Tradycyjne starcie na cytrusy, odbywające się we Włoszech na pożegnanie karnawału, zakończyło się interwencją służb medycznych. Lokalne media informują, że podczas poniedziałkowej zabawy ucierpiało aż 141 uczestników. Choć brzmi to groźnie, doniesienia prasowe uspokajają w kwestii bezpośredniego zagrożenia życia.
"Spośród osób z obrażeniami i kontuzjami żadna nie jest w poważnym stanie. Prawie wszystkim udzielono pomocy na miejscu"
Mimo braku ofiar śmiertelnych, aż 20 osób musiało zostać przewiezionych do placówek medycznych na dalszą diagnostykę i leczenie. Największym problemem okazały się uszkodzenia wzroku spowodowane uderzeniami twardych owoców. Sytuację opisują lokalne raporty:
"Jak co roku zdecydowana większość poszkodowanych doznała urazów oczu podczas obrzucania się pomarańczami"
Coroczny bilans ofiar cytrusowej wojny
Poniedziałkowe walki były kontynuacją wydarzeń z niedzieli, kiedy to rannych zostało 138 osób, a 17 trafiło pod opiekę lekarzy. Media zwracają uwagę na powtarzalność tego zjawiska.
"Co roku bilans jest podobny, ale nie zniechęca to setek osób do udziału w tej oryginalnej zabawie karnawałowej, której początki sięgają średniowiecza"
Agencja PAP wyjaśnia zasady tego nietypowego sportu. Na placu boju stają naprzeciw siebie dwie grupy: poruszający się wozami konnymi wojownicy wyposażeni w kaski oraz piesi uczestnicy, którzy nie dysponują żadną osłoną twarzy. Całemu widowisku przyglądają się dziesiątki tysięcy zgromadzonych widzów.
Ogniste pożegnanie zimy
Wielki finał włoskiej bitwy przypada na ostatki. Po ogłoszeniu zwycięzców następuje symboliczne spalenie tak zwanych scarli, czyli wysokich słupów pokrytych słomą i gałęziami. Rytuał ten ma na celu ostateczne pożegnanie zimy oraz zamknięcie okresu karnawału. Całemu wydarzeniu towarzyszy tradycyjny marsz żałobny.