Właściciel baru w Crans-Montanie wyszedł z aresztu za kaucją, choć w pożarze lokalu zginęło 41 osób
Aż trudno w to uwierzyć! Właściciel szwajcarskiego baru Le Constellation w Crans-Montana, gdzie w sylwestrowym pożarze zginęło 41 osób, jest na wolności. 49-letni Jacques Moretti i jego 40-letnia żona Jessica Moretti bynajmniej nie siedzą w areszcie, choć prokuratura postawiła im zarzuty nieumyślnego spowodowania śmierci, nieumyślnego spowodowania obrażeń ciała i nieumyślnego podpalenia. Sąd w szwajcarskim mieście Sion uznał, że to nie jest konieczne, a przecież rozmiar tragedii był naprawdę wyjątkowy. Zapadła decyzja o zwolnieniu z aresztu za kaucją w wysokości 200 tysięcy franków szwajcarskich Jacquesa Morettiego. Jego żona Jessica przebywa w areszcie domowym. Oboje są obywatelami Francji. Sprawa zbulwersowała m.in. włoskie władze, jako że zginęło sześcioro włoskich nastolatków, a 14 ze 116 rannych to także Włosi. Premier Włoch Giorgia Meloni i szef MSZ Antonio Tajani polecili ambasadorowi w Szwajcarii, by przekazał prokuraturze w kantonie Valais wyrazy oburzenia. Tymczasem liczba ofiar wzrosła, w szpitalu zmarł ranny w pożarze nastolatek, 41. zabity przez płomienie w barze.
W komunikacie włoskich władz stwierdzono, że decyzja o zwolnieniu mężczyzny za kaucją zapadła mimo „nadzwyczaj poważnej wagi przestępstwa, o które jest on podejrzany, ciężkiej odpowiedzialności, jaka na nim ciąży, stałej obawy ucieczki i ewidentnego ryzyka dalszego fałszowania dowodów przeciwko niemu Decyzja ta stanowi poważną zniewagę i dalszą ranę zadaną rodzinom ofiar tragedii w Crans-Montanie i tych, którzy dalej są hospitalizowani. Całe Włochy proszą głośno o prawdę i sprawiedliwości oraz apelują o to, by po tej tragedii zostały podjęte kroki nacechowane szacunkiem, które w pełni wezmą pod uwagę cierpienie i oczekiwania rodzin” - piszą przedstawiciele rządu w Rzymie.
Dwie kobiety z Polski zostały ranne w wielkim pożarze, który wybuchł w Szwajcarii w sylwestrową noc
W Szwajcarii w sylwestrową noc wybuchł wielki pożar. Podczas imprezy sylwestrowej w barze La Constellation w kurorcie narciarskim Crans-Montana zapalił się sufit podczas zabawy fajerwerkami - kelnerzy trzymali w uniesionych rękach butelki po szampanie ze sztucznymi ogniami. Zginęło 41 osób, 119 zostało rannych. Ofiary to przede wszystkim Szwajcarzy, ale nie tylko. Także m.in. dwie kobiety z Polski, które zostały ranne. Zginęło 21 obywateli Szwajcarii, dziewięciu obywateli Francji, sześcioro Włochów, Belg, Portugalczyk, Rumun i obywatel Turcji. Najmłodsza z ofiar miała tylko 14, a najstarsza 39. Liczba zabitych może niestety wzrosnąć, bo stan wielu spośród 119 poszkodowanych jest ciężki lub bardzo ciężki. Wiele osób ma bardzo poważne poparzenia. Mnożą się doniesienia o tym, że bezpieczeństwo pożarowe feralnego baru było na bardzo niskim poziomie. Sufit, od którego zaczął się pożar, gdy dotknięto go sztucznymi ogniami w butelce po szampanie, zrobiono z niebezpiecznego, łatwopalnego materiału, a schody, którymi imprezowicze usiłowali wydostać się z podziemnej, płonącej części lokalu, po przebudowie były wyjątkowo wąskie. Prokuratura postawiła właścicielom baru, parze z Francji, zarzuty nieumyślnego spowodowania śmierci, nieumyślnego spowodowania obrażeń ciała i nieumyślnego podpalenia.