Spis treści
- Pierwszy trening Roberta Lewandowskiego w Chicago Fire przyniósł sporo zaskoczeń, szczególnie poza murawą, co wprawiło w zdumienie nawet polskich żurnalistów.
- O ile na boisku Polak prezentował się znakomicie, o tyle prawdziwe emocje wzbudził głównie wśród wysłanników mediów z ojczyzny. W tym samym czasie lokalne środowisko pozostało niemal zupełnie obojętne.
- Dowiedz się, dlaczego amerykańska prasa milczy o przybyciu napastnika oraz kiedy można spodziewać się jego wyczekiwanego debiutu, podczas którego może spotkać się na boisku ze znajomym z przeszłości!
Robert Lewandowski błyszczy w Chicago Fire. Świetny kontakt z nowym obrońcą
Start amerykańskiej przygody Roberta Lewandowskiego upłynął pod znakiem doskonałego nastroju. Jak informuje nasz wysłannik, w trakcie pierwszych zajęć z Chicago Fire reprezentant Polski emanował spokojem i dużą pewnością siebie. Mimo żaru lejącego się z nieba chętnie popisywał się zagraniami technicznymi podczas gry w „dziadka”, budząc uznanie wśród nowych partnerów z zespołu.
Przeczytaj także: Robert Lewandowski już w Stanach Zjednoczonych. Fani patrzyli tylko na jego twarz
Lider polskiej kadry narodowej nie stronił od kontaktów z pozostałymi graczami. Po zakończeniu jednego ze starć treningowych ciepło uściskał się z Samem Rogersem, grającym na środku obrony. Sytuacja ta udowadnia, że napastnik błyskawicznie aklimatyzuje się w nowym środowisku. Choć przedstawiciele prasy musieli pozostać na oddalonym skraju boiska i mieli szansę przyglądać się zajęciom zaledwie przez kwadrans, wyraźnie rzucało się w oczy, że „Lewy” od samego początku planuje przejąć rolę pierwszoplanowej postaci w zespole.
Polskie media oszalały na punkcie Lewandowskiego. Znikome zainteresowanie w USA
Pojawienie się Roberta Lewandowskiego w Chicago wywołało prawdziwą euforię, jednak dotknęła ona w głównej mierze polskie media. Jak relacjonuje nasz reporter, reprezentanci Polski stanowili aż 80 procent wszystkich dziennikarzy zgromadzonych na treningu. Warto odnotować, że część z nich zrezygnowała nawet z relacjonowania wizyty Radosława Sikorskiego w Los Angeles czy półfinałowego meczu mundialu, aby móc na żywo podziwiać pierwsze chwile snajpera w nowym otoczeniu.
Tymczasem w amerykańskich realiach sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Przed wejściem do kompleksu treningowego zjawił się tylko... jeden sympatyk, na dodatek niemający polskich korzeni. Czołowe media w Stanach Zjednoczonych wciąż nie rozpisują się na temat tego ruchu transferowego, natomiast rozgłośnie polonijne skrupulatnie analizują każde posunięcie zawodnika. Ten drastyczny kontrast uwidacznia, jak potężnym zjawiskiem jest Lewandowski dla Polaków rozsianych po świecie. O jego popularności wśród rodaków na emigracji świadczy również fakt, że na lotnisku witało go blisko 40 fanów – dla zestawienia, reprezentantów Polski w siatkówce przyszły powitać tam raptem dwie osoby.
Teraz wszyscy zastanawiają się, kiedy nadejdzie moment debiutu. Wiele wskazuje na to, że Polak może wybiec na murawę już w czwartkowym starciu z Vancouver Whitecaps. Z pewnością byłoby to spotkanie z dodatkowym smaczkiem, ponieważ w obozie przeciwników gra Thomas Mueller, z którym dzielił on kiedyś szatnię w Bayernie Monachium.