Spis treści
Chaos organizacyjny i natychmiastowe wezwania do armii na Białorusi
W połowie lutego u naszego wschodniego sąsiada rozpoczęła się zakrojona na szeroką skalę akcja wojska. Z doniesień mediów oraz wpisów w sieci wynika, że białoruskie służby działają w ogromnym pośpiechu, wręczając dokumenty nakazujące stawiennictwo na ćwiczenia w trybie natychmiastowym. Zdarza się, że rezerwiści muszą zameldować się w jednostce tego samego dnia lub nazajutrz. W punktach zbiórek panuje dezorganizacja, a tłumy oczekują na decyzje dowódców od rana do późnych godzin nocnych. Zgłaszane dolegliwości zdrowotne są często bagatelizowane przez personel wojskowy.
Przepisy a rzeczywistość mobilizacyjna
Sposób prowadzenia naboru budzi poważne wątpliwości prawne, ponieważ lokalne przepisy wymagają dostarczenia wezwania z co najmniej siedmiodniowym wyprzedzeniem. Kontrowersje wywołuje także podejście do ojców wychowujących małe dzieci. Mimo że ustawa teoretycznie chroni mężczyzn posiadających trójkę lub więcej nieletnich potomków, w praktyce wielu z nich trafia na listy mobilizacyjne. Komendy uzupełnień przyznają wprost, że krótki czas reakcji jest celowy, a sytuacja rodzinna nie gwarantuje automatycznego zwolnienia ze służby, co spotyka się z ostrą krytyką społeczną.
Nagła aktywność wojskowa jest oficjalnie tłumaczona decyzją dyktatora z 16 stycznia o konieczności weryfikacji rzeczywistego potencjału sił zbrojnych. Alaksandr Łukaszenka zapowiedział, że sprawdzian gotowości bojowej potrwa aż do wiosny, a mieszkańcy obawiają się rozszerzenia działań na kolejne miasta. Z kolei szef resortu obrony Wiktar Chrenin precyzuje, że armia testuje nowoczesne metody walki. W ramach manewrów żołnierze mają szkolić się z wykorzystania bezzałogowców oraz systemów walki elektronicznej w działaniach ofensywnych i obronnych.