Spis treści
Władimir Semirunnij stał się sensacją igrzysk w Mediolanie i Cortinie, zdobywając dla biało-czerwonych srebrny krążek na dystansie 10 000 metrów. Przed 23-letnim panczenistą kolejne wyzwanie, bo już w czwartek stanie do rywalizacji na 1500 metrów. Zawodnik, który przebojem wdarł się do światowej elity łyżwiarstwa szybkiego, może liczyć na wyjątkowe zaplecze mentalne. Kciuki za jego starty trzymają rodzice oraz partnerka, która odegrała ważną rolę w jego aklimatyzacji w Polsce.
Kim jest Klaudia Bielas, partnerka polskiego medalisty?
Ukochana wicemistrza olimpijskiego to Klaudia Bielas, która również profesjonalnie uprawia łyżwiarstwo. Polka poleciała do Włoch, aby osobiście wspierać partnera w najważniejszych momentach kariery. Semirunnij wcześniej chronił swoją prywatność i nie publikował wspólnych zdjęć w mediach społecznościowych, ale po olimpijskim sukcesie para zdecydowała się opowiedzieć o swojej relacji. Obecność Klaudii jest dla zawodnika kluczowa w opanowywaniu przedstartowego stresu, a na co dzień dziewczyna pomaga mu w szlifowaniu języka polskiego.
"Moja dziewczyna przyleciała już do Mediolanu, a to jeden z najważniejszych kibiców" - zdradził łyżwiarz w rozmowie z "Rzeczpospolitą".
Niezwykła historia poznania na dworcu
Historia ich znajomości jest nietypowa i wiąże się z bratem Klaudii.
"Pierwszy raz spotkaliśmy, gdy Klaudia odbierała mnie i swojego brata z pociągu, bo nie mieliśmy jak dojechać do domu. Zapytałem: 'Ooo. To twoja siostra?'" - wspominał Władimir Semirunnij w materiale wideo dla PZŁS.
Panczenista z uśmiechem wspomina, że musiał uzyskać "błogosławieństwo" od przyjaciela na spotykanie się z jego siostrą. Brat Klaudii uznał jednak Semirunnija za wartościowego człowieka i nie widział przeszkód, by ci dwoje zaczęli randkować. Relacja rozwinęła się dzięki wymianie wiadomości i szybko przeniosła na grunt prywatny.
"Pisaliśmy do siebie z Klaudią. Bardzo spodobało mi się, że naprawdę rozmowa fajnie idzie. Umówiliśmy się, że spotkanie może być w restauracji" – zdradził wicemistrz olimpijski.
Dla Klaudii Bielas występy partnera wiążą się z ogromnym ładunkiem emocjonalnym. Dziewczyna bardzo przeżywała każdy bieg ukochanego w Mediolanie.
"To trzeba po prostu przeżyć, żeby poczuć te wszystkie emocje i atmosferę" - dzieliła się wrażeniami Klaudia Bielas. "Od początku do końca był ogromny stres. Do ostatniej pary wszyscy siedzieliśmy jak na szpilkach. Jak przekroczyli linię, to zalałam się łzami. Każdy, kto go zna, powie, że to dobry, pomocny i bezinteresowny człowiek. Ta jego energia bucha wszędzie i zaraża innych" – podkreśla Klaudia Bielas.
Rodzice zostali w Rosji, ale wspierają syna
Semirunnij pochodzi z rosyjskiej rodziny o silnych tradycjach zawodowych – jego matka jest nauczycielką, ojciec informatykiem, a dziadkowie pracowali jako inżynier i bankowiec. Bliscy od początku wspierali jego sportową drogę, nawet gdy wiązało się to z trudną decyzją o emigracji. Gdy w sierpniu 2025 roku łyżwiarz otrzymał polskie obywatelstwo, reakcja matki była bardzo emocjonalna.
"Była w szoku, trochę popłakała z radości" – wspominał.
Mimo dzielącej ich odległości, rodzina śledzi jego olimpijskie zmagania przed telewizorami w Rosji, nie kryjąc dumy z osiągnięć syna.
"Mam najlepszych rodziców, zawsze mnie wspierali" - podkreśla. "Rodzice i cała rodzina z Rosji będą oglądać przed telewizorami. Są bardzo dumni. Mówią, że jestem najlepszym synem. A ja mówię, że mam najlepszych rodziców. Zawsze mnie wspierali i dalej wspierają. Cieszę się, że ich mam" - stwierdził w rozmowie z "Rzeczpospolitą".
Ucieczka przed wojną i nowe życie w Tomaszowie
Przygoda Semirunnija z łyżwami zaczęła się, gdy miał osiem lat, po nieudanych próbach w piłce nożnej i karate. Obecnie jego bazą treningową jest klub Pilica w Tomaszowie Mazowieckim. Zawodnik słynie z tytanicznej pracy i niezwykłej ambicji – często wykonuje jednostki treningowe dłuższe niż zalecane przez szkoleniowców. Mimo krótkiego stażu w kraju, bardzo dobrze posługuje się językiem polskim.
Decyzja o opuszczeniu ojczyzny zapadła po rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Panczenista obawiał się mobilizacji wojskowej i zniszczenia kariery sportowej przez politykę. Zostawił w Rosji całe dotychczasowe życie, nawiązując kontakt telefoniczny z trenerem polskiej kadry, Pawłem Abratkiewiczem. Choć rosyjskie media krytykowały jego zmianę barw narodowych, on konsekwentnie dążył do celu, odbierając polski paszport w 2025 roku. Jego największym marzeniem jest wysłuchanie "Mazurka Dąbrowskiego" ze złotym medalem na szyi.
"Czuję się Polakiem, bo jestem już obywatelem" – powiedział "Super Expressowi" przed odlotem do Mediolanu. "Dobrze rozmawiam po polsku i już trzeci rok trenuję w polskiej kadrze. Czuję się tu jak w domu. Chciałbym spotykać się z rodzicami, ale nie będę kłamał, że dobrze jest też mieszkać samemu. Robię to, co chcę, a jednocześnie zachowuję sportową dyscyplinę. Fajnie, że sam siebie pilnuję i biorę na siebie więcej odpowiedzialności" - przekonuje.