Spis treści
Lech nowym liderem tabeli po wygranej w Warszawie
Lech Poznań przystępował do starcia z Legią Warszawa po okazałym zwycięstwie 6:1 nad Koroną Kielce w Ekstraklasie oraz cennym remisie 1:1 z Sunderlandem w Lidze Europy. Mimo zmęczenia i krótszego czasu na odpoczynek podopieczni Nielsa Frederiksena wywalczyli na boisku rywala cenne trzy punkty. Zwycięstwo 2:1 pozwoliło drużynie z Poznania awansować na pierwsze miejsce w ligowej tabeli, detronizując dotychczasowego lidera. Obie drużyny stworzyły widowisko, w którym nie brakowało emocji, a losy spotkania ważyły się do ostatnich minut.
Szkoleniowiec „Kolejorza” po meczu nie krył zadowolenia z postawy swoich zawodników. Duńczyk podkreślał, że choć zespół nie miał wystarczająco dużo czasu na regenerację po europejskich pucharach, zdołał się odpowiednio zmobilizować. Kluczowa okazała się odpowiednia organizacja gry i umiejętności indywidualne graczy, zwłaszcza w drugiej połowie, kiedy to Lech lepiej radził sobie z pressingiem gospodarzy. Dla Lecha było to już czwarte ligowe zwycięstwo z rzędu, dzięki czemu zespół z dorobkiem 28 punktów wyprzedził Górnika Zabrze i objął prowadzenie w tabeli.
"W czwartek graliśmy jeszcze ważniejszy mecz z Sunderlandem, ale zwycięstwo nad Legią jest niezwykle cenne. Nie mieliśmy czasu na przygotowanie do tego spotkania, w przeciwieństwie do naszego rywala. Finalnie to my wygraliśmy. Piłkarze wykonali fantastyczną pracę na boisku, choć byli zmęczeni. Jestem z nich dumny" - powiedział Frederiksen na konferencji prasowej.
Jak przebiegało spotkanie w Warszawie?
Mecz nie obył się bez problemów dla gości, bowiem już po kwadransie z powodu kontuzji boisko musiał opuścić Mikael Ishak. Zastąpił go Yannick Agnero, co ostatecznie okazało się dobrym posunięciem. Wynik otworzył w 56. minucie właśnie Agnero, który wykorzystał podanie Leo Bengtssona po wcześniejszej akcji Patrika Walemarka. W 74. minucie gospodarze zdołali wyrównać po strzale głową Bohdana Wjunnyka, któremu asystował Rafał Augustyniak.
Gdy wydawało się, że mecz zakończy się remisem, w 87. minucie Lech przeprowadził decydującą akcję. Współpraca dwóch rezerwowych przyniosła efekt w postaci bramki na 2:1. Fin Daniel Hakans obsłużył podaniem Luisa Palmę, a reprezentant Hondurasu pewnym strzałem zapewnił „Kolejorzowi” komplet punktów. Warto zaznaczyć, że Legia oddała w tym meczu dziewięć celnych strzałów przy zaledwie pięciu próbach Lecha, jednak świetnie w bramce gości dysponowany był Mateusz Lis.
"Nie był to najlepszy mecz w naszym wykonaniu. Mieliśmy swoje problemy. W drugiej połowie lepiej wychodziliśmy spod pressingu, dzięki czemu strzeliliśmy dwa gole" - ocenił trener Lecha.
Bolesna porażka Legii i kontuzja w zespole z Poznania
Dla Legii Warszawa przegrana z Lechem oznacza stratę statusu niepokonanej drużyny w trwającym sezonie Ekstraklasy. Trener Marek Papszun przyznał po meczu, że strata punktów na własnym obiekcie jest rozczarowaniem, zwłaszcza że jego podopieczni wykreowali sobie więcej okazji strzeleckich. Szkoleniowiec gospodarzy zauważył, że błędy w defensywie przy straconych golach były decydujące, a rywale potrafili z nich bezlitośnie skorzystać. Zespół ze stolicy jest obecnie w fazie przebudowy i musi wyciągnąć wnioski z tej bolesnej lekcji.
Tymczasem w obozie Lecha Poznań, mimo radości ze zwycięstwa, pojawił się powód do zmartwień w postaci urazu Mikaela Ishaka. Szwedzki napastnik poczuł ból w mięśniu dwugłowym uda i według wstępnych diagnoz może pauzować od dwóch do trzech tygodni. Wobec napiętego terminarza strata kluczowego gracza to poważny cios, jednak Niels Frederiksen wierzy w siłę szerokiej kadry swojego zespołu, co udowodnili zmiennicy w meczu z Legią. W najbliższym czasie Legia zmierzy się na wyjeździe z Górnikiem Zabrze, a Lech podejmie Wisłę Kraków, ale wcześniej czeka go wyjazd na Puchar Polski do Tarnobrzega.
"To bolesna, trudna do przełknięcia porażka. To nowe doświadczenie dla tej drużyny, która wciąż jest w budowie. Bylibyśmy rozczarowani z remisu, więc nawet nie mówię jak podchodzę do porażki" - oświadczył trener Legii Marek Papszun.