Spis treści
- Przywódca Stanów Zjednoczonych postraszył przedstawicieli mediów więzieniem, o ile ci nie wskażą osoby odpowiedzialnej za wyniesienie tajnych danych na temat wojskowego zaginionego w Iranie.
- Głowa państwa zakłada, że publikacje prasowe utrudniły misję ratowniczą, ponieważ władze w Teheranie dowiedziały się z nich o żołnierzu.
- Słowa polityka wywołały popłoch w kontekście swobód obywatelskich, a specjaliści traktują je jako chęć zakneblowania ust redakcjom.
Donald Trump żąda wskazania informatorów. Amerykański prezydent uderza w dziennikarzy
W trakcie spotkania z reporterami Donald Trump zapowiedział bezwzględne śledztwo w celu zdemaskowania informatora. Przywódca Stanów Zjednoczonych zadeklarował oficjalne wystąpienie do redakcji o wydanie autora przecieku, tłumacząc swój ruch kwestiami bezpieczeństwa państwowego.
Polecany artykuł:
- Ujawnicie to albo pójdziecie do więzienia – zagroził, cytowany przez „The Washington Post”.
Przywódca ocenił, że medialny szum wokół sprawy drastycznie skomplikował akcję poszukiwawczą i naraził wojskowego na utratę życia. Donald Trump wprost zasugerował, że irańskie władze mogły zorientować się o obecności zagranicznego lotnika na swoim terenie właśnie z artykułów prasowych, co całkowicie odebrało Amerykanom przewagę zaskoczenia. Dziennik „The Washington Post” odnotował jednocześnie, że resort sprawiedliwości przemilczał zapowiedzi prezydenta, a administracja Białego Domu wydała jedynie krótki komunikat o toczącym się dochodzeniu.
Donald Trump krytykowany przez ekspertów. Wolność prasy w USA zagrożona
Szef Knight First Amendment Institute na Columbia University, Jameel Jaffer, otwarcie mówi o swoim niepokoju. Specjalista uważa, że ruchy przywódcy kraju generują ogromne wątpliwości dotyczące niezależności mediów. Ekspert podkreślił kluczową rolę informatorów w zdobywaniu materiałów.
„zdolność dziennikarzy do wykonywania pracy opiera się na ochronie anonimowych informatorów”
Jaffer dodał, że wypowiedzi amerykańskiej głowy państwa to klasyczny przykład wywierania nacisków i próba zablokowania przepływu faktów, które są niezbędne dla świadomości obywateli.
Identyczny pogląd zaprezentował Clayton Weimers, stojący na czele północnoamerykańskiego oddziału organizacji Reporterzy Bez Granic. Jego zdaniem opisywany incydent wpisuje się w znacznie szerszy trend, a słowa głowy państwa należy traktować ze śmiertelną powagą.
„To nie są tylko przechwałki w stylu Trumpa. Ta administracja uważa dziennikarstwo za przestępstwo”
Specjalista prognozuje w związku z tym wyjątkowo ponury scenariusz dla wolnych mediów za oceanem. Deklaracje prezydenta odbiły się szerokim echem na całym globie, a aktywiści walczący o prawa obywatelskie alarmują o tworzeniu groźnego precedensu, zdolnego zrujnować fundamenty ustroju demokratycznego.
Należy przypomnieć, że na początku 2025 roku amerykański resort sprawiedliwości zrezygnował z wytycznych, które dotychczas blokowały organom ścigania możliwość przymusowego przesłuchiwania dziennikarzy w sprawach dotyczących wycieku tajnych danych. Już wtedy tego typu decyzje wywołały falę krytyki jako krok w stronę ograniczenia wolności redakcji, a najnowsze zapowiedzi głowy państwa tylko napędzają spiralę strachu w amerykańskim środowisku medialnym.