Spis treści
Tłumy na ulicach stolicy Norwegii
Według szacunków mundurowych w 600-tysięcznym Oslo wcześniejsze spotkanie z Francją mogło zgromadzić nawet 180 tys. fanów. Podczas niedzielnego meczu z pięciokrotnymi mistrzami świata na stadionie Ullevaal zasiadło ponad 33 tys. widzów. W strefie kibica koło twierdzy Akershus było około 8 tys. osób.
Pod ratuszem miejskim mecz śledziło nawet 20 tys. kibiców. Z powodu zniszczeń po świętowaniu zwycięstwa nad Wybrzeżem Kości Słoniowej, Gwardia Królewska wprowadziła dodatkowe środki bezpieczeństwa przy Pałacu Królewskim. Zwiększono tam ochronę przed spodziewanym napływem tłumów.
„Jesteśmy przygotowani na duży napływ ludzi” — powiedziała telewizji NRK zastępczyni dowódcy Gwardii Królewskiej Thea Medrud Johansen.
„Nawet ja, która nie interesuję się aż tak piłką nożną, daję się temu porwać. Myślę, że cała Norwegia z napięciem czeka na następny mecz. Życzymy reprezentacji i całej Norwegii powodzenia” — powiedziała królowa Sonja.
Rekordowe zyski branży gastronomicznej
Wieczór z meczem przyniósł gigantyczne wpływy dla restauracji w Oslo. Niektóre lokale wystawiły rezerwacje stolików na aukcje, a ich cena przekroczyła 50 tys. koron, czyli około 20 tys. złotych. Początek meczu był pełen emocji w strefach kibica.
Po kilkudziesięciu sekundach anulowano gola dla Norwegii z powodu spalonego. Chwilę później Oerjan Haaskjold Nyland obronił rzut karny dla Brazylii. Pierwsza bramka dla Norwegii padła w 79. minucie po strzale Haalanda.
„Ostatni raz Brazylijczyk nie wykorzystał rzutu karnego w regulaminowym czasie gry 40 lat temu” — napisał brazylijski serwis sportowy Globo.
Norwegia awansuje do ćwierćfinału
Haaland wkrótce zdobył kolejną bramkę, a wynik na 2:1 ustalił Neymar. To pierwszy w historii awans Norwegii do ćwierćfinału mistrzostw świata. Sukces sprzed 28 lat świętowano z wielkim entuzjazmem.
Około 100 tysięcy fanów pomaszerowało pod Pałac Królewski po zakończeniu spotkania. Do świętujących dołączył książę Haakon. Norwegia zagra w sobotę w Miami ze zwycięzcą meczu Meksyk - Anglia.
„Możemy wygrać mundial!” — krzyczał tuż po ostatnim gwizdku w plenerowym studio dziennika „VG” zdobywca zwycięskiej bramki sprzed 28 lat Kjetil Rekdal.