Po dwóch seriach zmagań polska para zajmowała wysoką, drugą lokatę. Zgromadzone przez Biało-Czerwonych 547,3 punktu były efektem bardzo równych prób. Paweł Wąsek lądował na 133,5 oraz 129,5 metra, natomiast Kacper Tomasiak dwukrotnie osiągnął odległość 135,5 metra. Liderami pozostawali Austriacy, reprezentowani przez Jana Hoerla i Stephana Embachera, a czołową trójkę zamykali Norwegowie, tracąc do Polaków blisko 10 punktów.
Decyzja sędziów przerwała zawody
Do finałowej rozgrywki przystąpiła czołowa ósemka, jednak warunki na skoczni uległy drastycznemu pogorszeniu. Nad obiektem w Predazzo rozpętała się śnieżyca, czyniąc rywalizację niebezpieczną i losową. Kacper Tomasiak w swojej próbie uzyskał słabą odległość, co w normalnych okolicznościach mogłoby pozbawić Polaków szans na podium.
Organizatorzy uznali, że kontynuowanie zawodów nie ma sensu sportowego i zdecydowali o anulowaniu wyników trzeciej serii. Tym samym za wiążącą uznano klasyfikację po dwóch rundach. Decyzja ta oznaczała srebro dla Polski, złoto dla Austrii oraz brązowy krążek dla norweskiego duetu.
Skoczkowie nie kryli emocji
Zdobycie olimpijskiego krążka w tak niecodziennych okolicznościach wywołało w polskiej ekipie euforię, mieszającą się z niedowierzaniem.
"- Jeeeest, w końcu! Do mnie jeszcze nie dotarło. Piękna sprawa, po tym ciężkim sezonie, który mnie tyle razy załamał na skoczni - cieszył się Paweł Wąsek. - Taki mamy sport. Czasem ci to pomoże, czasem przeszkodzi - dodał."
Kacper Tomasiak szczerze przyznał, że oddając swój skok w gęstej śnieżycy, miał nadzieję na przerwanie konkursu przez sędziów.
"- Myślałem, że może się uda, że może odwołają. Jechałem wolniej od reszty, nie dało się z tego nic skoczyć - relacjonował Tomasiak swój skok w anulowanej serii. - Ten medal waży trochę więcej, zważywszy na to, w jakich okolicznościach udało się go osiągnąć - ocenił młody skoczek."