Spis treści
- Wisła Kraków oficjalnie powraca do najwyższej klasy rozgrywkowej, a ponad 31 tysięcy widzów mogło obserwować widowisko pełne nieoczekiwanych zwrotów akcji.
- Początkowe błędy gospodarzy skutecznie naprawiał debiutujący golkiper, po czym w drugiej połowie piłkarze Białej Gwiazdy wyprowadzili dwa kluczowe trafienia i odzyskali panowanie na boisku.
- Z tekstu dowiesz się, jak wyglądało starcie krakowian z GKS-em Katowice oraz co po bolesnej porażce miał do powiedzenia trener drużyny przyjezdnych.
GKS Katowice naciskał od pierwszych minut. Marcel Łubik uratował Wisłę Kraków
Upragniony mecz o awans mógł rozpocząć się od brutalnego sprowadzenia na ziemię dla podopiecznych Mariusza Jopa. Piłkarze GKS-u Katowice narzucili bardzo wysokie tempo i błyskawicznie zyskali doskonałe okazje do strzelenia gola. W pole karne dynamicznie wbiegł Bartosz Nowak, jednak po chwili fatalnie przestrzelił, mając przed sobą niemal pustą bramkę. Przed stratą gola gospodarzy chronił przede wszystkim świetnie dysponowany Marcel Łubik, dla którego był to absolutny debiut w pierwszej drużynie. Gdyby nie jego ofiarne interwencje, krakowianie do przerwy przegrywaliby z kretesem. Miejscowi zdołali odpowiedzieć jedynie mocnym uderzeniem w słupek autorstwa Federico Duarte, co oznaczało, że to goście mieli pełne prawo odczuwać spory niedosyt.
Przeczytaj także: Niespodzianki w Ekstraklasie. Faworyci tracą punkty na starcie
Dwa szybkie ciosy po przerwie. Wisła Kraków pogrążyła defensywę GKS-u
Obraz gry diametralnie uległ zmianie po powrocie zawodników z szatni. W 56. minucie spotkania Marcin Wasielewski nieprzepisowo powstrzymał w szesnastce Alana Urygę, a arbiter natychmiast podyktował rzut karny. Do piłki podszedł Marko Bozić i pewnym strzałem wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Katowiczanie nie zdążyli jeszcze dobrze zareagować na stratę bramki, gdy zostali skarceni po raz kolejny. Zaledwie cztery minuty po pierwszym trafieniu, Raoul Giger popisał się świetnym dośrodkowaniem prosto na głowę Jordiego Sancheza, który umieścił futbolówkę pod poprzeczką i podwyższył wynik na 2:0. Hiszpański napastnik zdołał wkrótce pokonać bramkarza po raz drugi, jednak sędziowie po dogłębnej analizie VAR anulowali tego gola ze względu na faul w ofensywie.
Szymon Bartlewicz przywrócił nadzieję gościom. Mariusz Jop i Rafał Górak komentują mecz
Krakowski zespół wydawał się w pełni kontrolować przebieg boiskowych wydarzeń, jednak przyjezdni niespodziewanie rzucili się do odrabiania strat. W 79. minucie gry wprowadzony zaledwie chwilę wcześniej na murawę Szymon Bartlewicz zdobył bramkę kontaktową, czym zapowiedział niezwykle napiętą końcówkę meczu. Zmusiło to gospodarzy do głębokiej defensywy, w której skutecznie dotrwali aż do ostatniego gwizdka sędziego. Po końcowym rezultacie trener gości nie ukrywał ogromnego rozczarowania postawą swoich obrońców.
„- W pierwszej połowie graliśmy tak, jakbym chciał. Drugi gol padł, gdy w naszym polu karnym był jeden zawodnik Wisły i naszych trzech obrońców. Takich akcji trzeba wybronić dziesięć na dziesięć” - ocenił krytycznie Rafał Górak. Mimo sportowej złości szkoleniowiec docenił oprawę całego wydarzenia. „- To, co działo się na trybunach było imponujące. Tak to powinno wyglądać” - przyznał uczciwie.
Zdecydowanie lepszy nastrój prezentował trener Białej Gwiazdy, chociaż otwarcie podkreślił, że początkowy fragment rywalizacji przysporzył jego drużynie sporo problemów.
„- Początek meczu należał do rywala. Przez dziesięć, piętnaście minut napędzaliśmy GKS stratami. Potem uporządkowaliśmy grę, a druga połowa była w naszym wykonaniu bardzo dobra. Daliśmy kibicom i sobie dużo emocji i radości” - stwierdził na koniec Mariusz Jop.