Spis treści
- Zbigniew Boniek, ikona polskiej piłki nożnej, świętuje okrągły jubileusz, mając za sobą karierę pełną triumfów i głośnych zdarzeń.
- Zarówno podczas "afery na Okęciu", jak i po strzeleniu trzech goli Belgii na mundialu, "Zibi" zawsze pokazywał swój nieustępliwy charakter.
- Przypominamy historię jego niesamowitego poświęcenia dla drużyny narodowej oraz słowa, które zaważyły na postrzeganiu polskiej piłki przez lata.
- Dowiedz się, jak "Piękność nocy" podbiła włoskie boiska i dlaczego do dzisiaj pozostaje wzorem dla wielu sportowców.
"Zibi" nigdy nie bał się wyrażać własnego zdania, co udowodnił podczas głośnej "afery na Okęciu" w listopadzie 1980 roku. Przed wylotem kadry na spotkanie eliminacyjne z Maltą, selekcjoner Ryszard Kulesza wyrzucił z drużyny Józefa Młynarczyka, który stawił się na zbiórce w stanie wskazującym. Wówczas w obronie bramkarza stanęli Stanisław Terlecki, Władysław Żmuda oraz właśnie Boniek. Tak zwana "banda czworga" została ukarana dyskwalifikacją, jednak z czasem Zibi powrócił do gry w narodowych barwach.
Zbigniew Boniek na mundialu 1982. Mecz z Belgią przeszedł do historii
Wybitny zawodnik brał udział w trzech turniejach rangi mistrzostw świata, a największy triumf święcił w 1982 roku w Hiszpanii, zdobywając z drużyną trzecie miejsce. Jako niekwestionowany lider zespołu rozegrał fenomenalne spotkanie w drugiej rundzie przeciwko Belgii. Na stadionie Camp Nou w Barcelonie zdobył spektakularnego hat-tricka, co dało Biało-Czerwonym pewne zwycięstwo 3:0. Antoni Piechniczek, ówczesny selekcjoner, po latach na łamach Przeglądu Sportowego tak wspominał brak swojego lidera w kolejnym meczu:
Piłkarze nazywali go ojcem, a Tomaszewski papieżem. Nieznany sekret sukcesu Kazimierza Górskiego
"Bardzo go brakowało w półfinale z Włochami, który z powodu żółtych kartek musiał obejrzeć z trybun. Z nim w składzie tamten mecz wyglądałby inaczej. Był ogarniętym i zorientowanym chłopakiem. Miał charakter wojownika. Nie chcę urazić innych piłkarzy, z którymi pracowałem jako trener, ale żaden nie był lepszy od Zbyszka"
Pseudonim "Bello di notte" i sukcesy Bońka w Juventusie
W czasach występów w Juventusie Włosi nadali mu przydomek „Bello di notte”, czyli Piękność nocy, ponieważ najlepiej grał w świetle jupiterów. W 1985 roku, jako pierwszy Polak w historii, sięgnął po Puchar Europy, gdy „Stara Dama” pokonała Liverpool 1:0 na stadionie Heysel. To właśnie po faulu na Bońku sędzia podyktował rzut karny, którego skutecznym egzekutorem okazał się Michel Platini. Zaledwie dzień po tym finale zawodnik wystąpił w meczu eliminacji do mundialu przeciwko Albanii.
Lech w gazie, Górnik w dołku. Kto górą w hicie Pucharu Polski?
Niezwykły wyczyn Bońka. Zagrał dwa mecze dzień po dniu
Bezpośrednio po finale w Brukseli piłkarz wyruszył w podróż do Tirany, korzystając z prywatnego samolotu z przesiadką w Pizie. Dotarł do Albanii na czas, wystąpił w spotkaniu i został jego bohaterem, strzelając gola na wagę zwycięstwa i przybliżając Polskę do awansu na meksykański mundial. W ten sposób rozegrał dwa oficjalne mecze dzień po dniu, co we współczesnym futbolu byłoby niemożliwe, udowadniając swoje ogromne zaangażowanie w grę dla reprezentacji.
Słowa Bońka o przyszłości kadry stały się klątwą
Polska przygoda na mistrzostwach w Meksyku zakończyła się na etapie 1/8 finału porażką 0:4 z Brazylią. Tuż po tym meczu, Boniek wypowiedział zdanie, które przez lata funkcjonowało w mediach jako „klątwa”. Okazało się ono niestety prorocze, ponieważ na kolejny awans do globalnego czempionatu polscy kibice musieli czekać aż 16 lat.
79. urodziny Włodzimierza Lubańskiego. Ten jeden faul złamał mu karierę i zabrał marzenia
"Wydaje mi się, że jeśli w czterech kolejnych edycjach mistrzostw świata osiągniemy podobny sukces, to będzie to satysfakcja zarówno dla nas sportowców, dla trenerów, działaczy jak i dla kibiców"