Rosyjski dron zabił całą rodzinę w Bohoduchowie w obwodzie charkowskim. Trójka dzieci i ich ojciec nie żyją
Tragiczne doniesienia z Ukrainy! Rosyjski dron zabił całą rodzinę w Bohoduchowie w obwodzie charkowskim. To niewielkie miasto liczące około 15 tysięcy mieszkańców, położone około 20 kilometrów od granicy ukraińsko-rosyjskiej. Spod gruzów prywatnego domu ratownicy wydobyli ciała trojga małych dzieci i ich ojca. Przy życiu pozostała jedynie ciężarna matka. To już druga tragedia w tym mieście w ciągu tygodnia. Minionej nocy rosyjskie wojska po raz kolejny zaatakowały miasto Bohoduchów. Drony uderzyły w prywatne domy. Spod gruzów jednego z nich ratownicy wydobyli ciała czterech osób — trojga dzieci i dorosłego mężczyzny. Jak później poinformowano, zginęło dwóch rocznych chłopców oraz dwuletnia dziewczynka. Zginął również 34-letni mężczyzna — ojciec dzieci. Z całej rodziny uratować udało się jedynie matkę, która jest w 35. tygodniu ciąży. „Ratownikom udało się ocalić matkę dzieci. Kobieta doznała obrażeń od wybuchu, urazu czaszkowo-mózgowego, urazu akustyczno-barotraumatycznego oraz oparzeń termicznych” — podano w komunikacie.
Według lokalnej policji w prywatny dom uderzył najprawdopodobniej bezzałogowy statek powietrzny typu „Gierań-2”. Rodzina mieszkała w Bohoduchowie zaledwie od kilku dni — ewakuowała się ze Złoczowa, również położonego w obwodzie charkowskim, który stale znajduje się pod rosyjskim ostrzałem. To już drugi ostrzał Bohoduchowa w tym tygodniu, w wyniku którego zginęło dziecko. W nocy z 8 na 9 lutego rosyjskie wojska również zaatakowały prywatne zabudowania. Jeden z pocisków całkowicie zniszczył dom mieszkalny. Na miejscu wybuchł pożar, który ugasili ratownicy. Spod gruzów wydobyto ciała kobiety oraz jej 10-letniego syna, Mychajła. Mychajło był najmłodszym dzieckiem w wielodzietnej rodzinie, uczęszczał do czwartej klasy. Jego wychowawczyni w rozmowie z „Suspilne” wspomina chłopca jako jasne i dobre dziecko.
"To było pogodne, dobre dziecko, które kochało życie i chciało, aby wojna jak najszybciej się skończyła"
„W rodzinie były starsze dzieci - dwie dorosłe córki i syn Kostiantyn. A Misza był najmłodszy. To było pogodne, dobre dziecko, które kochało życie i chciało, aby wojna jak najszybciej się skończyła” - powiedziała nauczycielka. Jak dodała, chłopiec bardzo chciał wrócić do szkoły, spotkać się z kolegami i znów usiąść w ławce, ponieważ z powodu wojny nauka odbywała się zdalnie. Ciepło o rodzinie wypowiadają się także mieszkańcy miasta. „Rodzina skromna, pracowita, uczciwa. W domu zawsze było czysto i schludnie. Chłopiec był pogodny, nie było zastrzeżeń do jego nauki, mama interesowała się jego postępami” - powiedziała „MediaPortowi” dyrektorka szkoły Tamara Jemelianenko. Jak podkreśliła, między matką a synem istniała bardzo bliska więź.
Redaktor naczelny lokalnych gazet Wasyl Mirosznyk zaznacza, że Bohoduchów przez długi czas uchodził za stosunkowo bezpieczny, zwłaszcza w porównaniu z przygraniczną wspólnotą Złoczowską. Jednak w ostatnich tygodniach rosyjskie ataki na miasto nasiliły się. „Bohoduchów był stosunkowo spokojnym terenem. Od 2022 roku zginęły tu dwie kobiety w wyniku ran odłamkowych. Były też celowe uderzenia - pociski manewrujące trafiły w zakład ‘MK Mięsny’, gdzie podczas nocnej zmiany zginęło trzech pracowników. Ale czegoś takiego jak tej nocy w Bohoduchowie jeszcze nie było. Uderzono w dzielnicę, gdzie nie ma żadnych obiektów wojskowych. Miasto jest w szoku - takiego okrucieństwa jeszcze tu nie widziano” - powiedział Mirosznyk.