Grenlandia ma dość. Mieszkańcy wywieszają kartki na drzwiach i proszą o jedno

2026-01-22 8:55

Grenlandia znalazła się w centrum uwagi całego świata po słowach Donalda Trumpa. Jednak najazd dziennikarzy na stolicę wyspy, Nuuk, spotkał się z nietypową reakcją mieszkańców. Zamiast cieszyć się z zainteresowania, Grenlandczycy mają dość i proszą o jedno: święty spokój. Na drzwiach domów pojawiają się wymowne kartki z przekreślonym mikrofonem.

Grenlandia ma dość. Mieszkańcy wywieszają kartki na drzwiach i proszą o jedno

i

Autor: EPA/ PAP Grenlandia ma dość. Mieszkańcy wywieszają kartki na drzwiach i proszą o jedno

Wydawałoby się, że zainteresowanie światowych mediów to powód do dumy. Nic bardziej mylnego w przypadku Grenlandii. Po tym, jak prezydent USA Donald Trump ponowił groźby przejęcia wyspy, do jej stolicy, Nuuk, zjechały ekipy telewizyjne z całego świata. Jednak to, co miało być medialnym świętem, zamieniło się w cichy protest mieszkańców. Na drzwiach domów w stolicy Grenlandii, Nuuk, porozwieszane są kartki z przekreślonym mikrofonem i informacją, aby nie niepokoić mieszkańców pytaniami. To wymowny skutek najazdu dziennikarzy, na który zamieszkujący wyspę niewielki naród nie był przygotowany.

Dziennikarze bezradni w mroźnym Nuuk

Na zaśnieżonym deptaku w centrum niespełna 20-tysięcznego miasteczka można zaobserwować nietypowy widok – więcej kamer niż mieszkańców. Reporterzy, pracujący w 15-stopniowym mrozie, bezskutecznie próbują znaleźć chętnych do rozmowy. Czasu mają niewiele, bo słońce zachodzi tu bardzo szybko. – Same odmowy – mówią reporterzy z Włoch. Na to samo skarżą się dziennikarze z Korei Południowej, którzy zrezygnowani próbują uchwycić jakikolwiek obrazek do swojego materiału. Niewesoło jest też grupie francuskich dziennikarzy, którzy podczas przerwy w ośrodku kultury Katuaq zostali zaczepieni przez dwóch młodych Grenlandczyków. – Co sądzicie o Trumpie? – zapytali i wybuchli śmiechem, dając do zrozumienia, jak bardzo są zmęczeni całą sytuacją.

"Mamy powoli dosyć". Mieszkańcy mówią STOP

Niechęć do rozmów widać na każdym kroku. Wielu Grenlandczyków pytanych przez PAP o powody tej postawy, odpowiada wprost, że cała sytuacja znacznie ich przerosła. Trudno się dziwić, biorąc pod uwagę, że na całej Grenlandii mieszka nieco ponad 56 tys. osób. To mały, zżyty ze sobą naród, który ceni sobie spokój. – Mamy powoli dosyć całego zamieszania, to oczywiste, że Grenlandia nie jest na sprzedaż – mówi jedna z kobiet. Choć niektórzy mieszkańcy doceniają nagłaśnianie sprawy, większość marzy o powrocie do normalności. Języki rozwiązują im się dopiero wieczorami w lokalnych barach, ale i tam nie chcą rozmawiać o polityce. Wolą mówić o dumie, pokojowym nastawieniu i swoich szlachetnych sercach.

Władze i eksperci milczą. "To bardzo rozpraszające"

Problem z uzyskaniem komentarza dotyczy nie tylko zwykłych mieszkańców. Od początku stycznia nie sposób umówić się na wywiad z przedstawicielami grenlandzkiego rządu. Ratusz w Nuuk tłumaczy, że sprawy międzynarodowe nie leżą w jego kompetencjach, a biuro premiera zasłania się brakiem czasu. Podobnie jest na Uniwersytecie Grenlandzkim, który zalewany jest mailami z całego świata. „Obecnie zapotrzebowanie na naszych ekspertów jest ogromne, (ale - PAP) jako mała uczelnia koncentrujemy się głównie na edukacji i badaniach” – wyjaśnia uczelnia w oświadczeniu. O medialnym oblężeniu napisała nawet lokalna gazeta „Sermitsiaq”. Autorka artykułu, Oline Inuusuttog Olsen, w rozmowie z PAP przyznała, że jej redakcja również jest zasypywana prośbami o pomoc od zagranicznych mediów. – Jest to bardzo rozpraszające. Gdybym odpowiadała na pytania, nie miałabym czasu na nic innego – podsumowuje.

Radio ESKA Google News