Trzydziestoletni zawodnik z Polski po raz pierwszy zmierzył się z turniejową "trójką". Novak Djoković to w Indian Wells prawdziwy weteran, który wygrywał tam pięciokrotnie (2008, 2011, 2014, 2015, 2016) i ma na koncie 24 tytuły wielkoszlemowe. Tenisista przyznał, że możliwość rywalizacji z legendarnym Serbem przyniosła mu ogromną radość podczas tego turnieju.
Nasz rodak rozpoczął mecz bez cienia respektu dla faworyzowanego przeciwnika. Błyskawicznie przełamał podanie Serba, odskakując na prowadzenie 4:1. Jego solidna gra całkowicie zdezorientowała ospałego rywala. Zawodnik z Bałkanów wypracował sobie trzy szanse na wyrównanie, ale to właśnie Majchrzak ostatecznie wygrał pierwszą partię, zamykając ją wynikiem 6:4.
ZOBACZ TEŻ: Grand Prix Australii Formuły 1. Nieoczekiwany triumf i sensacyjny pech rywala?
W drugiej odsłonie 38-letni Serb wszedł na znacznie wyższe obroty. Poprawił serwis i uderzenia, a u Polaka zaczęły pojawiać się pomyłki. Dzięki temu Djoković błyskawicznie przejął kontrolę nad meczem, pewnie zamykając tę partię gładkim zwycięstwem 6:1.
Ostatnia część meczu toczyła się spokojniej, a triumfator bazował głównie na swoim potężnym doświadczeniu. Punkty zdobywał w kluczowych chwilach, a następnie pilnował przewagi, nie kryjąc przy tym typowej dla siebie frustracji. Wygrał ten set 6:2. Polak walczył do samego końca, a jedno z jego genialnych zagrań wywołało gromkie brawa u samego Djokovicia oraz Billa Gatesa.
Turniej w Kalifornii był dla Serba powrotem na kort od czasu bolesnej porażki z Carlosem Alcarazem w finale wielkoszlemowego Australian Open. Po dwóch godzinach i trzynastu minutach walki zamknął to spotkanie w bardzo efektowny sposób, popisując się zagraniem przy siatce.
To był już czternasty w karierze mecz Djokovicia z Polakiem i słynny gracz wciąż pozostaje w tym zestawieniu niepokonany. Do tej pory aż osiem razy okazywał się lepszy od Huberta Hurkacza, w czterech starciach odprawił Łukasza Kubota, a raz pokonał Jerzego Janowicza.