianę podejścia, co najpewniej zaowocuje częstszym wykorzystaniem dronów oraz wsparciem bojowników z organizacji takich jak Huti czy Hezbollah w atakach na sojuszników Tel Awiwu.
Raporty wywiadowcze i doniesienia izraelskiej telewizji Kan potwierdzają gigantyczną degradację potencjału Teheranu. Przed startem połączonej ofensywy irańska armia posiadała od 400 do 420 mobilnych wyrzutni. Obecne analizy dowodzą, że operacyjnych pozostało około stu instalacji, co oznacza eliminację 75 procent sprzętu.
Gromadzone dane ujawniają dokładny bilans sojuszniczych uderzeń. Precyzyjne naloty doprowadziły do fizycznej likwidacji około 150 wyrzutni. Kolejne 150 do 180 systemów uległo uszkodzeniom, wykluczającym je z natychmiastowego użytku. Pozostały sprzęt częściowo ukryto w podziemnych schronach, co skutecznie blokuje jego szybkie rozmieszczenie na pozycjach bojowych.
Eksperci militarni zaznaczają, że to nie braki w zapasach samych pocisków, lecz ogromny deficyt operacyjnych wyrzutni stał się największym słabym punktem i wąskim gardłem ofensywy Teheranu.
Działania zbrojne trwają nieprzerwanie mimo zadanych już ciosów, a ich nadrzędnym zamierzeniem jest ciągła degradacja potencjału balistycznego wroga. Trwająca ósmy dzień kampania wykracza daleko poza niszczenie samych wyrzutni, obejmując swoimi celami również rozległą infrastrukturę wojskową oraz obiekty powiązane bezpośrednio z reżimem.
Polecany artykuł:
USA i Izrael dzielą strefy. Taktyka sojuszników w Iranie
Skuteczność prowadzonych ataków to zasługa doskonałej współpracy Sił Obronnych Izraela (IDF) oraz armii amerykańskiej, które precyzyjnie podzieliły między siebie teren działań. Wojska izraelskie uderzają głównie na zachodzie Iranu, skąd wystrzeliwane są pociski dalekiego zasięgu wycelowane w ich terytorium. Gen. bryg. Efi Deffrin z IDF zaznaczył, że ofensywę rozpoczęto od rozbicia obrony przeciwlotniczej oraz zabicia dowódców, a następnie skupiono się na systemach rakietowych i kluczowych centrach dowodzenia.
Z kolei amerykańskie jednostki skoncentrowały swoje wysiłki na południowych regionach, likwidując bazy zagrażające sojusznikom z Zatoki Perskiej oraz własnym obiektom wojskowym. Gen. Dan Caine, Przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów, poinformował, że wybrana taktyka zapewniła całkowitą dominację w powietrzu nad wybrzeżem, co pozwala armii USA na przeprowadzanie niezwykle precyzyjnych uderzeń.
Mniej pocisków z Iranu. Armia USA liczy straty Teheranu
Wyniki tej operacji najlepiej odzwierciedlają konkretne statystyki. 4 marca gen. Dan Caine przekazał, że intensywność irańskiego ostrzału balistycznego zmalała o 86 procent w zestawieniu z pierwszym dniem wojny, a miniona doba przyniosła kolejny spadek o 23 procent. Jeszcze niedawno reżim potrafił wypuścić ponad sto rakiet jednocześnie, podczas gdy obecnie pojedyncza salwa to zaledwie kilkanaście sztuk.
Zestawienie przygotowane przez Jewish Institute for National Security of America (JINSA) udowadnia błyskawiczne słabnięcie sił wroga. Eksperci porównali obecną sytuację z tak zwaną wojną 12-dniową z czerwca 2025 roku.
- Uderzenia na Izrael podczas operacji „Rising Lion” wynosiły kolejno: 73 pociski pierwszego dnia, 200 drugiego, 105 trzeciego, 68 czwartego i 37 piątego dnia walk.
- Obecny konflikt („Epic Fury” / „Roaring Lion”) to uderzenia na Izrael rzędu: 57, 57, 28, 20 oraz zaledwie 9 rakiet w kolejnych dniach.
- Łączny ostrzał wymierzony we wszystkie możliwe cele podczas trwającej wojny topniał równie szybko: od 428 rakiet w pierwszym dniu, przez 170, 186 i 108, aż do 42 sztuk w dniu piątym.
Sumaryczna liczba wystrzeliwanych pocisków balistycznych stopniała o niemal 90 procent od początku wojny, w tym o 88 procent w stosunku do celów izraelskich. Równocześnie częstotliwość wypuszczania bojowych dronów spadła o dokładnie 73 procent.
Szacunki wywiadowcze oraz dane JINSA obrazują stan zapasów zbrojeniowych na 7 marca.
- Wyrzutnie: z początkowych 400-420 zostało około 100, przy czym prognozy na 7 marca mówiły o zaledwie 70 operacyjnych sztukach, co daje straty rzędu 75-82 procent.
- Rakiety średniego zasięgu (MRBM): z 2000 sztuk przetrwało od 868 do 1060, a przewidywania na 7 marca zakładały spadek do zaledwie 40-340 rakiet.
- Pociski krótkiego zasięgu (SRBM): z puli 6000-8000 ocalało od 3830 do 6140 sztuk, natomiast szacunki na 7 marca celowały w przedział 2620-5120 pocisków.
Ubytki w arsenale rakiet średniego zasięgu są dla Teheranu wyjątkowo bolesne, ponieważ planowano je wykorzystać bezpośrednio przeciwko Izraelowi, a w ich miejsce nie można użyć broni krótkiego zasięgu. Pełne panowanie USA i Tel Awiwu w powietrzu dodatkowo paraliżuje proces przygotowania maszyn do strzału.
Zlikwidowanie ogromnej liczby systemów startowych zmusiło władze do zaprzestania masowych ostrzałów na rzecz pojedynczych, rzadszych akcji uderzeniowych. Każde odpalenie rakiety demaskuje pozycję cennego sprzętu, ułatwiając jego szybkie zniszczenie przez wroga. Władze muszą teraz zdecydować, czy ryzykować ostateczne wykrwawienie zapasów, czy wstrzymać ogień i całkowicie stracić realny wpływ na losy trwającej wojny.
Polecany artykuł:
Bezzałogowce zamiast rakiet. Hezbollah pomoże Teheranowi?
Wszystko wskazuje na to, że intensywność irańskich ataków będzie stale maleć z powodu bezpowrotnej utraty maszyn oraz pocisków. Teheran odszedł już od zmasowanych nalotów na rzecz pojedynczych strzałów w rozproszonych falach, a nieustanne działania amerykańskich i izraelskich wojsk będą sukcesywnie dusić dzienną aktywność bojową reżimu.
Zgodnie z analizami Jewish Institute for National Security of America, w przeciągu najbliższych dni lub tygodni Teheran zostanie całkowicie pozbawiony możliwości ciągłego ostrzeliwania Izraela z użyciem rakiet balistycznych. Ocalały sprzęt posłuży jedynie do sporadycznych prowokacji w rejonie Zatoki Perskiej, aby wywołać polityczną presję i zmusić państwa ościenne do naciskania na Waszyngton w sprawie wstrzymania działań zbrojnych.
Nawet jeśli irańskie wojska zdołają prowadzić chwilowe, uciążliwe operacje wokół Zatoki Perskiej, każdy wystrzelona rakieta odkrywa pozycje przed siłami USA oraz Izraela. Zlokalizowanie i zbombardowanie ujawnionych celów napędza błyskawiczne wyczerpywanie się kurczącej się floty wyrzutni.
W związku z drastycznym załamaniem się tradycyjnego potencjału rakietowego, analitycy wojskowi spodziewają się zmiany taktyki przez Teheran. Reżim najpewniej przestawi się na działania o charakterze asymetrycznym, opierając swoją siłę na dwóch kluczowych filarach.
Pierwszym narzędziem stają się zmasowane operacje z wykorzystaniem dronów. Bezzałogowe aparaty latające, takie jak sprawdzony bojowo Shahed-136, nie potrzebują skomplikowanych platform startowych, co czyni je perfekcyjnym zastępstwem dla brakujących rakiet balistycznych. Maszyny te stanowią permanentne zagrożenie dla infrastruktury energetycznej, kompleksów portowych oraz amerykańskich baz wojskowych. Prawdopodobnie Teheran zintegruje rzadsze wystrzały balistyczne z ogromnymi rojami bezzałogowców, co pozwoli wykreować iluzję dużej aktywności uderzeniowej, maskując potężne braki sprzętowe.
Drugą metodą będzie znacząca aktywizacja sprzymierzonych sił zbrojnych w całym regionie. Władze postawią na silniejsze zaangażowanie wspieranych ugrupowań, takich jak jemeńscy rebelianci Huti czy libański Hezbollah, które dysponują dużym zapasem własnych pocisków i dronów. Taki ruch umożliwi naciskanie na Izrael z wielu różnych stron jednocześnie, co poważnie skomplikuje układ sił na froncie i zmusi oponentów do niebezpiecznego rozproszenia systemów obronnych.
W niedzielę 8 marca na antenie państwowej telewizji rzecznik Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, Ali Mohammad Naini, ogłosił, że przy obecnym tempie walk Iran może kontynuować wojnę ze Stanami Zjednoczonymi i Izraelem przez minimum pół roku.
"Siły zbrojne Islamskiej Republiki Iranu są w stanie kontynuować intensywną wojnę przez co najmniej sześć miesięcy przy obecnym tempie operacji" – powiedział w telewizji państwowej Alimohammad Naini.
Wojskowy wystosował również groźbę pod adresem koalicji.
"W najbliższych dniach przeprowadzone zostaną ataki nowego typu przy użyciu zaawansowanych i rzadziej stosowanych pocisków dalekiego zasięgu. Wróg powinien spodziewać się bardziej bolesnych i precyzyjnych ataków" – ostrzegł.
Mimo stanowczych zapowiedzi o chęci prowadzenia długiego konfliktu, władze z Teheranu znalazły się w dramatycznym położeniu. Błyskawiczne zdziesiątkowanie arsenału balistycznego, który przez dekady służył jako potężny straszak wojskowy, zrujnowało dotychczasową strategię państwa i trwale przebudowało zdolnoci odwetowe Iranu.