Były książę Andrzej według brytyjskiej prasy wpadł w szał, gdy tracił swoje przywieje przez aferę Epsteina
Trzęsienie ziemi w brytyjskiej rodzinie królewskiej nadal jest jednym z najważniejszych tematów w światowych mediach. W czwartek, 19 lutego były książę Andrzej został zatrzymany przez policję na terenie posiadłości Wood Farm w Sandringham, a potem przesłuchiwany przez 11 godzin. Wszystko przez podejrzenia związane z czasem, gdy brat króla Karola III był wysłannikiem handlowym Wielkiej Brytanii. Ujawnione akta Epsteina wskazują na to, że Andrzej mógł mu udostępniać poufne państwowe dokumenty - trudno powiedzieć, czy za pieniądze, czy z powodu szantażu, czy może ze zwyczajnej głupoty. Eks księcia zwolniono do domu bez postawienia zarzutów, ale rezydencje przeszukano i śledztwo trwa. Andrzej milczy i ukrywa się przed światem. Nie posypuje się popiołem, nie przeprasza, nie oddaje do dyspozycji amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości. I jeśli wierzyć doniesieniom brytyjskich mediów, zupełnie nie rozumie tego, co go spotkało i nie jest mu wstyd. Wręcz przeciwnie, uważa się za pokrzywdzonego.
"Nikt nie jest do końca pewien, czy rzeczywistość jego tragicznej sytuacji jeszcze do niego dotarła"
Kiedy Andrzejowi kazano wynosić się z Royal Lodge, wykrzykiwał podobno jedno żenujące zdanie... Opowiedział o tym anonimowy informator dziennikowi „The Sun on Sunday”. „Odmówił odejścia i wzięcia na siebie jakiejkolwiek odpowiedzialności. Kiedy kazano mu odejść, był tak arogancki i oderwany od rzeczywistości, że wielokrotnie krzyczał: »Ale jestem drugim synem królowej, nie możecie mi tego zrobić«. To niezwykłe, że zdecydował się użyć imienia królowej w swojej obronie. Nikt nie jest do końca pewien, czy rzeczywistość jego tragicznej sytuacji jeszcze do niego dotarła”. Były już książę Andrzej zawsze był uznawany za ulubionego syna zmarłej królowej Elżbiety II. Z zakulisowych doniesień od lat wynikało, że był najpierw skrajnie rozpieszczonym dzieckiem, a potem rozkapryszonym playboyem przekonanym, że wolno mu wszystko. Teraz jest w szoku i wciąż do niego nie dociera, że to koniec szaleństw.