Rywalizacja na skoczniach w Mediolanie i Cortinie d'Ampezzo zakończyła się w poniedziałek w nieprawdopodobnych okolicznościach. Konkurs duetów przez długi czas przebiegał bez zakłóceń, a po dwóch seriach biało-czerwony zespół, w składzie Paweł Wąsek i Kacper Tomasiak, zajmował doskonałą drugą lokatę. Problemy zaczęły się w trzeciej rundzie, gdy po słabszej próbie Wąska nasza reprezentacja spadła na czwarte miejsce, ustępując Japończykom i Norwegom. W decydującym momencie, gdy do walki miał ruszyć Tomasiak, aura gwałtownie pokrzyżowała plany organizatorów.
Srebrny medal dla Polaków w Predazzo. O wynikach zadecydował pogodowy armagedon
Kuriozalny finał konkursu duetów, Polska ze srebrem!
Ostatnia grupa zawodników musiała mierzyć się z potężną nawałnicą śnieżną. Warunki stały się ekstremalne jeszcze przed próbą Domena Prevca, który wylądował blisko, grzebiąc szanse Słoweńców. Chwilę później Philipp Raimund zdołał oddać dobry skok, ale sytuacja na obiekcie stawała się krytyczna. Co więcej, sędziowie zarządzili przedłużającą się przerwę przed startem Kacpra Tomasiaka, co paradoksalnie tylko pogorszyło sprawę. Polski skoczek, ubrany jedynie w cienki kombinezon, siedział na belce startowej zasypywany przez gęsty śnieg, który zasypywał także tory najazdowe.
Mimo fatalnej aury jury wydało w końcu sygnał do startu. Tory były tak zasypane, że Polak osiągnął prędkość najazdową aż o 3 km/h niższą od konkurentów, co w skokach narciarskich jest przepaścią. Tomasiak wylądował na 124,5 metra, a Polska spadła w klasyfikacji za Niemcy i Słowenię. Młody zawodnik miał łzy w oczach, będąc przekonanym o zaprzepaszczeniu szansy na sukces, jednak pogoda uniemożliwiła dokończenie zawodów. Kilka minut później podjęto jedyną racjonalną decyzję o anulowaniu wyników finałowej serii, dzięki czemu Biało-Czerwoni mogli świętować zdobycie wicemistrzostwa olimpijskiego.
