Niemieckie pociągi gorsze niż PKP? Rząd bierze się za premie w Deutsche Bahn

Pasażerowie PKP często narzekają na opóźnienia, jednak za naszą zachodnią granicą sytuacja wygląda jeszcze gorzej. W Niemczech spóźnienia i nagłe odwoływania kursów to smutna norma, a podróż pociągiem to gra w ruletkę. Deutsche Bahn, przyciśnięte przez rząd, szykuje poważne zmiany. Odpowiedzialni za ten bałagan wreszcie mają poczuć konsekwencje w swoich portfelach.

Opóźnienia, skrócone trasy i odwołane pociągi. Niemcy mają dość

Od wielu miesięcy podróżni w Niemczech narzekają na fatalny stan kolei. Pociągi łapią gigantyczne, kilkudziesięciominutowe opóźnienia, trasy są nagle skracane, a część składów w ogóle nie wyjeżdża na tory. Lokalne media relacjonują historie pasażerów koczujących na peronach bez żadnych informacji. Słynne komunikaty o „technischen Störungen” (usterkach technicznych) spowszedniały tak bardzo, że nie robią już na nikim wrażenia. W wielu niemieckich landach podróżowanie koleją zamieniło się w niezwykle irytujące wyzwanie.

Nowy minister transportu na celowniku stawia premie w Deutsche Bahn

Steffen Bilger, nowy szef niemieckiego resortu transportu z ramienia CDU, zapowiada radykalne kroki. Wynagrodzenia kadry zarządzającej Deutsche Bahn mają być uzależnione od punktualności pociągów. Z doniesień „Der Standard” wynika, że minister domaga się automatycznego cięcia premii w przypadku braku poprawy w rozkładzie jazdy.

W pierwszym półroczu tylko 60 proc. dalekobieżnych pociągów dotarło do celu o czasie, a w okresie letnim statystyki były jeszcze bardziej zatrważające. Bilger nie kryje, że stuprocentowa punktualność jest mrzonką, ale postawił twardy cel: osiągnięcie 70 proc. do 2029 roku.

- Dotychczasowe wyniki są całkowicie nieakceptowalne - podkreśla minister.

„Der Spiegel” o absurdach systemu premiowego w Deutsche Bahn

Jak zauważa „Der Spiegel”, do tej pory zasady przyznawania nagród finansowych były absurdalnie wręcz łagodne. Dziennikarze śledczy ustalili, że menedżerowie zgarniali pierwsze bonusy już przy skuteczności na poziomie 65 proc., a przekroczenie progu 70 proc. gwarantowało im premię w wysokości 150 proc. bazy.

To właśnie dlatego osoby kierujące niemiecką koleją nie odczuwały żadnych osobistych konsekwencji gigantycznych utrudnień, z jakimi na co dzień zmagali się wściekli pasażerowie.

Politycy i organizacje konsumenckie wspierają plan naprawczy

Propozycja ministra Bilgera zyskała aprobatę w różnych środowiskach politycznych. Eksperci, a także przedstawiciele SPD i Zielonych są zgodni, że to koniec ery wypłacania nagród za ignorowanie problemów z rozkładem jazdy. Przedstawicielka SPD, Isabell Cademartori, zaznacza wprost, że pasażerowie domagają się sprawnego transportu.

W sprawę włączył się również Fahrgastverband Pro Bahn. Karl-Peter Naumann, reprezentujący tę instytucję, zauważa, że niemiecki rząd nie może poprzestać na wywieraniu presji na zarząd przewoźnika, ale musi też solidnie sfinansować modernizację samej infrastruktury.

Warto dodać, że Fahrgastverband Pro Bahn to niemieckie stowarzyszenie, które działa jako niezależny obserwator i rzecznik praw podróżnych. Organizacja od lat patrzy na ręce decydentom z Deutsche Bahn, naświetla absurdy i walczy o standardy podróżowania.

- Ludzie oczekują, że kolej będzie wreszcie niezawodna - mówi Isabell Cademartori.

Szwajcarski model punktualności i szokujące praktyki ratowania premii

Fahrgastverband Pro Bahn idzie jednak o krok dalej i proponuje rewolucję w samym zliczaniu spóźnień. Chcą, aby Niemcy wzorowali się na Szwajcarii, gdzie opóźnienie pociągu odnotowuje się już po 3, a nie po 6 minutach, jak ma to miejsce w Niemczech. Do opinii publicznej trafiły też szokujące informacje od ekspertów: okazuje się, że dyspozytorzy celowo „wypuszczali” wybrane stacje na trasie. Robiono to po to, by pociąg mógł nadrobić stracony czas przed dotarciem do stacji końcowej, a tym samym menedżerowie mogli wypisać sobie pokaźne bonusy za „punktualność”.

Koszmarna trasa Hamburg-Berlin utonęła w remontach

Jak donosi „Der Spiegel”, na ważnej z punktu widzenia pasażerów trasie między Hamburgiem a Berlinem statystyki są wręcz dramatyczne – jedynie 25,8 proc. składów dociera na miejsce punktualnie. Winą za ten stan rzeczy obarcza się trwające w nieskończoność modernizacje. Chociaż główne fazy remontów dawno się zakończyły, to wciąż prowadzone tam „drobne poprawki” generują gigantyczne zatory na torach.

Czy reformy uratują wizerunek Deutsche Bahn?

Mimo potężnych zastrzyków gotówki z budżetu państwa przeznaczanych na modernizację infrastruktury, poprawa jakości usług Deutsche Bahn jest niezauważalna. Minister Bilger zdaje sobie sprawę z trudnej sytuacji i uprzedza, że cudów z dnia na dzień nie będzie, a naprawa kolei zajmie wiele lat. Niemniej to właśnie teraz szefostwo DB po raz pierwszy w historii może stracić setki tysięcy euro z własnej kieszeni za opóźnienia składów.

Pytanie, czy ten radykalny krok wystarczy, aby zniwelować złą sławę narodowego przewoźnika. Jedno nie ulega wątpliwości: punktualność ma wreszcie szansę przełożyć się na faktyczne kwoty na kontach menedżerów DB, a nie być tylko sloganem na plakatach reklamowych.

Czy dobrze znasz slang kolejowy?
Pytanie 1 z 10
"Badyle" to określenie:
Koszmarny dworzec tuż przy granicy z Polską