Spis treści
Cyklon Narelle nad Australią. Niebo przybrało krwisty kolor
Zachodnie wybrzeże Australii zmaga się z konsekwencjami przejścia potężnego cyklonu Narelle. Oprócz ogromnych strat materialnych wywołał fascynujące zjawisko. Nad regionem pojawiła się krwistoczerwona łuna, przypominająca scenerię z filmów science fiction. Największe wrażenie robiły ujęcia z miejscowości Denham, gdzie otoczenie wyglądało jak powierzchnia Marsa. Mieszkańcy zgłaszali, że wszechobecny, drobny pył nadawał krajobrazowi mroczny i całkowicie odrealniony charakter. Przyczyna tego zjawiska jest dość prosta – potężne wichury porwały z powierzchni ziemi ogromne ilości cząsteczek z gleby o wysokiej zawartości żelaza. W tamtejszym upalnym i suchym klimacie skały ulegają procesowi utleniania, a następnie kruszeją, tworząc charakterystyczny rdzawy pył błyskawicznie unoszony przez gwałtowne porywy wiatru.
Zrujnowane Exmouth i problemy z produkcją LNG
Obecność rdzawego pyłu w atmosferze sprawia, że światło słoneczne rozprasza się w specyficzny sposób, przepuszczając głównie fale o największej długości, czyli właśnie te w odcieniach czerwieni. Niestety, urokliwe zjawisko wiąże się z katastrofalnymi skutkami samego żywiołu, który przyniósł porywy wiatru dochodzące do 200 kilometrów na godzinę, zrywając linie energetyczne i odcinając prąd tysiącom osób. Przedstawiciele władz przyznają, że miejscowość Exmouth prezentuje się niczym krajobraz po potężnej bitwie – zrujnowano tam infrastrukturę drogową, lotnisko oraz budynki mieszkalne. Ze względów bezpieczeństwa wstrzymano również pracę jednego z kluczowych zakładów produkujących skroplony gaz ziemny w kraju. Jako że Australia należy do absolutnych liderów w eksporcie LNG, nagłe przerwy w wydobyciu mogą wywołać spore zawirowania na zagranicznych rynkach energetycznych, ze szczególnym uwzględnieniem państw azjatyckich.